18.12.2017.
Start
NASZ CZŁOWIEK W WARSZAWIE Z "KRAKOWEM" I ZŁOTĄ ODZNAKĄ TPPR W TLE Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 16
KiepskiŚwietny 
Autor: Aleksander Szumanski   
26.03.2011.

  

NASZ CZŁOWIEK W WARSZAWIE Z „KRAKOWEM” I ZŁOTĄ ODZNAKĄ TOWARZYSTWA   PRZYJAŹNI POLSKO RADZIECKIEJ W TLE

 

Związek Literatów  jest kontynuacją założonego przez Stefana Żeromskiego w 1920 roku Związku Zawodowego Literatów Polskich. Mało się pamięta, że u genezy pomysłu był spór o „markę ochronną” mającą ochronić autorów przed nadużyciami wydawców. Do 1935 r. była to federacja niezależnych stowarzyszeń pisarskich, wpierw zrzeszonych w Zrzeszeniu Związków Zawodowych Literatów Polskich, potem – od roku 1928 nieformalnie kierowanych przez zarząd związku warszawskiego. Od 1935 r. był to już jednolity związek posiadający oddziały terenowe. Nie jedyny zresztą, bo obok niego istniały inne organizacje zrzeszające pisarzy i dziennikarzy.

 

Reaktywowany w 1944 roku w r. 1949 zmienił nazwę  na Związek Literatów Polskich  – z organizacji o charakterze zawodowym stał się związkiem twórczym. Nominalnie autonomiczny, działał w strukturze kierowanych i dotowanych przez socjalistyczne  państwo stowarzyszeń twórczych. Nadzór Służby Bezpieczeństwa PRL nad związkiem sprawował Jerzy Putrament,  jeszcze przedwojenny agent NKWD, postać powszechnie znana, późniejszy wiceprzewodniczący związku, przy współudziale Wandy Wasilewskiej i „Krwawej Luny” Julii Brystygierowej,  pułkownika NKWD, żony działacza syjonistycznego  Natana Brystygiera, która miała  już za sobą krwawe przesłuchania we Lwowie po 17 września 1939 roku.

 

To krwawe monstrum w sposobie działania przewyższało nawet nadzorczynie z  niemieckich hitlerowskich obozów koncentracyjnych. „Specjalizowała” się w przesłuchiwaniu mężczyzn, nierzadko wkładając nieszczęśnikom genitalia do szuflady, gwałtownie ją zatrzaskując.

 

Była dyrektorem V Departamentu Ministerstwa Publicznego, głównym wykonawcą polityki stalinowskiej wobec Kościoła, a w okresie dominacji „bezpieczeństwa” nad partią  nieraz twórcą tej polityki. Jako przedwojenna dogmatyczna marksistka chciała zniszczyć „opium ludu”, czyli Kościół katolicki  wszelkimi dostępnymi metodami.  

 

Były wśród nich również wyroki śmierci na księży, więzienie biskupów i prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego, szantaże i naciski, ale przede wszystkim próby rozbicia Kościoła, czyli polityka divide et impera.

 

Pułkownik NKWD  Julia Brystygierowa („Krwawa Luna”) była współautorem i głównym wykonawcą próby rozbicia Kościoła przez „księży patriotów”.  Brystygierowa kierowała akcją uwięzienia kardynała Stefana Wyszyńskiego, chociaż decyzja o jego uwięzieniu zapadła dużo wyżej i wcześniej z udziałem czynników sowieckich. Rządziła bezpieką za czasów Bieruta i Bermana, szkolona za czasów Gomułki.

 

Prześladowanie polskich pisarzy przez władze Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich po 1949 roku szeroko dokumentuje Joanna Siedlecka w swoich historycznych publikacjach „Obława” i „Kryptonim liryka”.

 

Joanna Siedlecka jest reporterką niepokorną. Wystarczy wspomnieć jak relacjonowała postawę Zbigniewa Herberta w ostatnich latach jego życia i demaskowała imputowanie mu choroby psychicznej jako motoru postępowania. Ta publikacja nie mogłaby powstać nie tylko bez pracy autorki, ale również bez ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która umożliwiła wgląd w akta peerelowskiej bezpieki.

W Związku Sowieckim unicestwiono kwiat niepokornych pisarzy – rozstrzelano Izaaka Babla, Borysa Pilniaka, Nikołaja  Gumiłowa, Nikołaja Klujewa, w więziennej psychuszce zginął poeta Danił Charms, w łagrze zgnił Osip  Mandelsztam.

A jak było w Polsce?

 

Naszych pisarzy sowieci też mordowali – w Katyniu zginęli Władysław Sebyła i Lech Piwowar. Do więzienia trafili nie tylko Jerzy Braun i Janusz Szpotański, ale także sam Melchior Wańkowicz. W swojej książce Joanna Siedlecka przedstawia sylwetki 13 pisarzy poddawanych represjom w latach 1945 - 1989; Wojciecha Bąka, Jerzego Brauna, Stefana Łosia, Władysława Grabskiego, Heleny Zakrzewskiej, Jerzego Szaniawskiego, Jerzego Kornackiego, Jerzego Zawieyskiego, Melchiora Wańkowicza, Januarego  Grzędzińskiego,  Pawła Jasienicy, Ireneusza Iredyńskiego i Jacka Berezina. Do tego grona należy dopisać Kazimierę Iłłakowiczównę.

 A jeżeli  już o śmierci  mowa – autorka w  przekonywający sposób relacjonuje hipotezę, według której, to nie samobójczy skok, ale wyrzucenie z III piętra ze szpitalnego okna przez „nieznanych  sprawców”   było przyczyną  śmierci  niepokornego pisarza  Jerzego Zawieyskiego.

 

Zwróćmy uwagę na najbardziej chyba dramatyczny wniosek wypływający z „Obławy”;  znaczna część niewygodnych dla systemu pisarzy  została unicestwiona przez prześladowców – komunistyczną bezpiekę. Jej funkcjonariusze chcieli bowiem wykreślić ich twórczość z polskiej świadomości i to im się właściwie udało.

 

„Obława” Joanny Siedleckiej daje  świadectwo prawdzie, dzięki której mamy szansę poszerzyć pamięć o niepokornych wilkach naszej literatury.

Joanna Siedlecka, odsłaniając tę prawdę, stała się obiektem ataków określonych kół literackich, lub literacko-podobnych.

 

W kwietniu 2009 roku Telewizja Polska emitowała film dokumentalny z serii „Errata do biografii”, tym razem dotyczący Jerzego Putramenta agenta NKWD działającego w Polsce jeszcze przed 1939 rokiem, jak również w czasach PRL, wieloletniego sekretarza generalnego i v-ce prezesa ZG Związku Literatów Polskich. Ów film, reżyserii Andrzeja Gajewskiego, oparty na materiałach archiwalnych, jak również na treści artykułu „Upadek nagrody Nobla z hańbą domową i ubekami w tle”, /”Kurier Codzienny” Chicago i „Głos Polski” Toronto –autor Aleksander Szumański/ przypomniał telewidzom rolę jaką w PRL odgrywał Związek Literatów Polskich. Tę prawdę dokumentuje w swojej książce „Obława” Joanna Siedlecka w sposób źródłowy.

 

 W wywiadzie „Tropię wielkość i małość polskich pisarzy” /”Dziennik” 19.01.07/ Joanna Siedlecka podaje, że zburzyła białą, heroiczną legendę Związku Literatów Polskich. Nie tylko SB niszczyła pisarzy. Pomagał jej w tym Zarząd Główny ZLP, który poprzez Sądy Koleżeńskie  eliminował niepokornych.

Wieloletnim prezesem sądu koleżeńskiego ZG ZLP była Irena Krzywicka z domu Goldberg (ur. 28 maja 1899 w Jenisiejsku, zm. 12 lipca 1994 w Bures-sur-Yvette) – polska feministyczna pisarka, publicystka i tłumaczka, przyjaciółka Tadeusza Boya-Żeleńskiego, propagowała świadome macierzyństwo, antykoncepcję i edukację seksualną / Wikipedia /.

 

„Obława” jak i ów wywiad spowodowały frontalne ataki na pisarkę kół  które wspomniałem.

 

Są to bez wątpienia te same pisarskie, nie pisarskie kręgi postkomunistyczne, które przed przystąpieniem do ataków na patriotyczną pisarkę powinny się poddać honorowej literackiej lustracji dla oczyszczenia z  zarzutów współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, tym bardziej, iż wiele nazwisk członków ZLP znajduje się na liście Wildsteina dostępnej przecież w Internecie.

 

„Siedlecka zhańbiła zmarłych kolegów” brzmi jeden z zarzutów. Pisarka odpowiada na łamach „Dziennika” /31.01.2007/ na owe zarzuty:

 

„to demagogiczne argumenty. Nie stosuję zasady odpowiedzialności zbiorowej”.

Mówiąc po prostu Siedlecka sama zresztą deklaruje, że za swoją misję uważa: „Przypominanie, bo komunizm był również zacieraniem śladów, n i e p a m i ę c i ą”.

Jerzy Putrament osobiście decydował o desygnowaniu do władz Okręgowych Związków Literatów Polskich odpowiednich ubeckich kandydatów, a Irena Krzywicka sądziła niepokornych polskich pisarzy.

 

Niektórzy autorzy przypisują właśnie  jej autorstwu  słynne ubeckie zawołanie „mości Zawieyski czas skakać”, gdy niepokorny pisarz Jerzy Zawieyski „wypadł” z III piętra warszawskiego szpitala na  bruk.

Pierwszym prezesem ZLP został na jeden rok Julian Przyboś, który w 1964 roku z okazji 70 urodzin otrzymał  z rąk przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego Order Budowniczego Polski Ludowej, by w 1970 roku otrzymać Międzynarodową Nagrodę Leninowską – „Za utrwalanie pokoju między narodami”.

 

Wieloletnim prezesem ZG ZLP był Jarosław Iwaszkiewicz, o którym Leopold Tyrmand w „Dzienniku 1954” tak oto  napisał:

 

„Globtrotter, pederasta, stalinowiec, dyplomata, smakosz, poeta i pionek”.

Iwaszkiewicz  35 lat sprawował  prezesurę w ZG ZLP  /1945 – 1980/. Ten wytrawny ideolog partyjny znany był z namiętnych pocałunków „breżniewowskich”.

 

Prezesurę ZLP, sprawował jeszcze w latach 1956 – 1959  Antoni Słonimski.  Sylwetkę tego prezesa najdobitniej scharakteryzował Marian Hemar:

 

„…..cóż za szmata

Pod pozorami literata.

Popatrzcie na ten rzymski profil:

Były frankofil i angliofil

I były sanacyjny cwaniak,

Pan- europejczyk i Pen- klubczyk,

Przechrzta co tydzień, na wyścigi

Co z wszystkich sobie wziął religii

Jedną religię: Oportunizm –

Dziś się obrzezał na komunizm…”

 

Związek Literatów Polskich funkcjonował więc z przerwami spowodowanymi m. in. stanem wojennym, aby w 1989 rozpaść się na dwa związki, a to Stowarzyszenie Pisarzy Polskich i Związek Literatów Polskich.

 

Należy więc przypomnieć co wydarzyło się w kulturze polskiej w latach zniewolenia komunistycznego. Pisarze polscy byli ubezwłasnowolnieni, ponieważ wydawać mogli w tym okresie jedynie poprzez ZLP, posługującym się różnymi podległymi sobie wydawnictwami.

 

Do dzisiaj w Zarządzie Głównym Związku Literatów Polskich   zasiadają ubecy w osobach prezesa Marka Wawrzkiewicza i sześciu wiceprezesów TW. Ktoś powiedział „wraca stare” i oczywiście nie miał racji, ponieważ „stare trwa”.

 

Przykłady:

 

- Jacek Kajtoch TW kryptonim  „Jacek  Dywersja” nauczyciel akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego, wieloletni sekretarz POP PZPR w Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, komunista ideowy, wieloletni v-ce prezes Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich, oraz Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Osobisty przyjaciel znanych agentów SB: /prof. Tadeusza Hanauska,  prof. Olgierda Terleckiego, prof. Kazimierza Buchały wszyscy z UJ /. Wywodzi się ze śląskiej zgermanizowanej rodziny – imię i nazwisko rodowe Jacenty KAŃTOCH. Sam opowiada z dumą o swojej rodzinie, że nie służyli w wojsku polskim, lecz w wehrmachcie.  Osobnik nieuczciwy / wychowawca młodzieży akademickiej/ plagiator w UJ.

Został usunięty z UJ za powtarzające się plagiaty, wówczas zaangażowało go „Życie Literackie” red. naczelny  ubek  Władysław Machejek, skąd został wyrzucony znowu za plagiaty dotyczące prac naukowych o twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego. V-ce prezes komunistycznego samozwańczego Krakowskiego Okręgowego Związku Literatów Polskich z namaszczenia prezesa ZG ZLP esbeka Marka Wawrzkiewicza /kryptonim „MW” /.Powołujący niepoprawnych politycznie kolegów przed Sąd Koleżeński KOZLP i ZG ZLP.

 

Jego syn Wojciech Kajtoch ukończył studia podyplomowe w Moskwie przed rozpadem Związku Sowieckiego. Osobisty przyjaciel wszystkich esbeków w ZG ZLP . Wraz z żoną Anną Kajtochową, komunistką ideową, dopomógł rozbić nie komunistyczny KOZLP, za co otrzymał z ZG ZLP nagrodę w postaci sfinansowania mu wycieczki do Chin Ludowych Wraz z żoną Anną Kajtochową i innymi organizuje nagłaśniane w Internecie imprezy literackie w Krakowie, zapraszając na nie agentów SB w ZG ZLP. Cenzor almanachów poetyckich w ZLP Wraz z ostatnim cenzorem PRL Waldemarem Kanią, członkiem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Krakowie. Współuczestnik sprzeciwu zorganizowania w Krakowie „Dni Katyńskich”. Twierdzący, iż istnieją dowody, że „zbrodni pod Katyniem dokonali hitlerowcy, a Hitler był mężem stanu”. Według Jacka Kajtocha  „ustalenia w Jałcie należały się Stalinowi za jego heroizm w czasie II wojny światowej”.

 

- Jan Pieszczachowicz,   zwany  też  „Pieszczochem”,  był współzałożycielem reżimowego pisma "Student", spełniającego potrzeby komunistycznej  indoktrynacji studentów na modłę sowiecką. Redaktor naczelny „Studenta”  w latach 1974-1976. 

Współpracownik Władysława Machejka, ubeckiego redaktora „Życia Literackiego” i znanego reżimowego pisarza  Tadeusza Hołuja, założyciela komunistycznej „Kuźnicy” korespondującego  z ministrem propagandy i oświecenia publicznego III Rzeszy dr Josephem Paulem  Goebellsem, który  w rządzie Adolfa Hitlera sprawował funkcję  w ścisłym kierownictwie partii narodowosocjalistycznej. W ostatnich dniach życia Goebells  był kanclerzem  III Rzeszy i jednym z najbliższych współpracowników, oraz doradców Adolfa  Hitlera.

 

Pieszczachowicz  w latach 1976-83 pełnił funkcję  prezesa Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich z nadania mu tej funkcji przez Jerzego Putramenta,  enkawudzisty, któremu Urząd Bezpieczeństwa PRL powierzył inwigilację środowiska pisarskiego.

 

Ideologicznie Pieszczachowicz był wieloletnim lektorem Komitetu Centralnego PZPR.

 

Pieszczachowicz jest laureatem złotej odznaki Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

 

Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (TPPR) – powstało w 1944 roku. Towarzystwo organizowało głównie imprezy propagandowe, takie jak obchody rocznic rewolucji październikowej, wycieczki do ZSRR etc.

 

Prezesami TPPR byli m.in. Józef Cyrankiewicz – premier rządu PRL, Edward Ochab I sekretarz KC PZPR.

 

Od 1983 r. przy TPPR funkcjonowała Komisja Braterstwa Broni ZG TPPR, której zadaniem było krzewienie Braterstwa Broni pomiędzy Siłami Zbrojnymi PRL i ZSRR.

 

Towarzystwo wydawało czasopismo "Przyjaźń" z redaktorem Janem Pieszczachowiczem.  Innym czasopismem był tygodnik "Kraj Rad" wydawany przez Agencję Prasową  Nowosti dla Polaków.

 

17 listopada 1989 roku, a więc 2 miesiące po powołaniu pierwszego niekomunistycznego rządu w Polsce, w siedzibie Towarzystwa w Warszawie, wręczono grupie działaczy medale "Zasłużony Działacz TPPR" za zasługi "w dziedzinie rozwijania przyjaźni polsko-radzieckiej".

 

 

Obecnie Jan Pieszczachowicz  jest  redaktorem naczelnym lewackiego miesięcznika „Kraków”, ściśle współpracującego m. in z „Gazetą  Wyborczą” i  z Adamem Michnikiem.

 

W  numerze „Krakowa” z lutego/2011 jego redaktor naczelny,  laureat prestiżowej złotej odznaki TPPR, lektor KC PZPR  Jan Pieszczachowicz  pisze  w artykule „Poezja i jaskiniowy  jazgot”:

 

„…stało się. Wisława Szymborska po długich i niełatwych pertraktacjach  przyjęła najwyższe odznaczenie – Order Orła Białego, który został jej wręczony na Wawelu przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Stało się to przed kamerami telewizyjnymi i wśród błyskotliwych fleszów. Cała Polska oglądała drobną postać poetki spowitą błękitną wstęgą z uśmiechem świadczącym o pewnym zakłopotaniu.  I wszyscy zrozumieli, że stała się rzecz ważna dla naszego  kraju i jego kultury, że w ten sposób zostało uhonorowane słowo poetyckie, a nie gromka tromtadracja polityków. Jakoś lżej się zrobiło na sercu, jaśniej wokół nas, znów chce się żyć i czytać Jej wiersze. To zbawienne oderwanie się od coraz bardziej odrażającego widoku rozszalałych, miotających obelgi polityków, ziejących nienawiścią do innych polityków , wręcz do całego świata. To radość czytania. Wiersze Szymborskiej występują przeciwko wszelkiej ciemnocie, choć utworów politycznych poetka nie pisze.

 

Zrozumiał to obóz nienawiści, coraz bardziej ciążący naszemu życiu, naszej – oby wreszcie normalnej! – codziennej egzystencji. Złowrogi, obrzydliwy jazgot rozległ się w związku z orderem na Wawelu z radiomaryjnej  jaskini i z innych „chrześcijańskich” ośrodków. Dlaczego, jakim prawem? W końcu nie stoi za nią żadna partia, najwyżej bóg Apollo i jego dyrektorka Muza Klio. A przecież Szymborska nigdy nie szukała wrogów, gotowa ich zrozumieć / co nie znaczy akceptować /, jak zwykle uznając prawo do miejsca dla wszystkich., jak w przypomnianym z okazji otrzymania orderu wiersz „Podziękowanie”.

 

Dla przypomnienia:

 

Na pierwszej stronie "Wyborczej" wydrukowany został wiersz Szymborskiej pt. "Nienawiść":

 

"Spójrzcie, jak wciąż sprawna,

jak dobrze się trzyma

w naszym stuleciu nienawiść.

Jak lekko bierze wysokie przeszkody.

Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.

Religia nie religia -

byle przyklęknąć na starcie.

Ojczyzna nie ojczyzna -

byle się zerwać do biegu".

 

 

Problem Szymborskiej to jednak nie tylko kwestia oddania się artysty w służbę zbrodniczemu totalitaryzmowi. Chodzi też o jej nadzwyczajną gorliwość w tej służbie. Świadczy o tym choćby wiersz W. Szymborskiej, napisany po śmierci Stalina, w którym poetka nie tylko wyraża swą rozpacz, ale również wzywa do pogłębienia stalinizmu:

 

 

 

 

 

 

"Pod sztandarem rewolucji wzmocnić warty

wzmocnić warty u wszystkich bram

Oto Partia - ludzkości wzrok

Oto Partia siła ludów i sumienie?

Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie".

 

 

„Komsomolskie jasne słońce

Opromienia cały świat

Pozdrowienia śle dziś Polsce

Cała młodzież Kraju Rad”..

 

Jako młoda dziewczyna Szymborska nagabywana w pracy, by napisała do zakładowej gazetki ściennej, co czuje po śmierci Stalina, napisała: "Czuję to, co cały Naród Polski". Komuniści byli zadowoleni. Koledzy się śmiali i gratulowali.

 

 Nota bene nie jest to jedyny wiersz poetki, w którym Szymborska wielbi PZPR, jak zresztą przystało na wieloletniego członka partii. Napisała m.in. utwór zachęcający młodych, by wstępowali do PZPR, która "rozgarnia mrok". Szymborska tak przedstawia wstępną rozmowę z kandydatem:

 

"Pytania brzmią ostro,

ale tak właśnie trzeba

bo wybrałeś życie komunisty

i przyszłość czeka

twoich zwycięstw".

 

Noblistka zapewnia też, że:

 

"Partia. Należeć do niej.

Z nią działać. Z nią marzyć. Z nią w planach nieulękłych.

Z nią w trosce bezsennej. Wierz mi to najpiękniejsze

co się może zdarzyć".

 

Wisława Szymborska gorliwie wielbiła rewolucję bolszewicką, w ramach której wymordowano miliony niewinnych ludzi. Tak opowiadała o wydarzeniach w Pałacu Zimowym:

 

…gdy wdarli się na te schody marmurowe,

Kołowały światła złoceń jak w lichtarzach,

Dygotały ściany płowe,

Stropy płowe,

I warczało echo kroków w korytarzach.

 

Stary świecie, oto przyszła noc zapłaty,

Gdzie się skryjesz przed wyklętym który powstał.

Robotnicza ciężka młotem dłoń

Z sierpem już się wdrąża w twoją skroń.

 

 I zapłacisz

 

Za te noce dzieci nieprzespane,

Za te matki z swoim życiem przeoranym

Za tych ojców co dla dzieci nadstawiali skroń

Z młotem sierpem ich dosięgnie

Sprawiedliwa dłoń

 

…więc zapadaj się jak w topiel w głąb zwierciadła,

Jazdo moru, jazdo głodu, pańska jazdo

Z każdą chwilą podobniejsza do widziadła

Kawalerio kapitału, na dno, na dno”.

 

Poetka nie zapomniała oczywiście o stojącym na czele rewolucji Leninie, poświęcając mu specjalny wiersz.

 

 O Leninie

 

„… że w bój poprowadził krzywdzonych

nowego człowieczeństwa Adam”.

 

 

W innym wierszu poetka wyraża swoje głębokie przekonanie, że wszyscy w Związku Sowieckim są zachwyceni "dobrodziejstwami" rewolucji:

 

"Nie znam mowy ludu Turkmenii

myślę tylko, że słowo Październik

znaczy tyle co woda źródlana

pragnącemu z miłością podana".

 

Znakiem komunistycznej gorliwości poetki były też hołdy składane Związkowi Sowieckiemu. W zakłamanych wierszach Szymborska wkładała w usta żołnierzy Armii Czerwonej, którzy czekali aż wypali się Warszawa w 1944 r., tych, którzy zniewolili i okradli Polskę, którzy dokonali eksterminacji tylu polskich patriotów, następujące słowa:

 

"Kruche bywają ściany domów

gdy pocisk wojny godzi w domy

Nie płaczcie polskie dzieci w schronach

Będziemy oszczędzali gromów

Nie chcemy ranić waszych miast

Nie chcemy ranić waszych wsi".

 

 O śmierci Stalina

 

„Jaki ten dzień rozkaz przekazuje nam

Na sztandarach rewolucji profil czwarty?

Pod sztandarem rewolucji wzmocnić warty”!

 

 Zachwycała się też "miastem socjalistycznym". Pisała, że "jest to miasto dobrego losu", miasto przyjaźni z każdym człowiekiem” bez przedmieść i zaułków", „miasto, które jest zawsze ".

Jakiś czas po otrzymaniu przez Szymborską Nagrody Nobla przyznano jej też tytuł honorowego obywatela Krakowa.

 

Czy za gorliwość  poetki w służbie zbrodniczemu ustrojowi? Szymborska z garstką podobnych jej krakowskich intelektualistów domagała się przyspieszenia wykonania wyroków śmierci na krakowskich księżach, których komuniści kłamliwie oskarżyli o pracę dla obcego wywiadu.

 

Co na to noblistka? Jaki jest jej stosunek do "zasług" dla stalinizmu? Chodzi o wiersz pt. "Pochwała złego o sobie mniemania". Jego najważniejszy fragment brzmi:

 

"Nic bardziej zwierzęcego

niż czyste sumienie".

 

O różnych tego typu "zasługach" noblistki można długo pisać.

Szymborska była członkiem partii komunistycznej od końca lat czterdziestych do 1966 r. W tym czasie była w zespole redakcyjnym "Życia Literackiego", kierowała działem poetyckim. W "Słowniku Literatury Polskiej XX wieku" znajdujemy następujące podsumowanie tego okresu funkcjonowania periodyku: "Wyjaśnienie fenomenu długowieczności „Życia Literackiego” tkwi w pełnej dyspozycyjności  zespołu redakcyjnego w stosunku do kolejnych ekip rządzących".

 

Po okresie stalinowskim Szymborska przygotowywała śpiewnik mający uczynić z harcerzy, młodych, ideowych komunistów. Według jej zaleceń, polscy harcerze mieli śpiewać przy ogniskach "Międzynarodówkę", "Czerwony sztandar" (pieśń szczególnie ulubiona przez komunistycznych przywódców), "Na barykady" (pieśń rewolucyjna z 1905 r.), pieśń "Kowal" ("tradycyjna pieśń rewolucyjna"), "Bądź zawsze gotów" (hymn pionierów radzieckich z 1928 r.), "Marsz młodzieży radzieckiej" itd.

 

Według Szymborskiej, polska młodzież, gdy już będzie w odpowiednio podniosłym i zarazem radosnym nastroju, powinna śpiewać te pieśni.

 

Jako prekursorka Grossa Szymborska pisała też wiersze wymierzone w katolicyzm. Jeden z nich - "Budowa nowej plebanii", opowiada, jak księża cynicznie zastraszają ludzi, by wyciągnąć z nich gotówkę.

 

Poetka sugerowała również, że Polska jest krajem antysemitów, których stać "na wiele", jeden z najbardziej podłych, antypolskich  jej wierszy:

 

"Syn niech imię słowiańskie ma

bo tu liczą włosy na głowie

bo tu dzielą dobro od zła

wedle imion i kroju powiek".

 

Jeden z publicystów, pisząc o tym wierszu, stwierdził, że jest to wiersz o obojętności Polaków wobec zagłady Żydów. Szymborską należy dziś nazwać prekursorką Grossa.

 

 Wtajemniczona?

 

Warto wspomnieć, że jeden z krytyków we wstępie do "Poezji" Szymborskiej stwierdził, że ta poezja jest "w duchu Leibniza czy Giordano Bruno".

 

 

Leibniz był deistą i różokrzyżowcem (w skrócie można powiedzieć, że to odłam masonerii), Giordano Bruno głosił dokładnie to, co później masoneria. Polscy masoni bardzo cenią Giordano Bruno i uznają go za swojego ojca duchowego. "Wolnomularz Polski" (czasopismo polskich masonów rytu francuskiego) zamieściło w październiku 1996 r. (zaraz po otrzymaniu nagrody przez Szymborską) listę masonów, którzy byli laureatami Nagrody Nobla, i wiersz noblistki 

 

"Nienawiść" mówiący o "polskim piekle".

 

Andrzej Szczypiorski tak uzasadniał, dlaczego Szymborska zasługuje na Nagrodę Nobla:

 

 "To wzorowa etycznie postawa wobec rzeczywistości, którą poetka zawsze demonstrowała, nawet w najtrudniejszych czasach. Jest tak suwerenną duchowo postacią, że nawet najostrzejszy krytyk niczego nie mógłby wytknąć".

 

 

W tym poczcie „zasłużonych” dla Polski wymienię jeszcze skrótowo:

 

- w 1993r. Adam Michnik i Irena Grudzińska-Gross współautorka „Złotych Żniw” przeprowadzili wywiad z Czesławem Miłoszem.

 

Oto fragment owego wywiadu:

 

Irena Grudzińska Gross - "znajduję u Pana stwierdzenie, iż Holocaust nie jest zaprzeczeniem kultury europejskiej. W "Roku myśliwego" pisze Pan, że hitleryzm nie był aż tak wyraźną cezurą / przedziałem - dopisek autora / w kulturze Niemiec".

 

Czesław Miłosz - "mnie się wydaje, że żeby robić takie rzeczy, jak Niemcy robili, trzeba wydać Bacha”.

 

- Adam Michnik w czasie konferencji prasowej w Stanisławowie skierowanej do Polaków we wrześniu 2009 roku w redakcji „Kuriera Galicyjskiego” oświadczył, iż należy połączyć Polskę z Ukrainą tworząc nowe państwo „UKR – POL”, lub „POL – UKR”. Adam Michnik realizuje więc dążenia swojego ojca Ozjasza Szechtera członka Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy do połączenia Polski z ZSRS”. Za owe dążenia Ozjasz Szechter otrzymał wyrok 8 lat więzienia.

 

Wychodzący w Krakowie lewacki niskonakładowy miesięcznik "Kraków" w numerze świątecznym – grudzień 2009 zamieścił tekst Adama Michnika "Miasto polskiego rozumu i rozumnego szaleństwa" skierowany do JM Michała Śliwy rektora UP w Krakowie.

 

Cytuję fragmenty:

 

„to wielki zaszczyt odbierać doktorat honoris causa od krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego, będąc nastolatkiem marzyłem o rewolucji – tak jak ją opisywali moi starsi przyjaciele Jacek Kuroń i Karol Modzelewski”.

 

 Dwa nazwiska chciałbym tutaj przywołać. Prof. Marek Waldenberg pisał o Leninie. Lenin był rewolucjonistą, który kochał wolność, ale miała to być wolność dla zwolenników rewolucji, dla przyjaciół rewolucji w leninowskim rozumieniu tego słowa. Nie była to wolność dla inaczej myślących. Róża Luksemburg pisała: „… wolność jest zawsze wolnością dla inaczej myślącego”.

 

 Tow. prof. Michał Śliwa rektor uczelni powiedział /cyt. z "GW"/:

 

"Protestującym odpowiem: gdyby nie Adam Michnik, to teraz zainteresowałyby się wami SB, a potem trafilibyście do aresztu – mówi "Gazecie Wyborczej" rektor Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, inicjator przyznania doktoratu honorowego  Adamowi Michnikowi".

 

Hanna Krall w wywiadzie z Bronisławem Geremkem:

 

H.K.: "Panie profesorze, wydaje mi się, że Pan niezbyt lubi Polaków?"

 

B.G :"Niezbyt lubię? Takie określenie jest nieścisłe. Ja ich nienawidzę!"

 

H.K.: "Ale przecież pana i pana matkę uratował właśnie Polak!"

 

B.G: "To prawda. Stefan Geremek ukrywał nas oboje w Zawichoście, a później nawet, kiedy było już pewne, że mój ojciec, Borys Lewartow, nauczyciel ze szkółki rabinackiej zginął w getcie warszawskim, nawet ożenił się z moją matką /./ ".

 

Przedruk na łamach "Dziennika Poznańskiego" kończy się takim zdaniem B. Geremka: "No to teraz nie będzie się pani zastanawiać, że cały ruch społeczny, który teraz tworzymy i ożywiamy najróżniejszymi nurtami, ma na celu doprowadzić do takich zmian w strukturze państwowo-gospodarczej Polski, aby Żydom w Polsce było zawsze lepiej niż Polakom".

 

Portal  usłużny Kremlowi www.gazieta.ru zamieścił  tekst o wizycie Donalda Tuska w Moskwie: „Nasz człowiek w Warszawie”.

 

- W ankiecie na temat polskości opublikowanej w miesięczniku " ZNAK”  Donald Tusk tak mówi o sobie:

 

 " Jak wyzwolić się od tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło - ponuro - śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać. Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski - tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem".

 

- W dniach 12 - 14 czerwca 1992 roku jako wiceprzewodniczący Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego, tuż po upadku rządu Bieleckiego, Donald Tusk uczestniczył w II Kongresie Kaszubskim, który odbywał się w Domu Technika w Gdańsku przy ul. Rajskiej 6. 13 czerwca wygłosił programowe przemówienie zatytułowane: " Pomorska idea regionalna jako zadanie polityczne ". Przedstawił w nim program pełnej autonomii Pomorza / Kaszub /, które winno posiadać nie tylko własny rząd, ale i własne wojsko i własny pieniądz… Na takie dictum siedzący goście / ks. prof. Pasierb, posłowie Wyborczej Akcji Katolickiej Alojzy Szablewski i Feliks Pieczka, jeden senator, szefowie Wielkopolan i Górnoślązaków oraz inni / wyrażali swe oburzenie, gdyż oni nie widzieli Kaszub poza Polską. Siedzący w pierwszym rzędzie poseł Feliks Pieczka nie wytrzymał i wskoczył na estradę, podszedł do mikrofonu i wygłosił poza programowe, piękne, patriotyczne kontr przemówienie podkreślając, iż oddzielenie Kaszub od Polski byłoby nie tylko przestępstwem wobec polskiej racji stanu, ale i wobec interesu Kaszubów. Przypomniał też zebranym fragment hymnu kaszubskiego, który w języku polskim brzmi: "… nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Polski Kaszub …"

 

- „Prawica Rzeczypospolitej” wydała oświadczenie o konieczności odwołania premiera Donalda Tuska z szerokim merytorycznym uzasadnieniem i potrzebie powołania nowego rządu.

 

 O czym więc  marzą dzisiaj ci spadkobiercy po wehrmachtach i partiach komunistycznych?

 

 O piątym rozbiorze Polski?

 

Uciec od Polski, tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej, uciec od tej przegranej Polski, co jest piękniejsze niż w niej bytowanie z ogłupieniem, zaślepieniem prowadzącym w krainę mitu, sama Polska jest mitem – twierdzi nasz premier RP Donald Tusk.

 

Co twierdzi ich prezydent?

 

                                                           Aleksander Szumański

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Copyright © 2017 . All rights reserved