24.11.2014.
Start arrow Publicystyka
Publicystyka
OŚWIADCZENIE W SPRAWIE USUNIĘCIA KRZYŻY NA UKW W BYDGOSZCZY Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
21.11.2012.

Oświadczenie w sprawie usunięcia krzyży na UKW w Bydgoszczy

 

http://solidarni2010.pl/11622-oswiadczenie-w-sprawie-usuniecia-krzyzy-na-ukw-w-bydgoszczy.html?PHPSESSID=eb0472b843f4cbfba084c09f009bec7a

 

 

Oświadczenie
 
Wyrażamy zaniepokojenie ostatnimi działaniami nowego rektora Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, prof. Janusza Ostoi-Zagórskiego, który kazał zdjąć krzyże ze ściany w swoim gabinecie i w sali senatu, ponadto nie zgodził się też, by ktokolwiek oficjalnie reprezentował Uniwersytet Kazimierza Wielkiego na Mszy św. inaugurującej rok akademicki 2012/2013. Uważamy, że ta postawa Pana Rektora nie ma nic wspólnego ze świecką wizją świata, a jest przejawem fundamentalistycznego ateizmu. To, co wprowadza prof. Janusz Ostoja-Zagórski na terenie Uniwersytetu, którym zarządza, jest stosowane wobec chrześcijan w krajach arabskich i nie ma nic wspólnego z tolerancją ani szacunkiem wobec kultury i tradycji. Jest to tym bardziej przykre, że Rektor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego jest archeologiem i profesorem nauk humanistycznych, więc doskonale pojmuje rolę chrześcijaństwa w kulturze i historii Narodu Polskiego. Wzywamy więc Pana Rektora do zmiany decyzji w sprawie obecności symboli religijnych w sali Senatu uczelni.

Panie Rektorze, patron uczelni, której Pan przewodzi nigdy nie zdjąłby krzyża w swojej sali tronowej, ani nie usunąłby symboli chrześcijańskich z insygniów swojej władzy! Nie musi Pan wierzyć w krzyż jako symbol najwyższego poświęcenia dla drugiego człowieka, ale dlaczego Pan odbiera swoim pracownikom poczucie, że Ktoś nad nimi czuwa, gdy podejmują ważne decyzje dla uczelni, a przez to dla całej Bydgoszczy?


Z poważaniem

Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w PRL "Przymierze"
Jan Raczycki
 
Stowarzyszenie "Idee Solidarności 1980 - 1989"
Krystyna Sawicka
Barbara Wojciechowska
 
Narodowa Bydgoszcz
Tomasz Zagrabski
 
Młodzież Wszechpolska Koło Bydgoszcz
Wojciech Koźmiński
 
Związek Solidarności Polskich Kombatantów
Region Bydgoszcz
Jan Perejczuk
 
Brygada Kujawsko-Pomorska ONR
Piotr Czarnecki
 
Bydgoski Klub Gazety Polskiej
Krystian Frelichowski
 
Stowarzyszenie Solidarni 2010 Bydgoszcz
Maciej Różycki
 
Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej "Pokolenie"
Iwona Pozorska
 
 
Dodatkowe informacje
Krystian Frelichowski - 502 224 137
Maciej Różycki - 502 506 960

 

===========

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Ostoja-Zag%C3%B3rski

 

http://www.fronda.pl/a/rektor-usunal-krzyz-zaprotestuj,23821.html

 

Rektor usunął krzyż. Zaprotestuj!

 

 

 

 

Rektor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy prof. dr hab. Janusz Ostoja-Zagórski zarządził usunięcie krucysfiksu z sal senatu uczelni, a także swojego gabinetu. Nie oznacza to jednak, że katolicy składają broń. Ty również, Drogi Czytelniku, możesz wyrazić swój sprzeciw wobec takich praktyk!

Poniżej publikujemy treść listu, jaki można przesłać rektorowi Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy:

 

Szanowny Panie,

 

Ze zdumieniem przyjąłem informację o tym, że jako Rektor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy zarządził Pan usunięcie krzyża z sal Senatu Uniwersytetu i swojego gabinetu.

 

Pragnę przypomnieć, iż pierwsze uczelnie w Europie powstawały w średniowieczu z inspiracji Kościoła katolickiego, a w kolejnych wiekach powstające uniwersytety wzorowały się na ich chrześcijańskim modelu. Dziwnie więc brzmią w tym kontekście słowa pan Piotra Kwiatkowskiego, rzecznika uczelni: „W państwowej uczelni świeckiej powinno być eksponowane, tak jak u nas, godło państwowe”. Świeckość uczelni nie może przecież oznaczać, że działalność Uniwersytetu jest oparta na zasadach, które są obojętne moralnie i religijnie, poza kategoriami dobra i zła czy prawdy i fałszu.

 

Obecność godła państwowego na uczelniach powinna być jak najbardziej eksponowana, lecz nie należy zapominać, że kamieniem węgielnym wszystkich europejskich państw, w tym Polski, był chrzest. Zatem w placówkach publicznych nie powinno zabraknąć symbolu chrześcijańskich korzeni naszego państwa, czyli krzyża.

 

Warto w tym miejscu przypomnieć jakże ważne słowa o obecności krzyża w przestrzeni publicznej wypowiedziane przez bł. Jana Pawła II:

 

„Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych i szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wyraz”. (Zakopane, Wielka Krokiew, 06.06.1997)

 

Apeluję, aby władze Uniwersytetu nie wpisywały się swoim skandalicznym postępowaniem w proces dechrystianizacji Polski i Europy. Apeluję o przywrócenie obecności krzyży na terenie Uniwersytetu Kazmierza Wielkiego w Bydgoszczy. W przeciwnym razie będę odradzal moim znajomym studiowanie w Państwa placówce oświatowej.

 

Z poważaniem,

 

...............................

 

 

Powyższy protest można wysłać na adres:

 

Jego Magnificencja
prof. dr hab. Janusz Ostoja-Zagórski
ul.Chodkiewicza 30; 85-064 Bydgoszcz
tel./fax: (48 52) 341-35-33
email: rektor@ukw.edu.pl
rektorat@ukw.edu.pl

 

 

 

 
ANTYPOLONIZM Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
19.11.2012.

              

                       ANTYPOLONIZM

 

Określenia antypolonizm w kontekście wyniszczenia biologicznego Polaków wielokrotnie używali niemieccy naziści w okupowanej Polsce. Hans Frank w podsumowaniu swojej wypowiedzi na temat przebiegu akcji AB w Generalnym Gubernatorstwie stwierdził: "Nadal będziemy stać na stanowisku zdecydowanie antypolskim..".

 

 Niepodległość Polski. Mołotow nazwał ją „potwornym bękartem traktatu wersalskiego”. Stalin mówił o niej jako „ o, przepraszam za wyrażenie - państwie”, a dla J.M. Keynesa, teoretyka współczesnego kapitalizmu była „ekonomiczną niemożliwością, której jedynym przemysłem jest żydożerstwo”.

 

Lewis Namler uważał, że jest „patologiczna”, E. H. Carr nazwał ją „farsą”. David Lloyd George mówił o „defekcie historii” , twierdząc, że „zdobyła sobie wolność nie własnym wysiłkiem, ale ludzką krwią” i że jest krajem, który „narzucił innym narodom tę samą tyranię”, jaką sam przez lata znosił. Polska powiedział, jest „pijana młodym winem wolności, które jej podali alianci”, i „uważa się za nieodparcie uroczą kochankę środkowej Europy”. W 1919 roku Lloyd George powiedział, „że prędzej oddałby małpie zegarek, niż Polsce Górny Śląsk”, zaś w 1939 roku oświadczył, „iż Polska zasłużyła na swój los”.

 

 Adolf Hitler nazywał ją „państwem, które wyrosło z krwi niezliczonej ilości pułków, państwem zbudowanym na sile i rządzonym przez pałki policjantów i żołnierzy, śmiesznym państwem, w którym sadystyczne bestie dają upust swoim perwersyjnym instynktom, sztucznie poczętym państwem, ulubionym pokojowym pieskiem zachodnich demokracji, którego w ogóle nie można uznać za kulturalny naród, tak zwanym państwem, pozbawionym wszelkich podstaw narodowych, historycznych, kulturowych, czy moralnych”.

 

Źródła antypolonizmu należy upatrywać w polityce germanizacji i rusyfikacji prowadzonej przez zaborców. Otto von Bismarck, premier Prus i późniejszy kanclerz Rzeszy, powiedział o Polakach:

 

"Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia. Współczuję sytuacji, w jakiej się znajdują. Jeżeli wszakże chcemy przetrwać, mamy tylko jedno wyjście – wytępić ich".

 

Według późniejszej teorii  niemieckiej - nazistowskiej Polacy należą do kategorii podludzi niezdolnych do samodzielnego rządzenia.

 

Zbieżność tych uczuć, a także sposobów ich wyrażania, jest oczywista. Rzadko – jeżeli w ogóle kiedyś – kraj, który właśnie uzyskał niepodległość, bywał przedmiotem równie krasomówczych i równie nieuzasadnionych zniewag. Rzadko – jeżeli w ogóle kiedyś – brytyjscy liberałowie bywali równie beztroscy w formułowaniu opinii, lub dobieraniu sobie towarzystwa. Kiedy wybuchła I wojna światowa, jeden ze współpracowników Józefa Piłsudskiego zapisał: „nikt na całym świecie Polski nie chce”. Premier brytyjski Herbert Asquith mówił krótko przed wojną wybitnemu pianiście i orędownikowi sprawy polskiej na Zachodzie Ignacemu J. Paderewskiemu: „nie ma żadnej nadziei na przyszłość dla Ojczyzny Pana”. Oznaczało to, że w chwili wybuchu wojny sprawę polską uważano w Europie za wewnętrzny problem zaborców, Rosji, która z Francją i Wielką Brytanią znalazła się w obozie ententy, oraz walczących z tym sojuszem państw centralnych – Niemiec i Austro-Węgier. Niezależnie od tego, dowództwa wojujących ze sobą na ziemiach polskich armii państw zaborczych chciały zapewnić sobie przychylność Polaków.

Rosjanie wydali odezwę, w której odwołali się do odwiecznej, rzekomo wspólnej walki Słowian z agresją germańską i obiecywali zjednoczenie ziem polskich „swobodnych w wierze, języku i samorządzie”. Deklaracja nie miała najmniejszej wartości, a wydał ją stryj cara Mikołaja II – Mikołaj Mikołajewicz – wódz naczelny armii rosyjskiej.

Jeszcze bardziej ogólnikowe obietnice składały państwa centralne, ograniczając się do wezwania do walki ze wschodnim barbarzyństwem. Z tej trudnej sytuacji zdawali sobie sprawę przywódcy dwóch głównych polskich obozów politycznych, z których narodowodemokratyczny reprezentował orientacje antyniemiecką, a irredentystyczny – antyrosyjską. Dmowski poparł państwa ententy, które walczyły z Niemcami. Liczył na zjednoczenie wszystkich ziem przez Rosję, w następstwie czego Polska miałaby szansę odzyskania niepodległości. Wybuch wojny nie wpłynął jednak na zmianę polityki rosyjskiej wobec Polaków, którzy zarówno przez administrację carską, jak i elity polityczne byli uznawani za część społeczeństwa rosyjskiego. Opanowanie Królestwa Polskiego przez państwa centralne w sierpniu 1915 roku nie zmieniło stosunku władz rosyjskich do polskich aspiracji. W tej sytuacji Dmowski, którego działania w Rosji nie przyniosły rezultatów wyjechał na zachód, gdzie aż do rewolucji lutowej (1917) bezskutecznie starał się zainteresować władze francuskie i brytyjskie sprawą polską.

 

Józef Piłsudski natomiast, zgodnie z przedwojennymi deklaracjami stanął po stronie państw centralnych, nie wykluczał jednak zmian kierunku działania w przyszłości. Zorganizowane i dowodzone przez Piłsudskiego oddziały strzeleckie za zgodą Austrii i Niemiec na początku sierpnia 1914 roku wkroczyły na teren Królestwa Polskiego, aby wywołać powstanie przeciw Rosji. Próba ta zakończyła się fiaskiem, żołnierze Piłsudskiego nie zyskali poparcia społeczeństwa polskiego, które wezwanie do walki o niepodległość przyjmowało obojętnie, a bywało, że niechętnie. Akcję niepodległościową strzelców potępił biskup kielecki Augustyn Łosiński.

 

Antypolonizm z antysemityzmem powiązał także Edmund Osmańczyk w wydanej w 1947 roku książce Sprawy Polaków. Używany także m.in. przez Jana Józefa Lipskiego w analogicznym kontekście w latach Solidarności. Na początku lat 90. termin antypolonizm pojawił się w polskiej publicystyce prawicowej i skrajnie prawicowej jako odpowiedź na oskarżenia o antysemityzm ze strony środowisk żydowskich. Określenie zyskało popularność w trakcie sporu o pogrom w Jedwabnem.

 

Obecnie termin antypolonizm wszedł do obiegu językowego, używany jest powszechnie w prasie, pojawia się w oficjalnych dokumentach polskiego Sejmu i Episkopatu.

 

Dyrektywa nr 1306 Ministerstwa Propagandy Rzeszy z dnia 24.10.1933 roku nakazywała oficjalne traktowanie Polaków jako podludzi - "Nawet dojarka musi mieć jasność sytuacji, że polskość jest równoznaczna z niższą ludzką wartością". Niemieccy naziści po wyniszczeniu części narodu polskiego planowali z reszty uczynić niewolników. Niemieccy naziści dokonali w tym celu na terenie okupowanej Polski szeregu zbrodni, w których uczestniczyła SS oraz Wehrmacht.

 

Przykładem jest Generalny Plan Wschodni, w którym planowano wyniszczenie i wysiedlenie większości miejscowej ludności słowiańskiej Zamojszczyzny.

 

Antypolonizm nabiera szczególnie niebezpieczny wymiar obecnie, blisko 70 lat od zakończenia II wojny światowej. Atak na Polskę i Polaków trwa, również z udziałem Ministerstwa Spraw Zagranicznych promującego za granicą książkę utwierdzającą stereotyp Polaków jako antysemitów i szmalcowników - informuje "Rzeczpospolita". Ministerstwo Spraw Zagranicznych, zamiast zabiegać o jak najlepszy wizerunek Polski za granicą, nakazało naszym placówkom dyplomatycznym promowanie anglojęzycznej książki „Inferno of Choices" (Piekło wyborów). Dominującym tematem opracowania jest nasz antysemityzm, a bohaterami – szmalcownicy i Polacy szabrujący żydowskie majątki.

 

Na stronie internetowej Światowego Kongresu Żydów został zamieszczony artykuł Menachema Rosensafta, nowojorskiego prawnika, wzywający Amerykanów pochodzenia żydowskiego do bojkotu Polski, polegającego na wstrzymaniu wydawania dolarów w Polsce, ponieważ nie została dotąd rozwiązana kwestia restytucji w Polsce mienia żydowskiego.

 

Szef tej organizacji Michael Schneider uważa jednak, że najpierw należy prowadzić w tej sprawie rokowania z polskim rządem, czyli domyślnie dopiero potem bojkotować Polskę .

Sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów mówi, iż jego organizacja docenia fakt okazywania przyjaźni przez polski rząd Izraelowi, licząc, że rząd Polski usiądzie do stołu i rozpocznie rokowania o sposobie restytucji przejętego mienia, lub wypłaty ofiarom Holocaustu i ich spadkobiercom odpowiedniego odszkodowania.

 

Mamy nadzieję na szybkie i pomyślne decyzje rządu polskiego w sprawie uchwalenia odpowiedniej ustawy o restytucji mienia żydowskiego w Polsce, tym bardziej, iż problem ten wisi nad Polską od czasu zakończenia II wojny światowej – przekonuje Schneider.

 

Takie argumenty przedstawił oficjalnie  Światowy Kongres Żydów. Stanowisko tej wpływowej organizacji poparł również rząd Stanów Zjednoczonych wzywając oficjalnie polskie władze do restytucji mienia żydowskiego w kwocie przekraczającej 65 miliardów dolarów amerykańskich. Całkowicie zostały zignorowane ustalenia, iż restytucja mienia pozostawionego w Polsce przez osoby, które później otrzymały obywatelstwo amerykańskie została uregulowana przez układ z 16 lipca 1960. Stroną zobowiązaną do zaspokojenia roszczeń obywateli amerykańskich wobec rządu polskiego, pochodzących sprzed tej daty jest rząd amerykański.

 

Antypolonizm (także: polonofobia) – termin określający zbiorowo wszelkie postrzegane jako prawdziwe lub rzekome uprzedzenia i postawy wrogości wobec Polaków. Historycznym odpowiednikiem antypolonizmu jest polakożerstwo, określenie używane w XIX wieku wobec antypolskiej polityki Otto von Bismarcka. W szerszej perspektywie antypolonizm mieści się w antyslawiźmie, rasistowskim nastawieniu wobec wszystkich Słowian.

 

Termin antypolonizm używany jest sporadycznie od początku XX wieku (pojawia się m.in. w pracy prof. Franciszka Bujaka „La question Juive en Pologne” z 1919) przez analogię do antysemityzmu.

 

Antypolonizm często opiera się na stereotypach etnicznych, prowadzących do zachowań dyskryminacyjnych i odbieranych jako krzywdzące np. przekłamania historyczne w rodzaju „polskich obozów koncentracyjnych”. Posługujący się tym terminem publicyści, politycy i duchowni sięgają po niego najczęściej w kontekście incydentów, znamionujących niechęć do Polaków (Polish jokes, stereotypowe zdania o Polakach w zagranicznych mediach.

 

Polish jokes (ang. dosł. "polskie żarty") – popularne, głównie w Stanach Zjednoczonych, dowcipy o Polakach, w których są przedstawiani jako osoby głupie i pijące duże ilości alkoholu.

 

Początki antypolonizmu zorganizowanego na szeroką skalę i będącego wyrazem państwowej polityki wiążą się z rządami króla Prus Fryderyka II i carycy Rosji Katarzyny II; swoje dążenia do rozbioru ziem polskich starali się uzasadniać poprzez upowszechnianie "czarnej legendy" o Polsce jako kraju wyjątkowej anarchii i fanatyzmu religijnego; korzystali przy tym z wystąpień niektórych czołowych postaci życia intelektualnego ówczesnej Europy (np. Wolter, odpowiednio przez nich wynagradzany, cynicznie wysławiał rozbiór Polski jako "pomysł geniusza"); antypolonizm cechował także niektórych poetów rosyjskich - A. Puszkin w liście do J. Chitrowa (1830) sugerował, że wojna z Polakami powinna być walką na wyniszczenie, a były dekabrysta A. Bestuzew (piętnował "zdradę warszawską" (powstanie listopadowe) i wyrażał nadzieje, że "krew zaleje na zawsze polskich panów"; antypolonizm państw zaborczych znajdował wyraz w próbach odpowiedniego kształtowania świadomości Polaków w poszczególnych zaborach, w fałszowaniu i oczernianiu polskiej historii i tradycji; swoisty typ antypolonizmu uzasadnianego racjami postępu zaprezentował F. Engels w liście do K. Marksa:

 

"[...] im więcej rozmyślam nad historią, tym jaśniej widzę, ze Polacy są narodem skazanym na zagładę, którym można tylko dopóty posługiwać się jako narzędziem, dopóki sama Rosja nie zostanie wciągnięta w wir rewolucji agrarnej. Od tej chwili Polska nie będzie miała żadnej racji bytu […]"; angielski historyk i pisarz T. Carlyle przedstawiał rozbiory Polski jako akt ,"boskiej sprawiedliwości", a "zanarchizowanej" Polsce przeciwstawiał Rosjan, którzy potrafią rozkazywać i słuchać rozkazów.

 

Kampania antypolska prowadzona przez zaborców napotykała silne i nierzadko skuteczne działania ze strony polskich środowisk na Zachodzie, m.in. wykłady i publicystyka Adama Mickiewicza, wielostronna działalność  dyplomatyczno - polityczna Hotelu Lambert pod kierownictwem księcia Adama Czartoryskiego, publicystyka L. Klaczki.

 

Stanowczy glos w obronie praw Polski zabierali liczni, wybitni twórcy i uczeni (P.J. Béranger, G.G. Byron, W. Hugo, J. Michelet, A. Musset), także w społeczeństwach państw zaborczych, ale tu należeli oni do wyraźnej mniejszości (m.in. A. Odojewski, A. Hercen, R. Wagner, F. Raurner); w końcowych dziesięcioleciach XIX w., zwłaszcza po klęsce Francji w wojnie z Prusami 1871, sympatie propolskie na Zachodzie znacznie przygasły, a do wybuchu I wojny światowej zdecydowanie panowały tezy antypolonijne ,  lansowane przez państwa zaborcze; I wojna światowa przyniosła ożywienie sympatii propolskich i polemiki z antypolonizmem w krajach zachodnich (m.in. liczne wystąpienia I.J. Paderewskiego, J. Conrada); sprawę niepodległości Polski poparł prezydent USA T.W. Wilson; równocześnie jednak pojawił się tzw. antypolonizm żydowski - część Żydów niemieckich i amerykańskich, zaniepokojona możliwością powstania niepodległego państwa polskiego, zdominowanego przez katolicką większość, rozpoczęła gwałtowną kampanię antypolską, upowszechniając kłamstwa o rzekomych pogromach Żydów w Polsce; kampania prowadzona w czasie I wojny światowej, była w różnych formach kontynuowana w następnych latach; nie pomogły otwarte sprzeciwy wyrażane na forum międzynarodowym przez niektórych polskich patriotów pochodzenia żydowskiego lub Żydów - polonofilów (S. Askenazy, W. Feldman, B. Lauer, E. Deiches, H. Feldstein, B. Segel).

 

Powstanie Polski w 1918 roku i zakończenie kształtowania jej granic po zwycięskiej wojnie z Rosją Radziecką w 1920 zdecydowały o charakterze antypolonizmu w następnych dziesięcioleciach; był on integralnie związany z antypolskimi, rewizjonistycznymi działaniami ZSRR i Niemiec weimarskich, a później III Rzeszy; ZSRR pozostawał wierny ukształtowanej przez W. Lenina maksymie:

 

"Polska Niepodległa - Polska Niebezpieczna"; weimarskie Niemcy realizowały politykę wytyczoną w 1922 przez kanclerza Rzeszy J. Wirtha i szefa sztabu Reichswehry H. von Seeckta; jej głównym celem było znikniecie Polski z mapy; w kwestii antypolonizmu rząd Niemiec mógł liczyć na poparcie większości narodu nastawionego rewizjonistycznie, gdyż w publicystyce niemieckiej tego okresu Polska była konsekwentnie przedstawiana jako "państwo sezonowe" (Saison Staat).

 

W latach dwudziestych do działań antypolskich dołaczyła Komunistyczna Partia Polski. Jesienią 1939 roku  została uformowana główna baza kolaborantów  (m.in. W. Wasilewska, J. Borejsza, J. Różański, S.J. Lec), którzy pomimo antypolskiej polityki ZSRR (wywózki polskiej ludności na Sybir, zbiorowe mordy - Katyń, Starobielsk, Ostaszków, Miednoje) podjęli współpracę z władzą radziecką; w 1943 roku doszło do wyraźnego nasilenia antypolonizmu na Zachodzie, rozwijanego głównie poprzez lewicowe środowiska intelektualne, infiltrowane przez radzieckie agentury; po wykryciu zbrodni katyńskiej dyplomacja i wywiad radziecki starały się kreować obraz Polski jako "anachronicznego kraju feudalnego", pełnego reakcjonistów, nacjonalistów, faszystów i antysemitów; konsekwentnie fałszowano obraz Powstania Warszawskiego; wśród intelektualistów  zachodnich pojawiły się glosy ostrzegające przed kłamstwami o Polsce, m.in. G. Orwell już we wrześniu 1944roku protestował przeciwko "podłej i tchórzowskiej postawie" prasy brytyjskiej wobec powstania w Warszawie i pisał o upadku moralnym brytyjskich dziennikarzy, którzy stali się "liżącymi buty propagandystami oraz H.G. Wells.

 

Zajecie Polski w 1944 przez wojska radzieckie sprzyjało dalszemu rozwijaniu na skalę międzynarodową propagandy antypolonizmu; Polaków znów ukazywano jako reakcjonistów, antysemitów i nacjonalistów, którzy chcą za wszelką cenę skłócić aliantów dla swych egoistycznych i anachronicznych interesów.

 

Tymczasem już w lipcu i sierpniu 1920 roku sołdaci bolszewiccy wymordowali dwa tysiące osób przeprowadzając typowo rosyjski pogrom Żydów. Nie były to przypadki, ale wykonywane na rozkaz masowe zbrodnie ludobójstwa. Na polecenie premiera rządu  W. Lenina – Rewolucyjna Rada Rosji wydała dyrektywę podpisaną przez Lwa Trockiego, aby za każdego komunistę straconego przez władze polskie Czeka rozstrzeliwała stu polskich zakładników. Podobnie zresztą zachowywali się Niemcy w czasie okupacji Polski 1939 – 1945. Natomiast za każdego sowieckiego lotnika zabitego w Polsce, lub  państwach Europy Czeka miała rozstrzeliwać 50 zakładników.

 

Sowieccy dowódcy, m.in. Stalin, Tuchaczewski, Budionny, Woroszyłow, Jakir stosowali masowy terror wobec Polaków na zdobytych latem 1920 roku wschodnich województwach Rzeczypospolitej.

 

Żołnierze sowieccy dopuszczali się masowych morderstw, gwałtów, grabieży wobec bezbronnej ludności, kobiet, dzieci, księży. Palone były domy, kościoły synagogi.

 

Przemarsz sowieckiej I Armii Konnej marszałka Siemiona Budionnego przez Małopolskę Wschodnią po Lwów i Zamość przez galicyjskie miasteczka był największym pogromem Żydów w całej historii Polski: m.in. w Czortkowie, Brodach, Zbarażu, na Lubelszczyźnie, w Tarnopolu, Stryju, Brzeżanach, czy stolicy polskiego Wołynia w Łucku. Kilka tysięcy Żydów zamordowano, kilkanaście tysięcy zostało rannych, każde miasteczko zostało obrabowane przez czerwonych kozaków. Owe pogromy Żydów odbywały się za aprobatą dowódców Frontu Południowego i sowieckiej I Armii Konnej. Byli to czołowi komunistyczni antysemici, a zarazem późniejsi najwyżsi przywódcy na Kremlu: Józef Stalin, oraz marszałkowie Woroszyłow, Żukow, Budionny.

 

Zbrodnię ludobójstwa i barbarzyństwa Armii Czerwonej potwierdził słynny pisarz sowiecki, a w 1920 roku komisarz polityczny Izaak Babel, który jako ideowy komunista nie mógł pogodzić się z okrucieństwem. Pisał jak bolszewicy prowadzili wojnę dokonując pogromów Żydów tradycyjnych dla Rosji:

 

„…straszne pogłoski. Jadę do miasteczka. Zgroza, niewymowna rozpacz. Wczoraj byli tu Kozacy. Urządzili pogrom. Rodzina Dawida Zyka. W mieszkaniu leży starzec o wyglądzie proroka, nagi, chrypiący astmatycznie, starucha z rozpłatanym gardłem, dziecko z odrąbanymi palcami, niektórzy jeszcze dyszą, słodkawy i mdlący odór krwi, wszystko splądrowane, chaos, matka nad zarżniętym synem, zgięta w kłąb staruszka, cztery trupy w szopie, krew pod czarną brodą, pławią się w krwi…”

 

„…Żydzi na placu; jeden, który zniósł tortury i uszedł z życiem, chce mi wszystko pokazać, zastępuje go inny, jakiś dryblas. Rabin ukrył się, po jego domu też buszowali, aż do wieczora nie wychylał się z dziury. Piętnaścioro zabitych: 70-letni Icek Galer, Dawid Zyk – 45-letni szames, jego żona i 15-letnia córka, Dawid Trost, rzezak, jego żona. Ładna, najpierw ją zgwałcili. Jasny księżyc, po tamtej stronie muru ci ludzie nadal żyją. Jęki zza ściany. Wynoszą zwłoki; mieszkańcy w ciągłym strachu, panika. Co najbardziej uderza - to obojętność naszych żołnierzy, obdzierają trupy, gdziekolwiek przyjdą. Opowiadają, że najważniejszy rabin mieszka w Bełzie. Powyrzynali rabinów.  Trzeba zgłębić duszę naszych żołnierzy, wszystko to straszne bestie z zasadami…”

 

„…tuż przed moimi oknami kilku Kozaków rozstrzeliwało za szpiegostwo dla Polaków starego Żyda ze srebrną brodą. Starzec skowytał i wyrywał się. Wówczas Kudria z plutonu karabinów maszynowych wziął go za głowę i wetknął ją sobie pod pachę. Żyd przycichł i rozkraczył nogi. Kudria prawą ręką wyciągnął kindżał i zarżnął starca ostrożnie, tak żeby się nie zabryzgać. Puknął potem w zamknięta okiennicę. Jak się kto interesuje – powiedział – to może sobie pochować. Nie ma zakazu.  I Kozacy skręcili za róg. Poszedłem za nimi i zacząłem brodzić po Beresteczku. Miasto w ruinie, zupełnie. Niezwykle ciekawe miasto. Polska kultura. Stara zamożna, osobliwa żydowska osada. Ulica Szkolna, 9 synagog, wszystkie półrozwalone…”.

 

lzaak Babel (wg zapisu Rabinatu Odeskiego nazywał się Isaak Maniewicz  Bobel) pochodził z zamożnej, kupieckiej rodziny żydowskiej, mieszkającej w Odessie. Został stracony z rozkazu Stalina w 1940 roku.

 

Innego komunistę, wówczas „ludowego komisarza spraw wojskowych”, Lwa Trockiego nie okrucieństwo pogromu Żydów raziło, ale fakt, ze mordy sowieckie pod Lwowem zaważyły na losach wojny.

 

Oceniał:

 

„Gdyby Stalin, Woroszyłow i analfabeta Biudionny nie prowadzili własnej wojny w Galicji, a Czerwona Konnica znalazła się na czas w Lublinie, Armia Czerwona nie doznałaby klęski.

 

W II wojnie światowej na rozkaz Stalina NKWD wymordowała około 25 tysięcy jeńców – oficerów Wojska Polskiego. Tymczasem takie samo komunistyczne barbarzyństwo miało miejsce latem 1920 roku, tylko na mniejsza skalę. Wówczas to Sowieci po raz pierwszy rozstrzeliwali masowo bezbronnych jeńców – oficerów Wojska Polskiego m.in. w Białymstoku, Kolnie i Chorzelach na Kurpiach.

 

Zapiski Izaaka Babla są wstrząsającym dokumentem historycznym: oto zbrodnie ludobójstwa w Katyniu w 1940 roku poprzedziło takie samo sowieckie ludobójstwo 20 lat wcześniej – latem 1920 roku.

 

Po wejściu w życie w 1953 roku porozumienia RFN - Izrael o odszkodowaniach dla Żydów coraz częściej podejmowano działania dla "przyczernienia" obrazu Polaków (w stosunku do Żydów w czasie II wojny światowej) i równoczesnego wybielenia Niemców, a w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych coraz częściej upowszechniano oszczerstwa o „polskich obozach koncentracyjnych", w których zginęły miliony Żydów; popularyzacji antypolonizmu sprzyjał fakt, że Polska przez kilka dziesięcioleci nie miała własnych, suwerennych rządów, zainteresowanych obroną polskiej godności i polskich interesów narodowych, a uzależnieni od ZSRR, komunistyczni politycy partycypowali w piętnowaniu własnego narodu; przez kilkadziesiąt lat w imię proradzieckiego i prorosyjskiego serwilizmu fałszowano historię Polski, osłabiano świadomość narodową kolejnych pokoleń, manipulowano treścią podręczników historii, książek historycznych i publicystyki.

 

Od kampanii po marcowej w 1968 roku doszło do znacznego pogorszenia stosunków polsko-żydowskich; szczególnie drastyczne rozmiary przybrał antypolonizm w niektórych środowiskach żydowskich w Ameryce, gdzie wydano wiele publikacji deformujących obraz Polaków, przedstawiając ich jako naród kolaborantów hitlerowskich,  szmalcowników, grabieżców mienia, morderców Żydów, przemilczających prawdę o pomocy Polaków dla Żydów w czasie wojny.

 

Towarzyszyły im kłamstwa w licznych filmach i serialach telewizyjnych (m.in. „Holocaust”, „Shoah”, „Wybór Zofii”, „Wichry Wojny”, „Lista Schindlera”, „Shtetl”); obecnie niewiele zmieniło się w obrazie Polski i Polaków także w państwach ościennych, zwłaszcza w Rosji i pozostałych krajach dawnego ZSRR; w Rosji przejawia się antypolonizm kompensacyjny (antypolonizm nieczystego sumienia) - świadomość krzywd wyrządzonych Polakom skłania liczne wpływowe postaci rosyjskiego życia do poszukiwania możliwości oskarżania Polaków o ich domniemane zbrodnie z przeszłości (np. Michaił Gorbaczow zalecał szukanie kontr-Katynia); dochodzi do skrajnych przejawów antypolonizmu (m.in. w wystąpieniach A. Żyrinowskiego), który także staje się główną bronią przeciwko mniejszościom polskim na Litwie, Białorusi i Ukrainie.

 

Tymczasem działający w Polsce Żydowski Instytut Historyczny zatrudnia pracowników „naukowych”, którzy przekazują:

Polacy są winni Holocaustu i morderstwa 3 milionów Żydów, tak twierdzi w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” dr Alina Cała pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, a dyrektor tego instytutu prof. Paweł Śpiewak stwierdził w podobnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, iż Polacy wymordowali 120 tysięcy Żydów.

Tymczasem placówki dyplomatyczne kierowane przez Radosława Sikorskiego kolportują za granicą antypolskie propagandowe wydawnictwa.

                         Ten tekst mojego autorstwa ukazał się w „Warszawskiej Gazecie” 2-8 listopada 2012 r.

 

 

 

 
MOJE LWOWSKIE ŚWIĘTA BOZEGO NARODZENIA Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
19.11.2012.

MOJE LWOWSKIE ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA

 

ALEKSANDER SZUMAŃSKI DLA BARW KRESÓW

 

 Wigilie spędzaliśmy we Lwowie nie tylko w ścisłym gronie rodzinnym. W naszej jadalni przy ul. Jagiellońskiej 4 zasiadaliśmy do stołu wigilijnego w towarzystwie siostry mojej Mamy Wisi (Ludwisi), Stasi, opiekunki naszego domu, dozorcy kamienicy p. Michała, który przychodził z synem Józkiem – zalotnikiem Stasi. Nie przypominam sobie o rzucaniu kutii na sufit, ale pamiętam, iż sporo wspominało się o tym zwyczaju. Mieliśmy gramofon firmy Edison i w skupieniu słuchaliśmy kolęd w wykonaniu chóru Dana. Byłem domowym „niejadkiem”, ale po „opłatku” barszczyk mi zwykle smakował. Otwieraliśmy  okno z którego roztaczał się widok na ul. Legionów, pięknego fragmentu Lwowa, gdzie uprzednio mieszkaliśmy. Drzewko zawsze było oryginalne, kupowane na Krakidałach, ubierane wyłącznie przez Mamę. Ja wieszałem bombki, Tata zakładał na drzewku lampki, czyli „klawe urządzenie – elektryczne oświetlenie”. Mama przy opłatku życzyła mi abym wreszcie zmądrzał, Tacie, aby mi grywał do snu na mandolinie (czasami zapominał), gdy ja trwałem w oczekiwaniu, nie mogąc zasnąć. Nie śpiewaliśmy za wiele kolęd słuchając co nam w Radiu Lwów zaśpiewa Włada Majewska i co powie Untenbaum w rozmowie z Aprikozenkrantzem. Pamiętam, iż raz, jeden z nich powiedział do drugiego, że nie może już dłużej rozmawiać, bo się umówił z Finkelsteinową na wigilię, bo ausgerehtent stary Finkelstein szedł pojechać za interesami. Tata był ginekologiem – położnikiem, z czego moja Mama nie zawsze była zadowolona, w przeciwieństwie do Stasi i cioci Wisi – Ludwisi. W czasie wigilii w 1938 roku, gdy starsi rozmawiali o Anglii i Francji, zabrałem głos: „widziałem dzisiaj w Ogrodzie (Ogród Jezuicki) jak się dwa psy połączyły,  przyszedł ogrodnik i zaczął biedne psy okładać kijem. Wyobraźcie sobie co się w takiej Anglii musi dziać – skonstatowałem”.

 

Przy wigilijnym stole Tata nie opowiadał nam o swoich pacjentkach, natomiast Mama czytała bardzo często wiersze Szołgini i Juliusza Słowackiego. Zapamiętałem taki:

 

Lat już kilkadziesiunt jak woda spłynełu,

A z nimi to wszystku, co niesi nam życi;

Pół wieku już przeszłu ud czasów minełu,

U chtórych furt myślim, dumam, marzym skryci...

Lwów... To Miastu cudny, z synnegu marzenia,

Śliczności niezwykłyj, ni du upisania -

W myj tensknyj pamnieńci wciongli si udmienia,

Furt inszy - dnim, nocu, wiczorym i z rania...

A tagży na wiosny, latym, w jesiń, w zimi,

Gdy Miastu to w kwiatach, to w bujnyj zileni,

To het zasypany liściami złutymi,

To w śniegu i lodzi bajkowu si mieni...

Taj wcionż ty syrdeczny naszy krajubrazy

Przyd przymrużunymi jawiu si uczami,

Byz przerwy i wciongli, pu tysiency razy,

Wułany pamnieńciu, sercym, wspumniniami...

A skoru ni mogim na my własny oczy

Krajubrazów Miasta kiedy chcem zubaczyć -

Tu spraw, dobry Boży: naj mi si ni zmroczy

Nigdy pamińć o nich - pamińć, skarb tułaczy...

 

Wiersze Juliusza Słowackiego nie były pisane bałakiem, a szkoda przecież wieszcz urodził się w Krzemieńcu.

 

Witold Szołginia całe swoje życie spędził na przekazywaniu prawdy o wielkości i świetności "tamtego Lwowa", który po II wojnie światowej pozostał poza granicami naszej Ojczyzny. Jego nostalgiczne wiersze, pisane zarówno bałakiem, jak i polszczyzną literacką, oraz wspaniałe, cykliczne książki o Lwowie dostarczają wzruszeń i wiedzy o Mieście Semper Fidelis

 

Urodził się 11 marca 1923 roku we Lwowie. W latach 1929-1935 pobierał pierwsze nauki w Publicznej Szkole Powszechnej Męskiej im. Świętego Antoniego. W 1939 roku uzyskał w VI Państwowym Gimnazjum im. Stanisława Staszica tzw. małą maturę. Następnie kontynuował naukę w tzw. Szkole Średniej, którą w 1941 roku ukończył ze stopniem celującym. Podczas okupacji niemieckiej zajmował się m.in. sprzedawaniem gazet, a także zatrudniał się jako goniec w urzędzie skarbowym. Brał udział w redagowaniu i kolportażu prasy podziemnej. W 1944 roku rozpoczął studia u polskich jeszcze profesorów na Wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej. W maju 1946 roku został wraz z rodzicami ekspatriowany ze Lwowa. Swoje studia kontynuował wówczas na Politechnice Krakowskiej, gdzie w 1950 roku uzyskał dyplom magistra inżyniera architekta. Rok wcześniej ożenił się z warszawianką Wandą Izert, późniejszym kustoszem w Bibliotece Narodowej. W swoim domu z niesłychanym pietyzmem pielęgnował najszlachetniejsze lwowskie tradycje i wartości. W zawodzie pracował ponad 40 lat. Osiągnął stanowisko docenta w Instytucie Kształtowania Środowiska w Warszawie. Prowadził różnorodne prace badawcze, jak również działalność popularyzatorską z dziedziny urbanistyki, architektury i budownictwa. Jest autorem m.in. encyklopedii "Architektura i budownictwo", książek "Estetyka miasta", "Historiografia urbanistyki i architektury dawnego Lwowa", "Cuda architektury" czy "Najstarsze widoki Lwowa". Wolny czas spędzał przeważnie w górach; był wieloletnim członkiem Klubu Turystów Górskich i PTTK.

 

Witold Szolginia zasłużył się przede wszystkim pisaniem - i w bałaku, i w polszczyźnie literackiej - wierszy o Lwowie i lwowiakach. Jego utwory, zebrane w tomy: "Krajubrazy syrdeczny", "Kwiaty lwowskie" i (w antologii wielu autorów, w tym Witolda Szołgini) „Semper fidelis", przywracają obraz dawnego Lwowa z jego zabytkami i mieszkańcami. We wstępie do pierwszego z nich poeta wspomina moment, w którym zaczął pisać swoje nostalgiczne utwory o Lwowie:

 

"Zaczęło się to pewnego grudniowego wieczora w połowie lat pięćdziesiątych, kilka dni przed Wigilią Świąt Bożego Narodzenia. Siedziałem wówczas przy biurku, coś tam sobie pisząc - i w pewnej chwili, chwili namysłu nad dalszym tokiem mojej pracy, machinalnie spojrzałem w okno. Za jego lekko oszronionymi szybami bladą czerwienią zachodzącego na horyzoncie słońca dogasał zimowy dzień. Z szybko ciemniejącego, pokrywającego się niskimi chmurami nieba zaczynał prószyć drobny śnieg. I wtedy, dokładnie w tym właśnie momencie, to się zaczęło. Sam nie wiem, jak mam określić ów niezapomniany, do dziś ostro się w mojej pamięci rysujący moment. Olśnienie? Wizja? Trans? Jakże nieporadny jest nasz język, gdy chcemy nazwać coś, co mimo iż tak niematerialne, tak nieuchwytne, tak ulotne - przecież niesie w sobie wielki ładunek emocji, nastroju, wzruszenia. Mówiąc krótko: raptownie, zaskakująco nagle straciłem poczucie miejsca, w którym się znajdowałem, znikł mój malutki pokoik do pracy - pojawiło się zaś tamto, jedyne na całym świecie miejsce: mój Dom rodzinny w moim rodzinnym Mieście. Z takim samym, dokładnie takim samym zimowym wieczorem za oszronionymi szybami okna wychodzącego na ulicę Łyczakowską... Do głębi poruszony tą nagłą wizją - od razu, z miejsca, z jakiegoś niepojętego nakazu napisałem wówczas przy tym moim biurku pierwszy w mym życiu wiersz: „Wigilia”. Wigilia oczywiście tamta, sprzed lat, w Domu rodzinnym - jednakże również z odniesieniami do mojej ówczesnej warszawskiej rzeczywistości. (...) Za tym moim pierwszym, najpierwszym lwowskim w treści i formie wierszem poszły potem dość szybko następne. Wszystkie również lwowskie w swej treści, czterowersowe i dwunastozgłoskowe w formie oraz bałakowe w stylu...".

 

Czytając przytoczony wiersz, możemy poznać piękno i melodyjność gwary lwowskiej ulicy.

Choć autor wbrew swojej woli musiał opuścić ukochany Lwów i przez długie lata żyć poza jego granicami, nigdy nie wyrzekł się krwi prawdziwego lwowianina, która płynęła w jego żyłach. W jednej ze swoich książek podkreśla: "Byłem, jestem i do końca mego życia będę rzeczywistym, prawdziwym, na Górnym Łyczakowie urodzonym lwowianinem. Nikt mnie z tej godności i z tego obowiązku nie zwolnił. Nie wyrzekłem się, nie wyparłem, nie zapomniałem i nie zmieni tego faktu, owej dozgonnej przynależności do Lwowa, ta okoliczność, że muszę, choć ciągle nader ciężko mi to przychodzi, żyć z dala od niego. Nie oddychać jego powietrzem, nie chodzić jego ulicami".

 

Ta tęsknota za Lwowem sprawiła, że zaczął on pisać urokliwe książki o swoim ukochanym mieście, by przybliżyć innym jego piękno i wartość. Andrzej W. Kaczorowski w tekście "Pamięć, skarb tułaczy...", zamieszczonym w ósmym tomie "Tamtego Lwowa" Witolda Szołgini, pisze o autorze, że "odkrywanie lwowskiej Atlantydy, utraconych 'korzeni i popiołów'" stało się najświętszą misją jego dni i nocy, sensem istnienia z dala od Wysokiego Zamku i ukochanych Bernardynów, testamentem wreszcie dla następnych pokoleń Polaków polskiego Lwowa już nie znających".

 

Wspomnienia związane z drogim mu miastem zawarł Witold Szołginia w "Domu pod żelaznym lwem", "Pudełku lwowskich wspomnień pełnym" oraz cyklu książek zatytułowanym "Tamten Lwów", którego napisał osiem tomów. Noszą one następujące tytuły: "Oblicze miasta", "Ulice i place", "Świątynie, gmachy, pomniki", "My, Lwowianie", "Życie miasta", "Rozmaitości", "Z niebios nad Lwowem", "Arcylwowianie". Stały się one dla "wyojczyźnionych" szczególnie bliskie i ważne. O "Domu pod żelaznym lwem" Kaczorowski pisze: „To była w latach milczenia lwowska biblia, dekalog lwowskiej wiary, katechizm lwowskiego dziecka, które na wygnaniu osiągnęło wiek zgorzkniałego starca, a ta książka przywróciła mu siły młodzieńca” - napisał w swym 'Alfabecie lwowskim' Jerzy Janicki. Książka Witolda Szołgini była „pierwszą kroplą, która wydrążyła szczelinę w niewzruszonej dotąd skale cenzury”, a gdyby nawet nic innego Ślipunder (tak bałakowo lwowscy przyjaciele nazywali autora) nie napisał, „Dom pod żelaznym lwem” daje mu i tak prawo do miana lwowskiego Homera". Szołginia, prawdziwy Larousse wiedzy o Lwowie, jak go wielu nazywało, w swych dziełach językiem wyjątkowo lekkim, barwnym i opisowym z pietyzmem wspomina ukochane miasto z jego wielkimi i małymi sprawami. W jego książkach ten stary, dawny Lwów po prostu żyje! Kaczorowski podkreśla: "W całej swej twórczości był perfekcjonistą i podkręcał tempo pracy nad opisem kolejnych fragmentów Miasta Zawsze Wiernego i ludzi z nim związanych; wydawało się, że tej pracy nie ma końca - jeszcze święci „W niebiosach nad Lwowem”, jeszcze „Arcylwowianie”... Podobnie jak bezgraniczna i totalna była miłość Witolda Szołgini do „tamtego Lwowa” - aż po ziemski kres jego wędrówki. W najtrudniejszych czasach był niezrównanym pokrzepicielem lwowskich serc - dopóki biło jego serce. Przywołajmy tutaj fragment "Tamtego Lwowa", w którym autor opisuje Wały Hetmańskie:

 

"Najpierw trochę informacji o nazwie tej zielonej śródmiejskiej promenady. „Wały” - już wiadomo: nazwa pochodzi od odcinka otaczających dawny Lwów wałów obronnych, na którym owa promenada powstała. Dlaczego jednak „Hetmańskie”? Od stojącego na nich ongiś najstarszego „cywilnego” - chociaż nie, lepiej: świeckiego (nie kościelnego) pomnika lwowskiego, postawionego jeszcze w końcu XVIII wieku dla uczczenia hetmana Stanisława Jabłonowskiego - przyjaciela króla Jana III Sobieskiego, towarzyszącego mu w jego wojennych wyprawach oraz jak on lwowianina... Za co jednak aż pomnik? Za skuteczną obronę przed ostatnim już w dziejach Lwowa tatarskim najazdem na to miasto w roku 1695 oraz za wiele innych jeszcze dla niego przysług i dobrodziejstw. (...) Wzrok kogoś patrzącego z ulicy Hetmańskiej przy wschodnim obrzeżu Wałów Hetmańskich ku przeciwległej ulicy Legionów przy ich obrzeżu zachodnim penetruje tę przestrzeń swobodnie, nie napotykając na żadne wizualne przeszkody w postaci gęściejszej zieleni. Nic to jednak urody owym Wałom nie ujmuje - są bardzo piękne w swej wykwintnej prostocie wielkomiejskiego bulwaru z zieloną promenadą na swej osi. Jest to niewątpliwie drugi, obok niedalekiej ulicy Akademickiej z jej topolową aleją, salon miasta. - Nie będziemy się tu spierać, który piękniejszy...".

 

Strażnik Miasta i Grobów Witold Szołginia należał do grona założycieli warszawskiego Towarzystwa Miłośników Lwowa w 1988 roku, do roku 1994 był wiceprezesem i członkiem pierwszego Zarządu Oddziału, organizatorem wielu prelekcji na tematy lwowskie. Warto przypomnieć, że od 1989 roku przez siedem lat, aż do śmierci, w każdy niedzielny poranek w radiowej Trójce w cyklu "Krajobrazy serdeczne" głosił gawędy o Lwowie, przybliżając słuchaczom wielkość i uroki miasta. Oprócz pisania zajmował się także tworzeniem grafik, które w plastyczny sposób oddawały klimat jego wierszy. Kolekcjonował również pamiątki lwowskie, które dały początek „Kolekcji Leopolis" w warszawskim Muzeum Niepodległości. W jego mieszkaniu w Warszawie od lat spotykała się diaspora lwowska z niezapomnianym Henrykiem Vogelfängerem - Tońkiem z Wesołej Lwowskiej Fali, jego szkolnym przyjacielem Andrzejem Hiolskim, Adamem Hollankiem, Janem Parandowskim, Jerzym Janickim czy Jerzym Michotkiem na czele, tworząc nieformalne Koło Literacko-Artystyczne. W środowisku tym Szołginię uznawano za lwowskiego "guru", chodzącą encyklopedię Lwowa, zawsze dokładnego i nieomylnego w sprawach lwowskich, a przy tym człowieka o niezwykłej szlachetności, uczciwości i etycznej czystości. W całym życiu był człowiekiem niezwykle delikatnym, skromnym, a nawet nieśmiałym. Nie potrafił się przepychać łokciami, obcy był mu zgiełk i blichtr tego świata, nie znosił targowiska próżności w obcym, niekiedy barbarzyńskim otoczeniu, w jakim przyszło mu trwać. Wysoko cenił sobie tradycyjne lwowskie wartości - dom i rodzinę. Najdalszy od politycznego koniunkturalizmu, oportunizmu i moralnego relatywizmu, był człowiekiem głębokiej wiary wyniesionej od św. Antoniego i Matki Bożej Ostrobramskiej, spod lwowskich kapliczek, i przeżywanej dyskretnie w mokotowskiej parafii św. Michała" - dodaje Andrzej W. Kaczorowski.

 

Zmarł 30 czerwca 1996 roku w Warszawie i 3 lipca został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. Podczas pogrzebu tego zasłużonego dla Lwowa człowieka Adam Hollanek powiedział:

 

"Żył najszlachetniej, najgodniej jak tylko można. Cudowny, jakże uczony druh, wspaniały mąż i ojciec, żywy pomnik Polaka, takiego, jakim by się bardzo pragnęło zostać, ale zostać trudno. Z nikim nie skłócony, etycznie absolutnie czysty". Wspominany często Kaczorowski w swojej pracy o Szołgini pisze z kolei:

 

"Był jednym z ostatnich w długim szeregu bene merentes dla „tamtego Lwowa” - i kolejnymi tomami bujnej, nostalgicznej twórczości, i latami prowadzonej na różnych polach niezmordowanej działalności na rzecz miasta swej młodości, sam zyskał w pokoleniu „wyojczyźnionych” ten zaszczytny tytuł.

 

Arcylwowianinem był dla przyjaciół i dla nieznajomych, którzy od dawna w najprzeróżniejszy sposób oddawali mu hołd za wszystko, co napisał i co zrobił, by ocalić dla siebie i potomnych wierną pamięć o sześciu wiekach polskiego Lwowa. Witold Szołginia – „primus inter pares lwowskich wygnańców” - był lwowskim encyklopedystą, jak to barwnie określił Jerzy Janicki, jeden z jego najbliższych kolegów:

 

„Absolutny rebe”.

 

Po papiesku nieomylny w kwestiach lwowskich. Arbiter leopoliensis wszystkich sporów obszaru zamkniętego rogatkami Łyczakowa i Zamarstynowa. Arcylwowiak i arcyłyczakowianin. Posiadł ogromną wiedzę o Lwowie i z każdym dzielił się nią jak chlebem - choćby odpowiadając na niezliczone telefony z pytaniami o leopolitana, czy korespondując z rodakami rozsianymi po kraju i świecie. „Lwowiak, lwowianin i lwowianista”.

 

„Był strażnikiem Miasta i Grobów” - jakże trafnie! - nazwał go w dedykacji na jednym z tomów swej poezji Zbigniew Herbert.

     

 

Literatura, źródła, cytaty:

 

Piotr Czartoryski - Sziler „Nowy Dziennik”

Aleksander Szumański http://aleksanderszumanski.pl

 

 
HOŁD BŁ. OJCU ŚW. JANOWI PAWŁOWI II MODLITWA V Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
19.11.2012.

W HOŁDZIE BŁ. JANOWI PAWŁOWI II MODLITWA V

http://aleksanderszumanski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=558&Itemid=2

10.2.1982 audiencja środowa generalna nagrana na żywo w Watykanie

/ V / Modlitwa piąta – SYNOSTWO BOŻE W NAS CHROŃ

Ojciec św. Jan Paweł II wyjednuje mową przodków

"W ciągu sześciu stuleci jesteś na Jasnej Górze, Matko Chrystusa, dana nam jako Matka nasza. Ileż pokoleń przeszło tamtędy, patrząc w Twoją matczyną Twarz: Twarz zatroskaną, miłującą. Poprzez wyraz tej macierzyńskiej Twarzy nauczyliśmy się Ewangelii. Nauczyliśmy się także znaczenia słów Pawłowych z Listu do Galatów: “zesłał Bóg swego Syna, zrodzonego z Niewiasty . . . abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: “Abbà! Ojcze!” A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem . . .” (Gal. 4, 4-7). Tyle pokoleń uczyło się tej prawdy, patrząc w Twoją matczyną Twarz: nie jesteś niewolnikiem! Nie wolno ci być niewolnikiem! Jesteś synem! Dziękuję Ci, Pani Jasnogórska, za wszystkich, którzy z Twego Obrazu uczyli się - i stale uczą - wielkiej tajemnicy Bożego synostwa: za wszystkich, którzy uczyli się - i stale uczą: takiej godności człowieka, której nie można mu nigdy i nigdzie odebrać!  Obyśmy pozostali wierni Twojej matczynej Twarzy!".

Słowa powyższej MODLITWY papieża - Polaka, zostały nagrane na płycie gramofonowej

600LAT 1382-1982 JESTEŚ Z NAMI - MATKO CIERPIĄCYCH  wydanej 1982 roku,

którą można oglądnąć i posłuchać na żywo w Internecie

http://www.wincentyzkrakowa.pl/page/n_600_lat_4/

Juliusz Słowacki przewidując powołanie polskiego Papieża napisał:

 

„…Pośród niesnasek Pan Bóg uderza

W ogromny dzwon,

Dla słowiańskiego oto papieża

Otworzył tron.

Ten przed mieczami tak nie uciecze

Jako ten Włoch,

On śmiało, jak Bóg, pójdzie na miecze;

Świat mu to proch…”

„… Na jego pacierz i rozkazanie

Nie tylko lud

Jeśli rozkaże, to słońce stanie,

Bo moc to cud…”!

„…A trzeba mocy, byśmy ten pański

Dźwignęli świat:

Więc oto idzie papież słowiański,

Ludowy brat…”;

„…On rozda miłość, jak dziś mocarze

Rozdają broń,

Sakramentalną moc on pokaże,

Świat wziąwszy w dłoń…;

Zdrowie przyniesie, rozpali miłość

I zbawi świat;

Wnętrze kościołów on powymiata,

Oczyści sień,

Boga pokaże w twórczości świata,

Jasno jak dzień”.

 

 

 

 
JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
18.11.2012.

 

 

 

JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA

 

FOTOREPORTAŻ JÓZEFA WIECZORKA

 

Ruch Oburzonych jako reakcja na stan państwa

 

http://wkrakowie2012cd.wordpress.com/2012/11/18/ruch-oburzonych-jako-reakcja-na-stan-panstwa/

 

Patriotyczne spotkanie w Krakowie-Łagiewnikach

zorganizowane przez wydawnictwo ‘Biały Kruk’

Promocja albumu ‘Oburzeni’

Kraków- Łagiewniki

17 listopada 2012 r.

(zdjęcia i filmy – Józef Wieczorek)

 
MORD POLSKICH W ŁÓDZKIM GETCIE CAŁOŚĆ Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
18.11.2012.

MORD POLSKICH DZIECI W ŁÓDZKIM GETCIE CZ. I

Obóz dla dzieci polskich w Litzmannstadt Ghetto ul. Przemysłowa (Gewerbestrasse)

„Z modlitwy do niemieckiego Boga”:

[…]Spraw Boże, żeby lud polski gromadami zamieniał się w popiół. Użycz nam nieznanej rozkoszy mordowania dorosłych, jak też i dzieci…Będziemy wołać umierając: zmień o Panie, Polskę w pustynię…[…]…

Tekst ukazał się na krótko przed 1 września 1939 roku nakładem „Veretinung zum Schutze Oberschlesiens”( Niemiecki Komisariat Plebiscytowy (niem. Plebiszitkomissariat für Deutschland).

Autorem tekstu jest Hans Lukaschek (ur. 22 maja 1885 r. we Wrocławiu, zm. 26 stycznia 1960 r. we Fryburgu Bryzgowijskim) – niemiecki urzędnik państwowy, działacz polityczny, doktor nauk prawnych, hitlerowiec, niemiecki polakożerca, minister do spraw wypędzonych w pierwszym rządzie Konrada Adenauera.

Literatura, źródła:

Wikipedia,

Józef Witkowski – Piotr Michalczewski „Martyrologia Dzieci Polskich w systemie hitlerowskim 1939 – 1945 r ”.

Przedstawię fakty martyrologii polskich dzieci całkowicie nieznane opinii publicznej, zatajane przez serwilistyczne mainstreamowe środki masowego przekazu.

Z okazji 60 rocznicy (2004 rok) likwidacji getta łódzkiego (Litzmannstadt Ghetto), jeszcze za łódzkiej prezydentury Jerzego Kropiwnickiego, zostałem zaproszony jako dziennikarz chicagowskiego „Kuriera Codziennego” na konferencję prasową w warszawskiej „Zachęcie”. Na konferencję pojechałem w towarzystwie osoby ocalałej z polskiego getta w Litzmannstadt Getto (nazwisko i adres znane redakcji). Konferencję prowadzili na zmianę, Kropiwnicki, pracownica „Zachęty” i w stroju rytualnym Symcha Keller (vel Krzysztof Skowroński; ur. 1963 w Łodzi) – polski chazan, podrabin, działacz społeczności żydowskiej, przewodniczący Rady Religijnej Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP. Jego żoną jest Małgorzata Burzyńska-Keller, która piastuje stanowisko szefowej Fundacji Ochrony Dziedzictwa Kultury Żydów "Wspólne Korzenie" oraz jest pomysłodawcą i dyrektorem Festiwalu Sztuki Filmowej Jidysz, obecna wówczas w sali warszawskiej „Zachęty”.

Uprzednio, jeszcze w Krakowie, osoba towarzysząca mi przygotowała swoje wystąpienie o losach polskich dzieci w łódzkim getcie. Gdy otrzymałem prawo głosu, po przedstawieniu się, włącznie z nazwą gazety którą reprezentowałem, przeszedłem do zapowiedzi spraw związanych z martyrologią polskich dzieci w łódzkim getcie, jak i z informacją o przybyciu na konferencję osoby, która przeżyła likwidację polskiej części getta łódzkiego. W tym momencie został mi wyłączony mikrofon, a osoba ze mną przybyła już nie została dopuszczona do głosu. Kropiwnickiemu i rabinowi wydawało się, iż sprawa blisko dziesięciu tysięcy polskich dzieci zamęczonych w łódzkim getcie nie przedostanie się do wiadomości publicznej. Złudne to nadzieje.

W grudniu 1942 roku na terenie łódzkiego getta, mniej więcej w obrębie dzisiejszych ulic: Brackiej, Emilii Plater, Górniczej i Zagajnikowej, przy ul. Przemysłowej wyodrębniono obóz dla polskich dzieci i młodzieży (Polenjugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt). Główna brama obozu znajdowała się przy ul. Przemysłowej, stąd popularna nazwa: obóz przy Przemysłowej.

W zarządzeniu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy z 28 listopada 1942 roku pisano, że będzie to obóz dla młodocianych Polaków – kryminalistów - lub pozbawionych opieki, będących zatem elementem niebezpiecznym zarówno dla dzieci niemieckich, jak też i przez to, że mogliby w dalszym ciągu uprawiać swą kryminalną działalność. Zachowano pozory, że ma to być obóz prewencyjny i wychowawczy. W rzeczywistości był to obóz koncentracyjny przeznaczony dla dzieci i młodzieży w wieku od kilku do 16 lat. Dzieci miały numery zamiast nazwisk, chodziły w szarych drelichach i trepach, pracowały od świtu do wieczora. Były bite, pałowane przez żydowską policję (Jüdischer Ordnungsdienst), potocznie zwaną „odmani”. Dzieci od lat 2 do 16 lat umierały z głodu, pragnienia, wyczerpania, czy też pałowania przez „odmanów”.

Obszar obozu otoczony był wysokim parkanem z desek i strzeżony przez niemieckich wartowników.

Więźniowie pochodzili z terenów włączonych do Rzeszy oraz z Generalnego Gubernatorstwa. Część zabrano z sierocińców, część to dzieci, których rodzice zostali zamordowani lub przebywali w więzieniach za udział w konspiracji. Do stycznia 1945 roku przeszło przez to miejsce około 1600 polskich dzieci, choć dokładna liczba uwięzionych jest trudna do ustalenia, ponieważ zaginęła część dokumentacji. Według zeznania ocalałego świadka liczba uwięzionych w getcie łódzkim dzieci wynosiła ok. 10 tysięcy. W momencie zakończenia wojny było tam blisko 900 więźniów (zapis zgodny z zeznaniem).

Dzieci pracowały, podobnie jak ich rówieśnicy z getta po drugiej stronie wysokiego muru. Miały nawet tych samych nauczycieli - żydowskich rzemieślników, którzy zostali tam skierowani przez Niemców. Dzieci szyły ubrania, wyplatały buty ze słomy, reperowały tornistry, prostowały igły. Wiele zmarło z głodu, zimna i wycieńczenia, zwłaszcza podczas epidemii tyfusu na przełomie 1942 i 1943 roku. Udokumentowane są zgony 136 osób. Chorych odsyłano do szpitala przy ul. Dworskiej 74 (dziś ul. Organizacji WiN) na terenie getta.

Dzieci polskie w obozie zostały całkowicie odizolowane od świata zewnętrznego, nie miały też żadnego kontaktu z ludźmi z drugiej strony parkanu. Filia obozu dla polskich dzieci znajdowała się w majątku ziemskim w Dzierżążni, 15 kilometrów od Łodzi. Dziś po Polenjugendverwahrlager pozostał tylko budynek dawnej komendy przy ul. Przemysłowej 34.

Przez wiele lat po wojnie nie wiedziano o tym obozie. W maju 1971 roku małych więźniów uczczono Pomnikiem Pękniętego Serca, postawionym w parku im. Szarych Szeregów (dawniej Promienistych). Zaprojektowali go Jadwiga Janus i Ludwik Mackiewicz. Stoi poza terenem obozu, ale jest hołdem dla polskich dzieci; wobec tych, którzy przeszli przez ten właśnie obóz wydzielony z obszaru Litzmannstadt Getto.

KRONIKA GETTA ŁÓDZKIEGO Józef Witkowski – Piotr Michalczewski „Martyrologia Dzieci Polskich w systemie hitlerowskim 1939 – 1945 r ”.

18-19 października 1942, t. 2, s. 304:

„Wyłączono z getta część Marysina, a mianowicie ul. Emilii Plater, Przemysłową, Otylii i teren przy murze cmentarnym. Od razu po zakończeniu ewakuacji władze niemieckie rozpoczęły tam budowę bardzo wysokiego drewnianego parkanu o bezszczelinowej konstrukcji. Wydział Budowlany getta otrzymał od Kripo (niemiecka policja kryminalna) nakaz dostarczenia niezbędnych robotników. Małe domki drewniane ulegają rozbiórce, natomiast buduje się tam baraki. Terenem tym będą dysponować władze policyjne. Budowa obozu dla młodocianych Polaków na Marysinie posuwa się w szybkim tempie. Wysoki drewniany parkan jest już gotowy; domy wchodzące w skład tego bloku odremontowano i wyposażono w doskonałe piece; wszędzie ustawia się podwójne (dwupiętrowe) prycze. m. in. urządzono też dla załogi obozu kryty kort tenisowy na okres zimy”.

24 listopada 1942 r., t. 2, s. 396:

„Przestrzeń bloku racjonalnie wykorzystano, tak że będzie można ulokować do 1800 osób. Prace te wykonuje tutejszy Wydział Budowlany pod nadzorem władz niemieckich. Do obozu młodocianych Polaków, który istnieje już od 10 dni zaangażowano różnych tutejszych fachowców, celem prowadzenia nauki w tamtejszej szkole zawodowej”.

20 grudnia 1942 r., t. 2, s.441:

„W czasie epidemii tyfusu widziałam okropne rzeczy. Chore dzieci, których nie zdążono wywieźć do getta leżały na "izbie chorych" bez żadnej opieki. Te, które już umierały, ale jeszcze żyły, wynoszono razem z trupami do trupiarni nago i ładowano do skrzyń lub worków papierowych i tam dogorywały”

Gertruda Nowak, jedna z więźniarek obozu dla dzieci polskich przy ul. Przemysłowej:

4 września 1943 r. Chaim Rumkowski wygłosił przemówienie wzywające mieszkańców do oddania dzieci. Rozpoczął się jeden z najbardziej dramatycznych rozdziałów historii łódzkiego getta, który przeszedł do historii pod nazwą "wielka szpera".

Chaim Rumkowski kolaborant niemiecki. Chaim Mordechaj Rumkowski (ur. 27 lutego 1877 w Ilinie, powiat ostrogski, zm. 1944 w Auschwitz-Birkenau) – przemysłowiec, działacz syjonistyczny, przewodniczący Judenratu w łódzkim getcie, kolaborant pod okupacją niemiecką, dla większości ocalonych z Zagłady Żydów przestępca wojenny. Na początku XX wieku prowadził w Łodzi razem z Abem Neimanem zakład produkcji tkanin pluszowych, po I wojnie światowej pracował jako agent ubezpieczeniowy. Od 1921 był członkiem Gminy Żydowskiej, mieszkał przy ulicy Południowej 26 (dziś ul. Rewolucji 1905 r.). Pełnił m.in. funkcję kierownika domu dla sierot "Helenówek". 13 października 1939 r. został mianowany przez okupacyjne władze niemieckie na przewodniczącego Judenratu w getcie łódzkim. Nominacja ta była związana z tym, iż Chaim Rumkowski był jedynym członkiem przedwojennej Gminy Żydowskiej w Łodzi, który pozostał w mieście. Jego działalność na tym stanowisku budziła i wywołuje do dziś wielkie kontrowersje. Krytycy zarzucają mu wręcz współpracę z Niemcami, która miała się wyrażać w zmuszaniu Żydów do wyniszczającej pracy na rzecz Trzeciej Rzeszy i – w odróżnieniu np. od Adama Czerniakowa z warszawskiego getta – milczącej zgodzie na eksterminację osób „nieprzydatnych dla gospodarki” (głównie starców i dzieci).

Nazwa „szpera” pochodzi od niemieckiego określenia Allgemeine Gehsperre, które oznaczało wprowadzony wówczas zakaz opuszczania domów. Mieszkańcy getta nie mogli wychodzić z mieszkań, a żydowscy policjanci pod nadzorem niemieckich żandarmów przeszukiwali dom po domu. Zabierali ludzi starych, chorych, zniedołężniałych, a także dzieci poniżej 10 lat, po drodze pałowanych niemiłosiernie.

Niemcy uważali, że są oni w getcie niepotrzebni, bo nie mogą pracować. W dniach 1-12 września poza getto wywieziono 15 681 osób, w tym 5 862 dzieci do 10 lat.

Wszyscy zostali zamordowani w ośrodku zagłady w Chełmnie nad Nerem.

Niepokój budzi się zawsze, gdy współczesny historyk w XXI wieku chce „dać świadectwo prawdzie” minionym wydarzeniom, blisko 70 lat od zakończenia II wojny światowej o martyrologii Polaków i Żydów. Bo cała, albo prawie cała, prawda została już przed nami odkryta.

Odkrywanie historii „dającej świadectwo prawdzie” staje się zadaniem wykonywanym dla własnych, czysto egzystencjalnych celów. Mało tego. Odkrywanie de novo, tego co zostało już zapisane, budzi nie tylko niechęć, ale też wywołuje protesty społeczne. Krótko – operowanie fałszem historycznym dla własnych wyimaginowanych potrzeb, jest zajęciem burzącym nie tylko porządek społeczny, ale też wywołującym odpowiednie nastroje, przedstawiające pokraczną ideę, krzywe zwierciadło pomówień i potwarzy wymierzonych w tym przypadku przeciwko narodowi polskiemu:

Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie ma od 3.10.2011 nowego dyrektora: z nominacji ministra kultury. Został nim Paweł Śpiewak. Z tej okazji dziennik „Rzeczpospolita” (26-27.11.2011) zrobił z nim wywiad, którego głównym akcentem jest pewna liczba. Nowy dyrektor, powołując się na książkę o stosunku polskich chłopów do Żydów, wydaną przez Barbarę Engelking, oznajmił tam: „z tych badań wynika, że z rąk Polaków zginęło w czasie wojny 120 tys. Żydów”. Dalej zaś powołuje się już na tę liczbę jak na ustaloną („skoro historycy wyliczyli, że było 120 tys. ofiar żydowskich…”) i wzywa Polaków do „prawdziwej refleksji” nad nią.

(Wezwanie Śpiewaka jest w konsonansie z wypowiedzią prezydenta Komorowskiego, który 1 listopada na spotkaniu z naczelnymi rabinami Europy zapewniał ich solennie swą nieporadną polszczyzną, że budowane przez Polskę w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich „ma stać się pełnym krytycznej refleksji miejscem o polsko-żydowskich relacjach”, jak podaje onet.pl za PAP-em).

Liczba „120 tys.” jest nowa. Rok temu Gross wymieniał „200 tys.”, z czego się potem wycofał do „kilkudziesięciu tysięcy”; a teraz znowu zwyżka. Skąd Śpiewak tę liczbę ma? Wziął ją z centralnej wytwórni antypolskich oszczerstw, jaką jest czynne od ośmiu lat Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Polskiej Akademii Nauk, kierowane przez Barbarę Engelkin-Boni, psycholożkę i żonę ministra Michała Boniego? Centrum stosuje różne chwyty politycznego marketingu, a jednym z nich jest żonglerka sfingowanymi liczbami. Rzuca się taką liczbę na próbę i patrzy, co będzie: gdy trafia na opór, to się cofamy i znów patrzymy; gdy zaś oporu już nie ma, idziemy naprzód.

Dr Alina Cała (Żydowski Instytut Historyczny) w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” - Piotr Zychowicz

„Polacy jako naród nie zdali egzaminu”

Alina Cała - W pewnym sensie Polacy są odpowiedzialni za śmierć wszystkich 3 milionów Żydów – obywateli II RP.

„Rz” - Czy Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust?

AC - W pewnym stopniu tak. Przyczyną tego był przedwojenny antysemityzm, który nie przygotował ich moralnie do tego, co miało się dziać podczas Zagłady. Nośnikiem tego antysemityzmu były dwie instytucje. Ugrupowania tworzące obóz narodowy oraz Kościół katolicki. Ten ostatni mniej więcej od 1935 roku zaczął sprzyjać endecji. W efekcie wysokonakładowe pisma konfesyjne zaczęły głosić propagandę antysemicką. Choćby „Mały Dziennik” Kolbego.

Chana Grynberg (Halina Grubowska), pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego, zajmuje się „przyznawaniem” emerytur ocalałym z Holocaustu Żydom. Kryteria tych decyzji są różne, w zależności od spojrzenia pani Chany. Oczywiście wystarczy być tylko Żydem, który przeżył Shoah. Ale nie dla tej pracownicy. Wymyśla najrozmaitsze zaświadczenia, poświadczenia, biogramy, zeznania świadków, metryki, postanowienia sądów powszechnych, aby po zgromadzeniu dokumentów, osobom będącym już na krawędzi żywota – przeszło osiemdziesięcioletnim i nawet starszym powiedzieć: „abo to wszystko prawda”(autentyczne!!!). Równocześnie owa pani informuje petentów, że zarabia 500 zł/mies. (nie wspominając o emeryturze 800 euro załatwionej przez siebie). Gdy petent nie reaguje, Grynberg wstaje i kończy urzędowanie. Telefonicznie - odkłada słuchawkę ( po prostu). Czasami petent słyszy, że nie jest „naszym człowiekiem”, czasem o jakości środowiska w którym przebywa, etc.

Co załatwia sprawę pozytywnie?

- kolesie,

-polecanki typu „załatw”

- polecanki „Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu”, wtedy bez konieczności jakichkolwiek dokumentów,

- być może reakcja petenta na niskie zarobki p. Grubowskiej.

A kogo p. Chana Grynberg – Grubowska dyskwalifikuje?

Przede wszystkim „spolaczałych Żydów na aryjskich papierach” obracających się w t.zw. „środowiskach niechętnych - środowiskom chętnym tej pani”.

W tej sprawie zachodzi wiele pytań m.in. kto i za co pobiera te odszkodowania?

Ile takich „rent” przyznała już p. Grubowska?

Kto ją kontroluje w Żydowskim Instytucie Historycznym?

Czy NIK kontrolował w tym zakresie Żydowski Instytut Historyczny?

Halina Grubowska - telefon bezpośredni (22) 827 18 43

e-mail: hgrubowska@jhi.pl

tel. (22) 827 92 21 wew. 130

Skąd pieniądze na odszkodowania, emerytury?:

Po wojnie Niemcy wypłaciły Izraelowi około 80 mld dol. wojennych odszkodowań, ale większość tych pieniędzy nie poszła na ocalonych, tylko na budowę państwa Izrael i armii w latach 50. i 60.

 

MORD POLSKICH DZIECI W ŁÓDZKIM GETCIE CZ. II

Piotr Michalczewski – Polak – ocalałe polskie dziecko Litzmannstadt Getto wspomina:

LITZMANNSTADT POLSKIE DZIECI

…[…]jak uczcić śmierć Waszą

Zginęli bez śladu

Nagich wprost do piachu,

Bez śladu i epitafium….

…Stłumić ból dręczonych dzieci

W spazmatycznym krzyku Nie!

 

Jak cierń róży wbija się kolcem

W nasze serca po dziś

W źrenicach krople łez

Choć pamięć już zawodzi

I kryje jasność widzenia

Choć chciałbym już

 

Nie czytać w wspomnieniach

Lecz znów nasuwają się spojrzenia

Na gwałt przemoc

I zbrodni rażenia

 

Czy płacz

Skapie jak

Świece wosku

Ze źrenic dzieci

Hitlerowskie barbarzyństwo w getcie łódzkim. Małych więźniów zadręczali nie tylko „kapo”.

Kapo był szefem komanda roboczego. Na kierownicze funkcje wybierano często pospolitych kryminalistów i sadystów. Kapo, mimo że był więźniem, cieszył się wieloma przywilejami. W zamian za pełnioną funkcję dostawał m.in. dodatkowe porcje wyżywienia. Miał bardzo dużą władzę nad podległymi więźniami – za pobicie, odebranie jedzenia, czy nawet zabicie więźnia, nie groziły mu żadne kary. Niektórzy słynęli z dużego sadyzmu. Partnerowali im niespotykanym sadyzmem żydowscy policjanci „odmani” „ordnerzy” pałując nieszczęsne dzieci gdzie tylko się dało. Gdy tylko dziecko nie posłuchało wykonania komendy, spotykały je kary: wyzwiska, bicia kolanami i kopniaki. Karna gimnastyka bez końca, musztra, walenia specjalną gumą gdzie popadnie, również kijem, bykowcem, czy pejczem. Te częste objawy wściekłości watah były szczególnie niebezpieczne, nierzadko kończyły się zakatowaniem ofiar. Bito aż do zabicia. Celowali w tym „odmani”, wyposażeni w pałki policyjne. Niektóre uderzenia były wystudiowane, tak aby doprowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń narządów wewnętrznych. Był to oczywiście sadyzm doprowadzony do perfekcji.

Był taki „wachman”, nazywał się August. Hojnie, z upodobaniem i szyderczym uśmiechem wykazywał przejaw swej życzliwości w biciu nas. Pod tym względem potrzeba było sprytu i nie lada podstępów, by uniknąć celnych ciosów jego ręki, czy kopniaka podkutych butów. Nie jeden z nas odczuł na twarzy ciężar jego ręki kiedy wypluł zęby, albo kopniakiem miał przetrącone, lub wybite ze stawu kolano, lub biodro. Takie dziecko stawało się wówczas śmieciem niezdolnym do pracy i wywożone było wraz z trupami na wózkach poza teren getta.

Perfidnie wściekły, okrutny sadysta zawsze znęcał się nad dziećmi.

Józef Witkowski – był jednym z około dziesięciu tysięcy dzieci polskich, które w latach 1942 – 1945 więzione były w tym jedynym w swoim rodzaju niemieckim obozie koncentracyjnym, założonym przez Niemców specjalnie dla dzieci. Jednym z niewielu, któremu udało się przeżyć. Zmarł w 1992 roku.

Oto jego opowieść:

Nieznana radość z zabijania dzieci

Przez wiele lat ta okrutna przeszłość czaiła się gdzieś na granicy moich wspomnień. Nie chciałem jednak ich budzić; przywoływane na nowo powodowały różne uczucia i odczucia. Wówczas powstawało uczucie udręki, takiej jaką odczuć może jedynie człowiek w mojej sytuacji. Słyszałem, szczególnie po nocach wyimaginowany szczęk repetowanej broni, wrzaski niemieckich oprawców, czy krzyk zadręczanych dzieci. W snach widziałem i odczuwałem całe to okrucieństwo niemieckich „kapo”, czy żydowskich „odmanów” pastwiących się nad nami dziećmi, przecież pięcio, lub ośmioletnimi. Gdy po wojnie oglądałem film z dziennikarską narracją o naszym – dzieci wyglądzie – eskortowanych w mróz – nago - do oczekujących wagonów, nie dawałem wiary tej okrutnej prawdzie: „staliśmy na mrozie w zwartym szeregu, nadzy, wyglądający jak ludzkie poczwarki. Długie kościste ręce sięgające wzdłuż tułowia prawie do kolan, ciała kościste, jakie oglądamy na filmach z niemieckich obozów zagłady, głowy wygolone, nieproporcjonalnie duże, robiące wrażenie głów potworów, a nie ludzi. Po wielogodzinnym oczekiwaniu wchodziliśmy do wagonów i tam staliśmy w tej samej pozycji co na peronie. Nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe”.

Gdy po latach przeczytałem bałamutną opowieść o naszej, dziecięcej katordze, przemienionej piórem w niewinną opowiastkę rodem z opowieści pseudo- historyków podjąłem przedsięwzięcie, o którym przedtem ani nie myślałem.

Na własną rękę przemierzałem kraj wzdłuż i wszerz szukając dowodów tych nieludzkich przecież zbrodni. Wysiłki moje zaowocowały; dotarłem do ponad 250 współwięźniów, zgromadziłem kilkaset dokumentów; obozowych kartotek, fotografii, urzędowych pism niemieckich, listów pisanych przez dzieci – więźniów do swych rodzin.

Kierowca obozowy Jan Sierpień:

„Pamiętam, gdy jesienią 1943 roku esesmani August i Kacper przywlekli do wartowni dziesięcioletniego chłopca i tak go bili i kopali, iż zostawili na miejscu krwawej masakry trupa.

Inne dziecko dziesięcioletnią dziewczynkę pobili do nieprzytomności i zanurzyli ją w beczce z zimną wodą stojącą obok garażu i zaprowadziwszy ją później do bunkra gdzie niebawem zmarła”.

Byłem na procesie Augusta, oskarżonego o spowodowanie śmierci 10 dzieci.
W czasie procesu oświadczył on:

„Będąc w łagrze wychowawcą biłem dzieci, stosując to jako środek wychowawczy, karałem je czysto po ojcowsku”.

Józef Borkowski:

„…widziałem w baraku esesmana goniącego chorą dziewczynkę, która nie wyszła do pracy, okładającego ją kijem, aż zmarła. Sam esesman po tym mordzie czuł się zmęczony i odpoczywał w baraku. Nie przeszkadzał mu w odpoczynku leżący przed nim trup dziecka.

Pamiętam chłopca, chyba siedmioletniego, leżącego w t.zw. izbie chorych, bez żadnej opieki wygłodzonego i spragnionego. Był wychudzony i zrozpaczony i w skutek różnych kar które otrzymywał, był kaleką. Miał uszkodzoną jedną nogę, która na skutek stałego bicia była krótsza. Chłopiec ten zmarł, jak setki innych".

                                                                 Aleksander Szumański

Literatura, opracowania, źródła cytatów:

Wikipedia

Józef Witkowski – Piotr Michalczewski „Martyrologia Dzieci Polskich w systemie hitlerowskim 1939 – 1945 rok  kronika łódzkiego getta".

Zeznania ocalałych świadków - materiały w archiwum autora niniejszego wpisu.

                                       

 

 
««  start « poprz. 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 481 - 490 z 778
 
Copyright © 2014 . All rights reserved