20.09.2014.
Start arrow Publicystyka
Publicystyka
SPOLACZALI ŻYDZI NA ARYJSKICH PAPIERACH CZ. II Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
17.07.2012.

 

 

 

SPOLACZALI ŻYDZI NA ARYJSKICH PAPIERACH CZ.II

 

Działalność żydowskich konfidentów Gestapo z grupy Lonka Skosowskiego, i innych siatek żydowsko–niemieckich agentów, rychło przyciągnęła uwagę AK, zarówno na szczeblu Komendy Głównej jak i lokalnym. Podobnie inne organizacje podziemne zwróciły pilną uwagę na „pracę” żydowskich konfidentów, przykładem może tu być… komunistyczne podziemie (PPR, GL potem AL), które trudno posądzać o wrogość do Żydów. W dokumentach PPR (GL, czy AL) zachowały się liczne doniesienia o działalności agentów żydowskich i szkodach jakie sprowadziły. Przykładowo: „23 stycznia 1944 r. komuniści meldowali, że ich „organizacja krakowska kompletnie rozbita… Aresztowania są rezultatem kilkumiesięcznej, systematycznej pracy Gestapo”. Prowokację zorganizował żydowski konfident policji niemieckiej Diamant i jego ludzie.”1

 

Działalność żydowskich konfidentów Gestapo kosztowała podziemie, wszystkie organizacje, ale szczególnie AK utratę setek jeśli nie tysięcy, działaczy i bojowników. Żydzi byli niezwykle skutecznymi konfidentami z oczywistego powodu. Każdy Żyd był skazany na śmierć, schwytany od razu był tracony, żył dzięki temu, że ukrywali go Polacy, zatem dla ukrywających się Żydów oddziały podziemia były niejako otwarte. Ufano ukrywającym się Żydom, zakładając, że człowiek w takim położeniu nie może być zdrajcą, czy konfidentem niemieckiej tajnej policji. Niestety, w wielu przypadkach takie założenie było z gruntu fałszywe: „19 lutego 1944 r. żydowska konfidentka Gestapo zadenuncjowała komórkę AK zakamuflowaną w firmie „Auto-Sped” w Warszawie. Żołnierze konspiracji zostali zaaresztowani a następnie rozstrzelani.”1.

 

Infiltracja struktur podziemia przez żydowskich konfidentów Gestapo datuje się zapewnie od końca Wielkiej Akcji w getcie warszawskim, kiedy to Niemcy wywieźli 310 000 Żydów do Treblinki. Od jesieni 1942 roku setki agentów żydowskich straciło rację bytu w getcie. Przerzucano ich do miasta, na stronę „aryjską”. Mieli za zadanie ścigać i wydawać ukrywających się współbraci – Żydów, ale Gestapo rychło się zorientowało się w przydatności Żydów – agentów do zwalczania polskiego podziemia, podążając drogą wytyczona wcześniej przez NKWD we wschodniej Polsce latach 1939 – 1941. W okupowanej Polsce, zgodnie z „prawem” niemieckim śmierć groziła za każde wykroczenie przeciwko rządom rasy panów. Dlatego działacze, czy bojownicy podziemnych organizacji nie mieli większych oporów przed ukrywaniem Żydów. I tak groziła im śmierć za to co robili, nie ma się zatem czego bać ukrywania Żydów – rozumowali. Nie przypuszczali jednak, że śmierć przyjdzie do nich, i do ich rodzin, przyniesiona przez tych, którym „ratowali” życie. Gestapo rychło się zorientowało, że ścigając Żydów docierają do ludzi podziemia, a co więcej, że Polacy ufają ukrywającym się Żydom. I wykorzystali to odpowiednio. Straty spowodowane przez żydowskich agentów Gestapo trudne są do przecenienia. Ale w końcu dowództwo AK podjęło kontrakcję przeciwko konfidentom, w tym również konfidentom żydowskiego autoramentu.

 

Konfidenci byli śmiertelnym zagrożeniem każdej organizacji podziemnej. Byli jak śmiercionośna dżuma, toteż zwalczano ich bezwzględnie na każdym szczeblu. W warunkach podziemia dowody agenturalnej dzielności podejrzanego było trudno zgromadzić; często wystarczało samo podejrzenie, albo splot niesprzyjających okoliczności: wystarczyło że ktoś był w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu, aby padło na niego podejrzenie, które najczęściej kończyło się pośpieszną egzekucją. Nie było litości ani czasu na wahania czy dochodzenia. I zdarzały się pomyłki. Ale przeciwnie niż w normalnych czasach lepiej było zabić niewinnego, niż pozwolić winnemu na dalszą… działalność. O wielu tych doraźnych egzekucjach czy akcjach wyrokowych dokonanych na różnych, często niskich szczebla AK nie wiedzą nawet najlepsi badacze podziemia, jak np. prof. Tomasz Strzembosz. Podobnie było z likwidacją części żydowskich konfidentów z siatki Lolka Skosowskiego. Do śledzenia agentów skierowano nastoletnich harcerzy, którzy wykonywali każde zadanie z wielkim poświęceniem. . Oto relacja Janusza W. Cywińskiego1:

 

„W końcu 1942 roku nastąpiła reorganizacja harcerstwa podziemnego, Szarych Szeregów. Harcerze w wieku powyżej 17 lat przeszli do dywersji, a mój zastęp jako młodszych harcerzy, zastęp rozpoznawczy, przydzielony został do kontrwywiadu AK Okręg Warszawa jako brygada inwigilacyjna. Dostaliśmy zlecenie pilnowania lub śledzenia podejrzanych osób. Jednym z zadań była obserwacja biura handlowo-transportowego na ulicy Brackiej 22,…

 

…W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady. Ponieważ grupa moja przez okres kilkumiesięcznej inwigilacji poznała dobrze członków bandy, ich adresy i zwyczaje, dostaliśmy rozkaz zlikwidowania całej grupy. 1 listopada 1943 r. w restauracji na rogu Marszałkowskiej i Nowogrodzkiej zastrzeliliśmy szefa bandy konfidentów Gestapo Lolka Skosowskiego.

 

Następnie w okresie trzech dni przeprowadziliśmy likwidajcę 14 osób. W lokalu na ulicy Solec 70 odbywała się „odprawa” 7 członków bandy gdyśmy tam weszli. Po likwidacji zabraliśmy z mieszkania walizkę pełną papierów i dokumentów gdyż uwagę naszą zwróciły czyste blankiety tak zwanych Kennkart czyli okupacyjnych dowodów tożsamości oraz gumowe pieczątki władz niemieckich. Całość została przekazana do Archiwum, czyli referatu badawczego kontrwywiadu AK, który ustalił, że Skosowski pochodził z Łodzi, gdzie został aresztowany jako Żyd. W czasie przesłuchania nawiązał kontakt z Gestapo, podjął zobowiązanie współpracy i został przeniesiony do Warszawy, gdzie otrzymał mieszkanie przy ulicy Nowogrodzkiej 31. Stworzył grupę podległych mu około 20 osób, przeważnie pochodzenia żydowskiego, świadomych swych akcji konfidentów Gestapo, pracujących dla okupanta niemieckiego za prawo do życia. Sam Skosowski szukał sobie zabezpieczenia na okres powojenny i związał się z wywiadem Gwardii Ludowej i Polskiej Partii Robotniczej, czyli dwóch organizacji kontrolowanych wojskowo i politycznie przez Moskwę. Dla nich w lokalu swoim, lokalu agentów Gestapo a za tym zupełnie bezpiecznym prowadził warsztat wystawiania fałszywych dokumentów tożsamości, który zabraliśmy. Wgląd szczegółowy w zabrane dokumenty pozwolił ustalić fakt współpracy grupy konfidentów Gestapo Skosowskiego z podziemnymi organizacjami komunistycznymi. Fakt, który nie był nam znany przed likwidacją.

 

Nie potrafię dziś podać żadnych dowodów dotyczących rezultatów penetracji jednostek Armii Krajowej i Delegatury Rządu przez grupę Skosowskiego. Przypuszczalnie była bardzo poważna. Trzeba bowiem pamiętać, że w opinii przeciętnego mieszkańca Warszawy już sam fakt, że ktoś był z pochodzenia Żydem, dawał poczucie bezpieczeństwa i pewności, że dana osoba nie mogła być konfidentem Gestapo. Członkom grupy Skosowskiego łatwo było więc penetrować organizacje podziemne. Wiadomo mi tylko, że w lecie 1943 roku Gestapo na skutek spenetrowania jednostek Armii Krajowej Obszaru Warszawskiego aresztowało prawie całą siatkę oficerów informacyjnych i oficerów Oddziału Drugiego w miejscowościach

 

podmiejskich Warszawa. Czy były to rezultaty niezależnej akcji Skosowskiego czy też rezultaty inspiracji idącej ze wschodu, nie umiem powiedzieć. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że Skosowski i jego grupa byli odpowiedzialni za śmierć wielkiej ilości Polaków, niezależnie od ich wyznania. Za to, jako zbrodniarze, zostali przez AK straceni. Niestety tożsamości kilku z nich nie zdołaliśmy ustalić, a jeden zastępca Skosowskiego Koenig uciekł do Szwajcarii i być może do dziś tam mieszka.”

 

W ciągu trzech dni listopada 1943 roku kontrwywiad okręgu warszawskiego zlikwidował 14 żydowskich agentów Gestapo, w tym siedmiu w jednym tylko mieszkaniu na ulicy Solec 70. A w relacji jest o tym tylko jedno zdanie. Nie znamy dokładnej daty, nie wiemy kto pociągał za spust, nawet nie znamy ich pseudonimów, nie wiemy jak się to odbyło. Żołnierze AK wiedzieli o odprawie agentów – ktoś musiał zdradzić zdrajców – ktoś ich wpuścił do środka, a jak weszli mieli pewnie rozkaz zabić wszystkich w środku, może poza podwójnym agentem. Jedna sucha informacja, jak z książki telefonicznej. A tyle treści jakby się nad tym zastanowić. Godna podziwu powściągliwość. Ale jak harcerz – żołnierz AK miał się chwalić likwidacją Żydów, nawet agentów Gestapo? Gdy w komunistycznej propagandzie nadal oskarżano AK o mordowanie (niewinnych) Żydów i współpracę z Gestapo. Siedem osób zabitych w mieszkaniu z broni maszynowej podczas „odprawy”, to musiała być masakra a krew dosłownie bryzgała po ścianach i sufitach. Gorzej niż w amerykańskich filmie, bo na filmie widzimy farbę a to była najprawdziwsza krew. O akcji na Solcu nie znalazłem wzmianki w książce Tomasza Strzembosza pt. „Akcje zbrojne podziemnej Warszawy 1939-1944”. A był to człowiek który strawił wiele lat życia na dokumentowanie akcji podziemia. Nawet on nie wiedział o wielu akcjach. Tomasz Strzembosz opisał w swej książce akcję likwidacyjną Leona (Lolka) Skosowskiego.

 

Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej (przy Nowogrodzkiej 28) o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy AK uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił pchor. „Janusz”2. Przypuszczalnie strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano groźnego agenta. Wcześniej, w lutym 1943, roku zamach na grupę żydowskich agentów wykonała grupa bojowników ŻOB-u w getcie. Leon Skosowski został tylko ranny i kontrwywiad AK wolał dmuchać na zimne.

 

Na jesieni 1943 roku siatka Lolka Skosowskiego – autorów afery Hotelu Polskiego – złożona z żydowskich agentów rozpierzchła się. Czas żydowskich agentów na „aryjskiej” stronie się skończył. Cześć, drobną część, zlikwidowała AK, znacznie więcej zabili Niemcy. Dla gestapowców „spaleni” po aryjskiej stronie żydowscy agenci byli nie tylko bezużyteczni, ale wręcz niebezpieczni – zbyt wiele wiedzieli o sprawie hotelu Polskiego. Można śmiało założyć, że jesienią 1943 roku Gestapo zaczęło polować na swoich żydowskich współpracowników i ze zlikwidowało ich znacznie więcej niż AK. Wystawili nawet listy gończe za swoimi byłymi konfidentami, dostarczając niechcący wspaniałego dowodu ich „niezłomnej” walki z faszyzmem! Wielu żydowskich agentów Gestapo szukało schronienia…, no gdzie? A jakże! Zostali członkami PPR, wstępowali do GL i AL. Komunistyczne bojówki brały każdego, kto się zgłaszał… W komunistycznym podziemiu szukali schronienia i ocalenia przez Niemcami i AK. Po wojnie, żydowscy agenci Gestapo, którzy przeżyli, uciekli z Polski. Była to grupa która się ukrywała przez resztę wojny.  I ci byli konfidenci rozpisywali się szeroko o polskim antysemityzmie. Druga grupę byłych konfidentów Gestapo stanowili ci, którzy „załapali” się do komunistycznych organizacji (bojówek). Ci z kolei, jako „weterani walki z faszyzmem”,  objęli po „wyzwoleniu” często ważne funkcje w partii (PPR, PZPR) i w organach bezpieczeństwa (UB, MBP) bez oporów podejmując współpracę z sowieckim wywiadem cywilnym (NKWD) lub wojskowym (GRU). Na tej współpracy opierała się ich błyskotliwa kariera. Agent zostaje agentem, zmienia tylko mocodawców. NKWD służba Żydów w Gestapo nie przeszkadzała, bowiem dobrze wiedzieli, że przewerbowany agent jest lepszy niż świeży: ma wyszkolenie i doświadczenie, no i jest na niego hak, z którego się nie urwie. Nie jest rzeczą przypadku, że sam Leon Skosowski został członkiem (wywiadu) GL i PPR. Rozsądny postępek w jego sytuacji. Za szefem podążyli jego podwładni. Jako bojownicy Gwardii Ludowej, czy Armii Ludowej i działacze partii komunistycznej (PPR i PZPR) i jej zbrojnego organu – Urzędu Bezpieczeństwa – mogli wziąć odwet na żołnierzach AK, którzy polowali na agentów Gestapo na jesieni 1943 roku. I tak się złożyło, że zdrajcy, perfidni mordercy, agenci Gestapo, którzy setkami wydawali i Żydów i Polaków na śmierć, po wojnie torturowali, oskarżali i mordowali tych, którzy walczyli z Gestapo. Oskarżając ich o zdradę, o współpracę z Gestapo i – uwaga – o ANTYSMITYZM!!!! Tak to diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwonił. Życie jest pełne paradoksów, a dokładniej życie w Polsce jest pełne paradoksów.

 

Warto przybliżyć powojenną błyskotliwą karierę wielu żydowskich konfidentów Gestapo. Polscy konfidenci lądowali w więzieniu lub wręcz w dole w lesie, zaś żydowskim powodziło świetnie: w partii, w Urzędzie Bezpieczeństwa, w nauce, w tzw. kulturze…. Niektórzy to porobili po wojnie kariery! Najpierw służyli nowej władzy, a przede wszystkim Sowietom. Gdy w partii zawiały przeciwne wiatry, po 1968 roku, wielu z nich wyemigrowało na Zachód, dołączając do kolegów z wcześniejszej ucieczki. Którzy umościli im miękkie gniazdka. I razem, unisono – byli żydowscy agenci Stalina i Hitlera, szyją nam szatę zwierzęcego antysemityzmu. W tym wrzasku i steku podłych kłamstw szukają ukrycia prawdy o swojej współpracy nie z UB, bo tego się nie wstydzą i nie wypierają, ale z Gestapo i współdziałania w zagładzie własnego narodu.  Większość Żydów ukrywała się. Mowa jest o nielicznej, ale niezwykle hałaśliwej grupie. I niezwykle wpływowej. Ci ludzie – żydowscy agenci Gestapo i NKWD – nie mieli nic di stracenia a wszystko do zyskania. Tak się składa, że ci, co mają najwięcej na sumieniu najgłośniej krzyczą oskarżając innych. Jak ten złodziej, który wskazując Bogu ducha winnego sąsiada krzyczy: łapać złodzieja…!!! By sam nie został złapany, jako złodziej. Stara jak świat zasada…

 

Łatwo zauważyć, iż nastąpiło całkowite odwrócenie sytuacji. Zdrajcy stali się bohaterami, bohaterowie zdrajcami i zbrodniarzami, konfidenci szlachetnymi, prawi konfidentami, złodzieje uczciwymi, a uczciwych oskarżano o kradzież. I trwa to po dziś dzień, bo i dziś prawda nie może się przebić do świadomości społecznej pozostając wiedzą nielicznych. Zdrajcy, konfidenci i agenci: Gestapo i NKWD, i ich potomkowie, chodzą w glorii, żyją w dobrobycie i szacunku, i dorabiają na rzucaniu oskarżeń na swoje ofiary, zaś bohaterowie walki z totalitaryzmem, i ich potomkowie żyją, w biedzie i wciąż muszą się tłumaczyć, ze nie są tacy źli jak o nich mówią ci pierwsi. I się nie wytłumaczą. Nie mają szans, bowiem na koniec, naturalną rzeczy koleją byli konfidenci uznali się dobrych, bo wybrani byli od urodzenia. A skoro żydowscy konfidenci są dobrzy to ich przeciwnicy muszą być źli. Taka jest dialektyka postępu. Warto o tym pamiętać czytając książki rozmaitych epigonów żydowskich agentów Gestapo i/lub NKWD którzy nadal rozpisują się o rzekomych zbrodniach AK, czy Polaków, wobec Żydów. Którzy piszą, że harcerze szpiclowali ukrywających się Żydów, a AK ich zabijało. Że Polacy mordowali Żydów… W tych opiniach jest trochę prawdy. Ten wpis jest na to dowodem. Harcerze istotnie śledzili ukrywających się Żydów, a bojownicy AK ich likwidowali. Prawie tak jak w tych książkach. Mała, a raczej wielka, różnica: chodziło tu o żydowskich agentów Gestapo. Zabijano ich nie dlatego, że byli Żydami, ale dlatego, że byli agentami Hitlera lub Stalina. Stare żydowskie powiedzenie mówi: pół prawdy to całe kłamstwo. A w tych opowieściach nie ma nawet pół prawdy.

 

I warto się zapytać, co oni, albo ich rodzice czy dziadowie robili w czasie wojny? I co zrobili aby przeżyć? Jaką cenę zapłacili inni? Ilu ludzi wydali? Ilu zginęło Polaków i Żydów, aby oni przeżyli…? Ile ludzkich istnień kosztowało ich życie? I pytanie na koniec, lecz nie najmniej ważne: jakie prawo mają agenci i konfidenci hitlerowskiej Służby Bezpieczeństwa (SD - Sicherheitsdienst, Służba Bezpieczeństwa, której częścią było tzw. Gestapo), PRLowskiej Służby Bezpieczeństwa i stalinowskiego NKDW, którzy wiernie wysługiwali się obu totalitaryzmem, oraz ich potomkowie, do wystawiania certyfikatu moralności swoim ofiarom, którzy nieugięcie walczyli o wolność: naszą i waszą?

                      LITERATURA

 

http://www.bibula.com/?p=30398

 

 

 
SPOLACZALI ŻYDZI NA ARYJSKICH PAPIERACH Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
16.07.2012.

 

SPOLACZALI ŻYDZI NA ARYJSKICH PAPIERACH CZ. I

 

Przede wszystkim „spolaczałych Żydów na aryjskich papierach” obracających się w t.zw. „środowiskach niechętnych środowiskom chętnym niektórym pracownikom Żydowskiego Instytutu Historycznego – usiłuje się pozbawić możliwości odszkodowania za czas Shoah.

 

Nie istnieją Żydzi nie równi - tym równym, którzy przeżyli Zagładę poza gettami, uciekając z nich, lub w inny cudowny sposób ratując życie poza polskim gettami. Niestety jest ich już niewielu.

 

Zważywszy iż mieli 20 lat w chwili wybuchu wojny, dzisiaj mają 93 lata. Żyją zapewne jednostki, nie stwarzające dla światowego żydostwa żadnego problemu.

 

Nieco lepiej mogą mieć obecni 80 – latkowie. Mogą, ale nie mają. Osobom tym bez żydowskich korzeni środowiskowych, „spolaczałych Żydów na aryjskich papierach”, w dodatku nie będących członkami żadnych żydowskich stowarzyszeń, w tym „Dzieci Holocaustu” odmawia się należnych ich praw.

 

Prawa te są niebagatelne. W Polsce wynoszą one ok. 800 EURO kwartalnie. W tej wysokości stanowią one niejednokrotnie wysokość polskiej emerytury, lub ją przewyższając.

 

Takich „spolaczałych Żydów” „środowisko” określa pogardliwie „żydowskimi gojami”. Oczywiście dla żydowskich decydentów nie ma to znaczenia,ile osób z rodziny „żydowskiego goja” zakończyło okrutnie życie w krematoriach niemieckich obozów zagłady, czy zostało śmiertelnie pobitych przez ziomków „ordnerów”, czy „odmanów” „judusche polizei, kolaborantów okupantów niemieckich w gettach polskich.

 

Mało kto wie jaki los spotkał polskie dzieci w getcie łódzkim (Litzmannstadt Ghetto).

 

Ghetto Litzmannstadt (zwane również w języku polskim gettem łódzkim) – zorganizowane w Łodzi przez okupacyjne, narodowosocjalistyczne (nazistowskie) władze III Rzeszy w 1939 roku getto żydowskie, do którego przesiedlano ludność pochodzenia żydowskiego, głównie z terenów aglomeracji łódzkiej prawie 20 tys. Żydów z Europy Zachodniej (Niemcy, kraje Beneluxu), Żydów czeskich głównie z Pragi X - XI 1942) oraz ok. 5 tys. Sinti i Romów (popularnie nazywanych Cyganami) z pogranicza austriacko-węgierskiego (tzw. Burgenland; XI 1941).

 

Największe, po warszawskim, getto na okupowanych przez III Rzeszę ziemiach polskich.

 

Jedyne, które przetrwało prawie do końca okupacji, zlikwidowane dopiero w sierpniu 1944 roku.

 

Przetrwało, ponieważ, dzięki koncepcji jego Przełożonego Starszeństwa Żydów (Judenratu) – Chaima Rumkowskiego stało się w pewnym momencie istotnym elementem wojennej gospodarki III Rzeszy (jego hasło" "Unser einziger Weg ist Arbeit), za którą wielu b. więźniów łódzkiego getta i badaczy jego dziejów jego mieszkańców oskarża go o kolaborację.

 

Władzę w porozumieniu z żydowską radą Judenrat sprawował jej przewodniczący Chaim Rumkowski.

 

Zorganizował administracyjnie i roboczo getto. Wprowadził 12-to godzinny dzień pracy. Pracowało ok. 95% dorosłych. Wyznaczał z Judenratem do wywózki (eksterminacji) poszczególne osoby, grupy wiekowe lub całe rodziny z dziećmi.

 

W getcie funkcjonowała żydowska administracja: policja i sądownictwo, szkolnictwo, poczta (Judenpost - Litzmannstadt-Getto), opieka zdrowotna i socjalna. Działał dom kultury, gdzie odbywały się przedstawienia teatralne i występy muzyczne (m.in. słynnego chóru Hazomir).

 

Polskie nieżydowskie dzieci znalazły się w Litzmannstadt-Getto. Przeważnie znalazły się tam dzieci, które utraciły rodziców, przeważnie patriotycznych, w wyniku niemieckich mordów odwetowych.

 

W Litzmannstadt-Getto polskie dzieci katowane, głodzone, podlegały również „opiece” żydowskich policjantów. Z dziesięciu tysięcy polskich dzieci zakatowano ich ponad dziewięć tysięcy.

 

Nie dawno ( jeszcze za łódzkiej prezydentury Jerzego Kropiwnickiego) zostałem zaproszony jako dziennikarz chicagowskiego „Kuriera Codziennego” na konferencję prasową w warszawskiej „Zachęcie”.

 

Konferencja związana była z rocznicą likwidacji Litzmannstadt-Getto.

 

Na konferencję pojechałem w towarzystwie osoby ocalałej z polskiego getta w Litzmannstadt Getto (nazwisko i adres znane redakcji).

 

Konferencję prowadzili na zmianę, Kropiwnicki, pracownica „Zachęty” i prezes łódzkiej gminy żydowskiej w stroju rytualnym.

 

Uprzednio, jeszcze w Krakowie, osoba towarzysząca mi przygotowała swoje wystąpienie o losach polskich dzieci w łódzkim getcie.

 

Gdy otrzymałem prawo głosu, po przedstawieniu się, z nazwą gazety włącznie którą reprezentowałem przeszedłem do zapowiedzi spraw związanych z martyrologią polskich dzieci w łódzkim getcie, jak i z informacją o przybyciu na konferencję osoby, która przeżyła likwidację polskiej części getta łódzkiego.

 

W tym momencie został mi wyłączony mikrofon, a osoba ze mną przybyła już nie została dopuszczona do głosu.

 

Kropiwnickiemu i rabinowi wydawało się, iż sprawa blisko dziesięciu tysięcy polskich dzieci zamęczonych w łódzkim getcie nie przedostanie się do wiadomości publicznej.

 

Złudne to nadzieje, o czym w części II tego tekstu.

 

Halina Grubowska (Chana Grynberg), członek stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu” i pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie przydziela emerytury Żydom ocalałym z Holocaustu.

 

Jako dziecko w roku 1941 utraciła matkę i trafiła wraz z ojcem do białostockiego getta. Osieroconym dzieckiem zaopiekowała się rodzina Leszczyńskich, mieszkająca w Surażu. Dzięki tej rodzinie pani Chana Grynberg przeżyła okres okupacji hitlerowskiej i ocalała. Jej ojciec, Leon Grynberg, uciekł w sierpniu 1943 r. z transportu do Treblinki i był przechowywany przez Michała i Jadwigę Skalskich, mieszkających w Białymstoku przy ul. Rzemieślniczej, gdzie ukrywało się ponadto kilkoro innych Żydów.

 

Z inicjatywy Haliny Grubowskiej, rodziny Skalskich i Leszczyńskich zostały po wojnie uhonorowane medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

 

W spotkaniu uczestniczył też Zbigniew Siwiński, członek stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu”, mieszkający na stałe w Białymstoku. Zaproszeni goście podzielili się z młodzieżą wspomnieniami.

 

Spotkanie prowadziła Ewa Rogalewska – kierownik Referatu Wystaw, Wydawnictw i Edukacji Historycznej OBEP. Spotkanie odbyło się w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Białymstoku, uczestniczyło w nim ok. 100 uczniów z pięciu szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych.

 

Tyle oficjalnie promocyjnego tekstu w Internecie na stronie Żydowskiego Instytutu Historycznego.

 

Halina Grubowska telefon bezpośredni (22) 827 18 43

 

e-mail: hgrubowska@jhi.pl

 

tel. (22) 827 92 21 wew. 130

 

Jak wyglądają kontakty petentów z tą pracownicą:

Przy wnioskach o rentę p. Grubowska wymienia dokumenty jakie należy przedłożyć:

 

Oświadczenia świadków, dokumenty potwierdzające pobyt w getcie, metryki urodzenia etc.

 

Niekiedy to nie wystarczy, p. Grubowska stwierdza za krótki pobyt w getcie, lub skąd wiadomo, czy to wszystko jest prawda ( metryki, zmiana nazwisk – okupacyjne – Kowalski – żydowskie Grynberg). Piętrzące się góry przed nieszczęsnym petentem, przeżywającym po latach następną traumę hitlerowską.

 

Często p. Grubowska żali się przed petentem, że w Żydowskim Instytucie Historycznym zarabia tylko 500 PLN miesięcznie, a gdy petent nie reaguje, wstaje i kończy urzędowanie.

 

Niekiedy odkłada słuchawkę, rozmowy telefoniczne rozpoczyna od „no”, gdy nie wie, lub nie chce wiedzieć. Kończy rozmowę bez do widzenia - przerywając połączenie.

 

Czasami petent słyszy, że nie jest „naszym człowiekiem”, czasem o jakości środowiska w którym przebywa, etc.

 

Co załatwia sprawę pozytywnie?

 

- kolesie,

-polecanki typu „załatw”

- polecanki „Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu”, wtedy bez konieczności jakichkolwiek dokumentów,

 

- być może reakcja petenta na niskie zarobki p. Grubowskiej, twierdzącej, iż 500 zł miesięcznie to za mało na starość

 

A kogo p. Chana Grynberg – Grubowska dyskwalifikuje?

 

Przede wszystkim „spolaczałych Żydów na aryjskich papierach” obracających się w t.zw. „środowiskach niechętnych - środowiskom chętnym tej pani”.

 

W tej sprawie zachodzi wiele pytań m.in.

 

kto i za co pobiera te odszkodowania?

 

Ile takich „rent” przyznała już p. Grubowska?

 

Kto ją kontroluje w Żydowskim Instytucie Historycznym?

 

Czy NIK kontrolował w tym zakresie Żydowski Instytut Historyczny?

 

Skąd pieniądze na odszkodowania, emerytury?:

 

Po wojnie Niemcy wypłaciły Izraelowi około 80 mld dol. wojennych odszkodowań, ale większość tych pieniędzy nie poszła na ocalonych, tylko na budowę państwa Izrael i armii w latach 50. i 60.

cdn.

 

 

 
PATRIOTYCZNY KRAKOWSKI PARK DRA HENRYKA JORDANA Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
16.07.2012.

PATRIOTYCZNY KRAKOWSKI PARK DRA HENRYKA JORDANA

 

Park Jordana – park w Krakowie, położony przy al. 3 Maja, w bezpośrednim sąsiedztwie Błoń, Miasteczka Studenckiego AGH i Stadionu Miejskiego.

 

W 1889 r. z inicjatywy dra Henryka Jordana stworzono park na terenie błoń czarnowiejskich w miejscu byłej wystawy rolniczo-przemysłowej zorganizowanej dwa lata wcześniej. Zagospodarowanie parku zlecono w połowie 1888 r. kierownikowi ogrodów miejskich – Bolesławowi Maleckiemu. Po uregulowaniu Rudawy, posadzeniu drzew i krzewów oraz ustawieniu drewnianych pawilonów, otwarto nowy krakowski park wraz z boiskami, przyrządami gimnastycznymi i placami do zabaw sportowych.

 

Na teren parku pierwotnie wchodzono przez mostek na Ciepłej Wodzie. Znajdowała się tam drewniana brama z napisem: Miejski Park Dra Jordana. Dalej stała mleczarnia Eweliny Dobrzyńskiej, gdzie odwiedzającym serwowano mleko, a za mleczarnią na podmurówce wznosił się długi pawilon gimnastyczny z obszerną halą i werandą. Ćwiczenia sportowe odbywano tam jedynie latem, natomiast zimą ćwiczono w cieplejszej sali przy klasztorze Franciszkanów. Wyróżniający się gimnastycy otrzymywali od Henryka Jordana książeczki oszczędnościowe z wkładem 5 guldenów. Naprzeciw pawilonu gimnastycznego, w altanowej rotundzie, koncertowała orkiestra. W małym drewnianym domku pomieszczono magazyn sprzętu sportowego i ogrodniczego. Na prawo od wejścia urządzono dla dzieci "labirynt" zwany "ślimakiem", składający się z poplątanych ścieżek. Dalej stał zbudowany z grubych bierwion domek dozorcy - ogrodnika, który o zmroku przed zamknięciem bramy obchodził park z ręcznym dzwonem, nawołując spacerowiczów do wyjścia.

 

Chcąc wyrazić swoją wdzięczność, za bezinteresowną pracę, rada miejska nadała kompleksowi imię profesora Jordana. Do roku 1914 w parku Jordana udało się umieścić 46 popiersi sławnych polskich poetów, uczonych, pisarzy i samego twórcy parku (wykonaną przez Jana Szczepkowskiego). Początkowo popiersia ustawiano wokół centralnego, zadrzewionego, kolistego placu w środku parku. Nieco dalej, w południowo-wschodniej części zieleńca, usytuowany był tylko pomnik Tadeusza Kościuszki, który stał na lewo od wejścia, na dnie osuszonego stawu. Popiersia kute były w marmurze tyrolskim z Lass, odpornym na krakowskie warunki atmosferyczne. Gotowe biusty umieszczano na wysokich czworobocznych cokołach. Pomniki zaczęto ustawiać na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX w., ale niektóre z nich wykonano już wcześniej. W roku 1900 było ich 31. Autorami popiersi byli m.in. rzeźbiarze:

 

Alfred Daun (zachowane pomniki jego dłuta, to popiersia - Jana Długosza, Stefana Czarnieckiego, Fryderyka Chopina, ks. Piotra Skargi, Jana Zamoyskiego i Tadeusza Kościuszki),

 

Michał Stefan Korpal, który wykonywał biusty wybitnych Polaków w l. 1897-1907 (jego autorstwa były pomniki: Zygmunta Krasińskiego, Artura Grottgera, Józefa L. Hauke-Bosaka, ks. Augustyna Kordeckiego, Jana Matejki, Tadeusza Rejtana, ks. Stanisława Staszica),

 

Aleksander Korpal, syn Michała Stefana, który pomagał ojcu w pracy i inni, mniej znani artyści.

 

Wykonane przez Szczepkowskiego duże popiersie Henryka Jordana zostało ustawione w parku w roku 1914. Pomnik umieszczono przy głównej alei, pośrodku klombu, na centralnym miejscu kolistego placu, w otoczeniu wcześniej powstałych popiersi sławnych Polaków. Monument składa się z masywnego cokołu o podstawie w formie półkoliście wygiętych ku przodowi stopni, na którym stoi czworoboczny postument z popiersiem. Całość obwiedziona jest szerokim, płaskim kamiennym krawężnikiem. Na frontowej ścianie postumentu widnieje napis: Henrykowi Jordanowi wdzięczni rodacy oraz daty urodzin i śmierci Doktora. Natomiast na tylnej ścianie postumentu umieszczono następujące słowa: Żeś o siły i zdrowie młodzieży serdecznie się troszczył nie szczędząc mienia i trudu, błogosławić Ci będą przyszłe pokolenia narodu.

 

Poniżej widnieje data MCMXIV i łacińska sentencja: Fortes Creantur Fortibus et Bonis (Z dzielnych rodzą się dzielni i zacni).

 

 

Obecnie na terenie parku stoją 43 popiersia (oraz dwa wolne cokoły, które zostaną wypełnione w przyszłości), w tym:

 

 W alei od strony ul. Reymonta:

 

 

     Mikołaja Kopernika

     Tadeusza Reytana

     Piotra Skargi

     Augustyna Kordeckiego

     hetmana Jana Tarnowskiego

     hetmana Konstantego Ostrogskiego

     gen. Józefa Hauke-Bosaka

     Zygmunta Krasińskiego

 

 

 

Na okrągłym skwerze w środku parku z pomnikiem Henryka Jordana pośrodku:

 

     Hugona Kołłątaja

     Stanisława Staszica

     Juliusza Słowackiego

     Adama Mickiewicza

     Jana Matejki

     Fryderyka Chopina

     Juliana Ursyna Niemcewicza

     Jana Kochanowskiego

     Joachima Lelewela

     Artura Grottgera

     gen. Kazimierza Pułaskiego

     hetmana Stanisława Żółkiewskiego

     Feliksa Konarskiego

     księcia Józefa Poniatowskiego

     hetmana Stefana Czarnieckiego

     Jana Długosza

 

   

   

 W alei łączącej się z centralnym skwerem:

 

     gen. Stanisława Maczka (odsłonięty 5 czerwca 2010)

    płk. Ryszarda Kuklińskiego (odsłonięty 11 listopada 2006)

     Zbigniewa Herberta (odsłonięty 29 października 2006)

     gen. Leopolda Okulickiego (odsłonięty 27 maja 2012)

     gen. Augusta Emila Fieldorfa (odsłonięty 11 listopada 2007)

     gen. Władysława Andersa (odsłonięty 18 maja 2007)

     rotm. Witolda Pileckiego (odsłonięty 25 maja 2008)

 

 

 

 W alei od strony Błoń (ul. 3 Maja):

 

    ks. Jerzego Popiełuszki (wykonany przez Stefana Dousę, odsłonięty 13 grudnia 2000)

     marsz. Józefa Piłsudskiego

     kard. Stefana Wyszyńskiego

     gen. Tadeusza Kościuszki

     Jana Pawła II (wykonany przez Stefana Dousę, odsłonięty 11 listopada 2000)

     Ignacego Paderewskiego (odsłonięty 11 listopada 2003)

     kard. Adama Stefana Sapiehy (odsłonięty 23 lipca 2001)

     Marii Skłodowskiej-Curie

 

 

 W alei będącej odgałęzieniem alei IV w kierunku wyjścia na tyły alei Mickiewicza:

 

     św. Maksymiliana Marii Kolbego (odsłonięty 30 sierpnia 2009)

     Karoliny Lanckorońskiej (odsłonięty 2 maja 2010)

     ks. Zdzisława Peszkowskiego (odsłonięty 17 września 2010)

     (pusty cokół z nazwiskiem Danuty Siedzikówny "Inki"; planowane odsłonięcie pomnika we

        wrześniu 2012)

    5. Andrzeja Małkowskiego (odsłonięty 27 sierpnia 2011).

 

 

Popiersia w alejach  są pomnikami z czasów jordanowskich, pozostałe popiersia z alej  są sukcesywnie tworzone od końca lat 90. XX w. w ramach projektu "słynni Polacy XX wieku". Wyjątkiem jest popiersie  Tadeusza Kościuszki, które mimo iż stoi pośród nowych pomników należy do starego kompletu.

Obecnie park zajmuje powierzchnię około 21,5 ha i mieści się pomiędzy ul. Reymonta, ul. Reymana i al. 3 Maja. Na terenie parku znajdują się: boisko do siatkówki, piłki nożnej i koszykówki, skate park, dwa place zabaw, mały stawek, górka do jazdy na sankach w zimie, muszla koncertowa i obiekt gastronomiczny. Park jest jednym z głównych miejsc spacerowych Krakowa. Dyrektorem Parku i równocześnie prezesem Towarzystwa Parku im. Dr Henryka Jordana jest Kazimierz Cholewa.

 

Wstęp do parku jest bezpłatny. Park jest otwarty od godziny 6 do 22.

 

Na stronie portalu niepoprawni.pl redakcja opublikowała oświadczenie:

 

 

Kombatanci LWP uwłaczają pamięci prezydenta Kaczyńskiego

portret użytkownika Redakcja

 

Publikujemy oświadczenie Jerzego Bukowskiego - rzecznika Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie w sprawie haniebnej działalności Władysława Walasa - Prezesa Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Tradycji Ludowego Wojska Polskiego im. gen. Zygmunta Berlinga.

 

Treść oświadczenia:

 

Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie

z wielkim smutkiem i zażenowaniem przyjmuje apel prezesa Krakowskiego

Oddziału Stowarzyszenia Tradycji Ludowego Wojska Polskiego im. gen.

Zygmunta Berlinga, kapitana w stanie spoczynku Władysława Walasa, do

prezydenta Krakowa profesora Jacka Majchrowskiego o wycofanie akceptacji

dla ustawienia popiersi Marii i Lecha Kaczyńskich w alei Wielkich Polaków

parku im. dr. Henryka Jordana oraz o odrzucenie pomysłu nazwania estakady

ronda Ofiar Katynia imieniem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Kombatanci LWP zdecydowanie protestują przeciw honorowaniu osoby, która

- wedle ich mniemania - niczym nie zasłużyła się dla Krakowa, a

„pełniąc funkcję Prezydenta RP spowodowała znaczne pogorszenie

stosunków naszego państwa z najważniejszymi naszymi sąsiadami - Rosją

i Niemcami”. Uważają również, iż „były Prezydent L. Kaczyński

ponosi znaczną współodpowiedzialność za katastrofę Smoleńską i

niedopuszczalnym jest robienie go przedwcześnie bohaterem - kiedy fakty

mówią inaczej”.

 

Doskonale rozumiem, że stowarzyszenie, które obrało sobie za patrona

komunistycznego zdrajcę musi występować przeciwko wszelkim formom

czczenia pamięci osób zasłużonych dla idei niepodległości Polski, ale

pragniemy przypomnieć kpt. Walasowi, że śp. Lech Kaczyński nigdy nie

czynił różnic pomiędzy krwią przelaną w dobrej wierze za Ojczyznę

przez kombatantów podległych prawowitym władzom II Rzeczypospolitej na

Uchodźstwie oraz przez tych, których los rzucił do oddziałów

podległych Sowietom. Rozumiał bowiem doskonale, że dla wszystkich

spóźnionych nie z własnej winy do armii gen. Władysława Andersa

wstąpienie do dywizji im. Tadeusza Kościuszki było jedyną szansą na

wyrwanie się z sowieckiego piekła i podjęcie zbrojnej walki z niemieckim

okupantem, podobnie jak dla wielu żołnierzy Armii Krajowej z Kresów

zasilenie II Armii WP.

Członkowie Krakowskiego Oddziału STLWP najwidoczniej nie rozumieją

szlachetnych intencji śp. prezydenta Kaczyńskiego dotyczących ich

środowiska i chyba źle czują się w niepodległej Polsce, mentalnie

nadal pozostając w epoce PRL, czego najlepszym dowodem jest ich kuriozalny

list do prezydenta Krakowa. Czy od ludzi, dla których bohaterem jest

prowadzący wedle sowieckiego rozkazu swoich podwładnych na rzeź pod

Lenino gen. Berling można jednak spodziewać się innej postawy?

rzecznik POKiN

 

dr Jerzy Bukowski hm

 

Publikując na stronie niepoprawni.pl oraz jako korespondent zagraniczny (USA) akredytowany w Polsce, nie tylko ze zdumieniem, ale również z oburzeniem przeczytałem apel prezesa Krakowskiego

Oddziału Stowarzyszenia Tradycji Ludowego Wojska Polskiego im. gen.Zygmunta Berlinga, kapitana w stanie spoczynku niejakiego Władysława Walasa.

 

Chciałem przybliżyć dla siebie postać tego kapitana berlingowców Władysława Walasa, ale nie znalazłem o nim ani słowa. Nie wiem więc do kogo mam się ustosunkować. W takiej sytuacji jedynie do Panów (Pań) Oddziału Stowarzyszenia Tradycji Ludowego Wojska Polskiego im. gen.

Zygmunta Berlinga.

 

Czy zarejestrowanej w sądzie jako stowarzyszenie? Pisząc apele, protesty, etc.  berlingowcy mają zawsze obowiązek podania numer rejestru sądowego. W tej sytuacji ich apel nie posiada podstawy (legitymacji) prawnej.

 

Nie znany mi jest jakiś kapitan w stanie spoczynku Władysław Walas, natomiast znana mi jest postać niechlubnej pamięci enkawudzisty Zbigniewa Berlinga patrona „tradycji ludowego Wojska Polskiego”.

 

Zbigniew Berling do 1939 roku zawodowy oficer Wojska Polskiego, później współpracownik NKWD i działacz prokomunistyczny, zdegradowany i skazany na śmierć za zdradę, mianowany przez Stalina dowódcą polskich jednostek przy Armii Czerwonej, wysoki urzędnik państwowy w PRL, prawnik.

 

Po wrześniu 1939 roku znalazł się na obszarach zajętych przez Armię Czerwoną. Na początku listopada 1939 roku został aresztowany przez NKWD. W obozie jenieckim w Starobielsku został zwerbowany do współpracy z NKWD. Czynnie włączył się w sowieckie działania propagandowe, przekonując do wizji odbudowy Polski jako republiki integralnie włączonej do ZSRR. Skierowany wraz z grupą oficerów deklarujących chęć wspierania Sowietów do willi NKWD w Małachówce pod Moskwą, pomagał w weryfikacji ich prawdziwego stosunku do Rosji. Był współautorem wiernopoddańczej deklaracji hołdu i lojalności, skierowanej do Stalina w marcu 1941 roku.

 

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej zadeklarował chęć służenia w Armii Czerwonej. Jednak po wznowieniu stosunków dyplomatycznych ZSRR z Polską otrzymał od NKWD polecenie zgłoszenia się do jednostek Wojska Polskiego, tworzonych pod dowództwem gen. Władysława Andersa. W tym czasie wciąż podtrzymywał tajną współpracę z wyznaczonymi oficerami NKWD.

 

Zdezerterował z Wojska Polskiego wraz z dwoma innymi oficerami podczas ewakuacji do Iranu. 20 kwietnia 1943 roku rozkazem personalnym nr 36 gen. Władysława Andersa wszyscy trzej zostali zdegradowani i formalnie wydaleni z wojska. 26 lipca 1943 roku odbyła się rozprawa Sądu Polowego przeciw Berlingowi i towarzyszom. Wyrok nie tylko potwierdził wydalenie z wojska, ale jednocześnie zaocznie skazywał ich na karę śmierci za zdradę oraz utratę praw publicznych na zawsze. Jak stwierdzono, „przy wymiarze kary Sąd wziął pod uwagę, że oskarżeni zbiegli z szeregów Armii Polskiej, zdaniem Sądu po to by wstąpić do Armii Sowieckiej, a więc do służby państwa, którego jednym z celów politycznych jest pozbawienie bytu niepodległego Państwa Polskiego przez wcielenie jego ziem do ZSSR i dlatego skazał oskarżonych na karę śmierci”.

 

Stalin wyznaczył go na dowódcę tworzonej w ramach sowieckich sił zbrojnych 1 Polskiej Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki a potem I Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. Mianował Berlinga pułkownikiem, a następnie generał-majorem.

 

Berling nie ukrywał rozległych ambicji politycznych, ukierunkowanych na objęcie władzy w kraju po jego zajęciu przez Armię Czerwoną. W rozkazie do żołnierzy z 11 października 1943 roku wprost mówił: „Stworzymy tymczasową władzę i zapewnimy jej swobodę pracy”. Był pospołu z Wandą Wasilewską członkiem ścisłych władz utworzonego na polecenie Stalina Związku Patriotów Polskich.

 

Szeregi polskich jednostek zasilili głównie Polacy – więźniowie łagrów, którzy nie zdołali na skutek utrudnień ze strony władz sowieckich lub innych okoliczności dotrzeć do armii gen. Andersa. W formowanym wojsku widzieli jedyną drogę powrotu do Ojczyzny. Zwyczajni żołnierze, idąc na zachód u boku Armii Czerwonej, nie mieli wpływu na to, w jaki sposób ich jednostki będą wykorzystywane w polityce Stalina wobec Polski. Berling był w pełni odpowiedzialny za stworzenie systemu indoktrynacji politycznej w jednostkach oraz wyroki – także za nieprawomyślne poglądy – sądów polowych.

 

Energicznie realizował polecenia i rozkazy Moskwy, wymierzone w konstytucyjne władze Rzeczypospolitej i w struktury polskiego państwa podziemnego. Mimo że dywizja, złożona w przeważającej mierze z cywilów i wycieńczonych niewolniczą pracą więźniów, nie mogła osiągnąć w tak krótkim czasie gotowości bojowej, ze względów propagandowych już w sierpniu 1943 roku Berling i Wasilewska postulowali wysłanie żołnierzy na front. Mimo wciąż nieukończonego szkolenia, w dniach 12–13 października 1943 roku pod Lenino na Białorusi słabo przygotowana i pozbawiona odpowiedniego wsparcia artylerii dywizja, także na skutek błędów dowództwa, poniosła ciężkie straty.

 

W marcu 1944 r. Berling został mianowany przez Stalina dowódcą polskiej I Armii. Bezwzględnie egzekwował wśród swoich podkomendnych obowiązek politycznej wierności Sowietom. Pod jego bokiem wykonano liczne wyroki śmierci na dezerterach i „politycznie niedostosowanych” żołnierzach, w tym także związanych z podziemiem niepodległościowym.

 

We wrześniu 1944 r. podległe Berlingowi jednostki I Armii podjęły nieudaną i okupioną licznymi ofiarami próbę forsowania Wisły w Warszawie. Znaczna część szeregowych żołnierzy uczestniczyła w operacji w przekonaniu, że ma ona na celu pomoc Powstaniu Warszawskiemu. W rzeczywistości była to operacja przeprowadzona ograniczonymi siłami z rozkazu sowieckiego dowództwa tego odcinka frontu, ukierunkowana tylko i wyłącznie na uchwycenie przyczółków na ograniczonym obszarze lewego brzegu Wisły. Wbrew legendom nie było to samowolne działanie Berlinga w celu pomocy powstańcom. Nie jest także prawdą, że został „ukarany” odsunięciem od dowodzenia polskimi jednostkami. Decyzja Stalina o powierzeniu Michałowi Żymierskiemu funkcji „Naczelnego Dowódcy Wojska Polskiego”, do której aspirował Berling, została podjęta i wprowadzona w życie już w lipcu 1944 r., czyli przed wybuchem walk w stolicy. Berling został wówczas jedynie jego zastępcą i dowódcą I Armii WP. Podobnie został jedynie zastępcą Żymierskiego jako kierownika resortu obrony narodowej w marionetkowym PKWN. Utracił zaufanie Stalina najprawdopodobniej na skutek nadmiernych ambicji politycznych. Przydzielono mu mandat fasadowej „Krajowej Rady Narodowej”, ale został pozbawiony możliwości odegrania pierwszoplanowej roli w budowanych strukturach komunistycznej władzy.

 

Od jesieni 1944 roku Berling w mundurze sowieckiego generała przez trzy lata uczęszczał na studia w Akademii Wojennej w Moskwie.

 

Do Polski powrócił w 1947 roku. Pełnił nie pierwszoplanowe ale wciąż wysokie stanowiska w wojsku i w państwie komunistycznym. W okresie dojrzałego stalinizmu (1948–1953) był m.in. organizatorem i komendantem Akademii Sztabu Generalnego. W 1953 roku i w latach następnych był podsekretarzem stanu i wiceministrem w różnych resortach. Od 1963 roku był oficjalnie członkiem PZPR.

Zmarł w Warszawie w 1980 roku.

 

©2000-2012 Instytut Pamięci Narodowej.

 

W pierwszej kolejności członkowie Oddziału Stowarzyszenia Tradycji Ludowego Wojska Polskiego im. gen. Zygmunta Berlinga powinni zastanowić się pod jakim sztandarem służą jako kombatanci i wtedy dopiero ferować swoje wyroki na upamiętnienie popiersiem w patriotycznym Parku Dra Henryka Jordana  prezydenta Rzeczypospolitej  prof Lecha Kaczyńskiego. Służba pod sztandarem enkawudzisty i zbrodniarza komunistycznego godna jest potępienia nas Polaków będących na służbie Orła i Białoczerwonej. Wy „Stowarzyszenie Tradycji Ludowego Wojska Polskiego im. gen Zbigniewa Berlinga” służycie czerwonemu sztandarowi z bolszewicką gwiazdą, sierpem i młotem którymi mordował Wasz patron Zbigniew Berling.

Warto się również zastanowić, czy niezawisły sąd Rzeczypospolitej może niezgodnie z Konstytucją rejestrować stowarzyszenia działające pod imieniami komunistycznych,  czy faszystowskich przywódców. Np. Stowarzyszenie im. Bolesława Bieruta, czy Wandy Wasilewskiej, współpracownicy gen. Zbigniewa Berlinga w Związku Patriotów Polskich.

Panu kapitanowi w stanie spoczynku Władysławowi Walasowi odpowiem wierszem Jana Sztaudyngera:

 

 Ekscelencjo, pozwolisz

Że ci zejdziem z drogi.

Tak do gówna przy drodze

Powiedziały nogi”.

 

Aleksander Szumański

 

 

 

 

 

   

 

 

 
ILU ŻYDÓW ZAMORDOWALI POLACY? CZ.II Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
15.07.2012.

 ILU ŻYDÓW ZAMORDOWALI POLACY?

CAŁA ALINA Z CAŁYM ŻYDOWSKIM INSTYTUTEM HISTORYCZNYM Z CHANĄ GRYNBERG W TLE

Żydowski Instytut Historyczny podlega Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Utrzymywany jest przez ministerstwo z  kilkumilionową dotacją z kieszeni podatnika polskiego

 

Główne cele edukacyjne Żydowskiego Instytutu Historycznego, jak zapowiada, to przede wszystkim prezentacja wspólnego dziedzictwa judaizmu i chrześcijaństwa, dezawuacja mitów i stereotypów, zapoznawanie z kulturowym dziedzictwem Żydów polskich, ukazywanie wspólnych wątków historii Żydów i Polaków, analizowanie genezy i przejawów antysemityzmu jako aktualnego problemu społecznego w Polsce oraz metodyka nauczania o wyżej wymienionej tematyce.

 

Instytut gromadzi potężne archiwa. Archiwum Instytutu jest jednym z najbogatszych zasobów źródłowych do badań historii Żydów w Polsce. W swoich zbiorach posiada dokumentację organizacji, takich jak:

 

Centralny Komitet Żydów Polskich, Joint, Hebrajskie Stowarzyszenie Pomocy Imigrantom HIAS czy Towarzystwo Propagowania Pracy wśród Żydów, prace studentów szkół wyższych i seminariów rabinackich dotyczące historii, filozofii i religioznawstwa, dokumenty gmin żydowskich, a także dokumenty dotyczące II wojny światowej:

 

podziemne Archiwum Getta Warszawskiego, tzw. Archiwum Ringelbluma (wpisane na listę zabytków piśmiennictwa światowego UNESCO "Pamięć Świata"), pamiętniki pisane w obozach koncentracyjnych i gettach, akta Judenratów, relacje osób, które przeżyły Holokaust, prasę konspiracyjną oraz inne.

 

Przy Judenratach warto się chwilę zatrzymać:

 

Rozkaz do tworzenia Judenratów wydał szef RSHA (jednej z komórek SS) Reinhard Heydrich dnia 21 września 1939 r. Nakazywał on tworzenie "Rad Starszych", które miały składać się z osób wpływowych w miejscowej społeczności, co miało być gwarantem sprawnie wykonywanych poleceń oraz jednocześnie prowadzić do skompromitowania tych osób w oczach owej społeczności żydowskiej.

 

Dnia 18 listopada 1939 roku Hans Frank sprawujący władzę w Generalnym Gubernatorstwie wydał zarządzenie ustanawiające ustrój i funkcję rady. W miejscowościach mniejszych Judenrat składał się z 12 członków, zaś w miastach powyżej 10 tys. mieszkańców musiał on liczyć 24 lub więcej osób.

 

Zwierzchnictwo nad Judenratem, sprawowały niemieckie władze administracyjne i zasadnicze decyzje dotyczące życia w gettach podejmowali wyłącznie Niemcy, zaś kompetencje Judenratów ograniczały się do wykonywania poleceń okupanta i zadań administracyjnych (zaopatrzenie w żywność, ewidencja ludności, służba zdrowia, pochówki).

 

Ponadto Judenraty zobowiązane były do dostarczania robotników, organizowania wysyłki ludzi do obozów pracy, zbierania i przekazywania kontrybucji. W późniejszym okresie były zmuszone do współpracy przy organizowaniu deportacji do obozów zagłady. W ramach współpracy z władzami niemieckimi, Judenraty w wielu wypadkach zbierały i przekazywały informacje o miejscach pobytu zdemobilizowanych żołnierzy i innych poszukiwanych przez Niemców członków inteligencji, nauczycieli, kadry naukowej ośrodków uniwersyteckich, byłych policjantów i innych. Judenratom częściowo podlegały jednostki policyjne wewnątrz getta, pozbawione jednak prawa posiadania i używania broni; wykorzystywano je do rekwizycji, łapanek, eskortowania przesiedleńców oraz w akcjach deportacyjnych.

 

Niemcy wykorzystywali je jednak skrupulatnie do własnych celów. Wielu członkom Judenratów jak np. Chaimowi Rumkowskiemu zarzucano nadgorliwą kolaborację z nazistami.

 

Istniał udział  Judenratów w zagładzie Żydów.

 

Jedna z najsłynniejszych żydowskich myślicielek XX wieku Hannah Arendt w 1963 roku wystąpiła w książce „Eichmann w Jerozolimie” z dramatycznym oskarżeniem przeciw Judenratom.

 

Stwierdziła, że bez ich udziału w rejestracji Żydów, koncentracji ich w gettach, a potem aktywnej pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów ponieważ Niemcy mieliby więcej kłopotów z ich spisaniem i wyszukiwaniem.

 

W okupowanej Europie naziści zlecali funkcjonariuszom żydowskim sporządzenie imiennych wykazów wraz z informacjami o majątku. Zapewniali oni także pomoc żydowskiej policji w chwytaniu i ładowaniu Żydów do pociągów transportujących do obozów koncentracyjnych, działając przez żydowska policję – groźną, nie posiadającą wprawdzie broni palnej, ale niejednokrotnie zabijającą Żydów pałowaniem.

 

W swojej książce Arendt napisała: "Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii."

 

Zniesławiająca nas propaganda stosuje różne instrumenty. Jednym jest polityczna pornografia typu Jerzego Kosińskiego, Anny Bikont, Jana Tomasza Grossa, Aliny Całej - obecnej pracownicy naukowej Żydowskiego Instytutu Historycznego i wielu innych; a także jej wzmacniacze, jak książka Jean-Yves Potela La Fin de l’innocence: la Pologne face à son passé juif, Paryż 2008 (przekład polski „Koniec niewinności: Polska wobec swojej żydowskiej przeszłości”, Kraków 2010). Drugim instrumentem jest fałszowanie obrazu II wojny światowej na potrzeby tejże propagandy. Trzecim są fikcyjne liczby i sfingowane wyliczenia, które tamtym służą za pudło rezonansowe i porękę całe te 120 tys. Żydów, których mieli zamordować Polacy, przypisując ten mord ryczałtem Polakom i pod firmą Żydowskiego Instytutu Historycznego,  puszczając tę liczbę w świat.

 

Żydowski Instytut Historyczny nigdy nie upublicznił swoich archiwów, w których zapis nie stanowi tajnego, w tym kompromitacji Judenratów współpracujących z okupantem hitlerowskim, za to z niebywałą lekkością pastwi się nad narodem polskim wyliczając mu ponure zbrodnie mordowania Żydów w niebagatelnej ilości – 120 tysięcy pomordowanych (Paweł Śpiewak – dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego) do 3 milionów (dr Alina Cała pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Naukowego).

 

Poza oczernianiem narodu polskiego, pracą archiwalną, naukowo – dydaktyczną, czym się jeszcze zajmuje Żydowski Instytut Historyczny?

 

Zajmuje się przydzielaniem rent, emerytur, czy też odszkodowań dla Żydów, którzy uniknęli Shoah ( wynoszących w  Polsce 800 euro w stosunku kwartalnym). Kryteria przyznania? Nie istnieją!!! Dla znajomków i znajomych znajomków natychmiast!!! Dla innych? Powolutku. 

 

Oficjalnie:

 

Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie jest jednym z najbogatszych zasobów źródłowych do badań historii Żydów w Polsce. Dokumentacja Zagłady stanowi ich najważniejszą część. W Archiwum prowadzona jest dokumentacja ofiar Holokaustu: wydawanie zaświadczeń oraz konsultacje wniosków o odznaczenie tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata (kwestionariusz można otrzymać w ŻIH).

 

W archiwum znajdują się m.in.:

 

Zbiór dokumentów osobowych dotyczących odznaczania tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Dokumenty, pogrupowane w teczkach osobowych zawierające szczegółowe relacje, dotyczą poszczególnych historii ratowania. Znajdują się w dwóch zbiorach archiwum o sygnaturach 349 i 301.

 

Zbiór relacji Ocalałych z Zagłady (ok. 7200 protokołów; zdigitalizowane relacje 1-4000 ukazały się w formie książkowej [tomy I-IV], mają też inwentarz elektroniczny, indeks osobowy i geograficzny)

 

Zbiór pamiętników Żydów Ocalałych z Zagłady (320 sztuk)

 

Dokumenty Centralnego Komitetu Żydów w Polsce, 1944-1950; m.in. dokumenty Wydziału Ewidencji i Statystyk – należą tu np. karty rejestracyjne Żydów Ocalałych z Zagłady, 1945-1951 Wydział Emigracyjny; Wydział Oświaty – należą tu np. karty dzieci żydowskich zarejestrowanych po wojnie przez ich rodziców lub rodziców przyszywanych oraz przez opiekunów wojennych.

 

Kontakt do Działu Dokumentacji Ofiar Holokaustu

 

Halina Grubowska  telefon bezpośredni (22) 827 18 43

 

e-mail: hgrubowska@jhi.pl

 

tel. (22) 827 92 21 wew. 130

 

Tak siebie opisuje w tekstach Żydowskiego Instytutu Historycznego:

 

Halina Grubowska (Chana Grynberg), członek stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu” i pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Jako dziecko w roku 1941 utraciła matkę i trafiła wraz z ojcem do białostockiego getta. Osieroconym dzieckiem zaopiekowała się rodzina Leszczyńskich, mieszkająca w Surażu. Dzięki tej rodzinie pani Halina przeżyła okres okupacji hitlerowskiej i ocalała. Jej ojciec, Leon Grynberg, uciekł w sierpniu 1943 r. z transportu do Treblinki i był przechowywany przez Michała i Jadwigę Skalskich, mieszkających w Białymstoku przy ul. Rzemieślniczej, gdzie ukrywało się ponadto kilkoro innych Żydów. Z inicjatywy Haliny Grubowskiej rodziny Skalskich i Leszczyńskich zostały po wojnie uhonorowane medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. W spotkaniu uczestniczył też Zbigniew Siwiński, członek stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu”, mieszkający na stałe w Białymstoku. Zaproszeni goście podzielili się z młodzieżą wspomnieniami. Spotkanie prowadziła Ewa Rogalewska – kierownik Referatu Wystaw, Wydawnictw i Edukacji Historycznej OBEP. Spotkanie odbyło się w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Białymstoku, uczestniczyło w nim ok. 100 uczniów z pięciu szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych.

 

Jak wyglądają kontakty petentów z tą pracownicą:

 

Przy wnioskach o rentę p. Grubowska wymienia dokumenty jakie należy przedłożyć:

 

Oświadczenia świadków, dokumenty potwierdzające pobyt w getcie, metryki urodzenia etc.

Niekiedy to nie wystarczy, p. Grubowska stwierdza za krótki pobyt w getcie, lub skąd wiadomo, czy to wszystko jest prawda ( metryki, zmiana nazwisk – okupacyjne – Kowalski – żydowskie Grynberg). Piętrzące się góry przed nieszczęsnym petentem, przeżywającym po latach następną traumę hitlerowską. Często p. Grubowska żali się przed petentem, że w Żydowskim Instytucie Historycznym zarabia tylko 500 PLN miesięcznie, a gdy petent nie reaguje, wstaje i kończy urzędowanie. Niekiedy odkłada słuchawkę, rozmowy telefoniczne rozpoczyna „no”, gdy nie wie, lub nie chce wiedzieć kończy rozmowę bez do widzenia  - przerywając połączenie. Czasami petent słyszy, że nie jest „naszym człowiekiem”, czasem o środowisku w którym przebywa etc.

 

Co załatwia sprawę pozytywnie?

- kolesie,

-polecanki typu „załatw”

- polecanki „Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu”, wtedy bez konieczności jakichkolwiek dokumentów,

- być może reakcja petenta na niskie zarobki p. Grubowskiej.

A kogo p. Chana Grynberg –Grubowska dyskwalifikuje?

 Przede wszystkim „spolaczałych Żydów na aryjskich papierach” obracających się w t.zw. „środowiskach niechętnych środowiskom chętnym tej pani”.

 

 

 

W tej sprawie zachodzi wiele pytań m.in.

 

kto i za co pobiera te odszkodowania?

Ile takich „rent” przyznała już p. Grubowska?

Kto ją kontroluje w Żydowskim Instytucie Historycznym?

Czy NIK kontrolował w tym zakresie Żydowski Instytut Historyczny.

 

Skąd pieniądze na odszkodowania?:

 

Po wojnie Niemcy wypłaciły Izraelowi około 80 mld dol. wojennych odszkodowań, ale większość tych pieniędzy nie poszła na ocalonych, tylko na budowę państwa i armii w latach 50. i 60.

 

 

Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie ma od 3.10.2011 nowego dyrektora: z nominacji ministra kultury został nim Paweł Śpiewak. Z tej okazji dziennik „Rzeczpospolita” (26-27.11.2011) zrobił z nim wywiad, którego głównym akcentem jest pewna liczba. Nowy dyrektor, powołując się na książkę o stosunku polskich chłopów do Żydów wydaną przez Barbarę Engelking, oznajmił tam: „z tych badań wynika, że z rąk Polaków zginęło w czasie wojny 120 tys. Żydów”. Dalej zaś powołuje się już na tę liczbę jak na ustaloną („skoro historycy wyliczyli, że było 120 tys. ofiar żydowskich …”) i wzywa Polaków do „prawdziwej refleksji” nad nią.

(Wezwanie Śpiewaka jest w konsonansie z wypowiedzią prezydenta Komorowskiego, który 1 listopada na spotkaniu z naczelnymi rabinami Europy zapewniał ich solennie swą nieporadną polszczyzną, że budowane przez Polskę w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich „ma stać się pełnym krytycznej refleksji miejscem o polsko-żydowskich relacjach”, jak podaje onet.pl za PAP-em).

Liczba „120 tys.” jest nowa. Rok temu Gross wymieniał „200 tys.”, z czego się potem wycofał do „kilkudziesięciu tysięcy”; a teraz znowu zwyżka. Skąd Śpiewak tę liczbę ma? Wziął ją z centralnej wytwórni antypolskich oszczerstw, jaką jest Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Polskiej Akademii Nauk, czynne od ośmiu lat. Kieruje nim Barbara Engelking-Boni, psycholożka i żona ministra Michała Boniego. Centrum stosuje różne chwyty politycznego marketingu, a jednym z nich jest żonglerka sfingowanymi liczbami. Rzuca się taką liczbę na próbę i patrzy, co będzie: gdy trafia na opór, to się cofamy i znów patrzymy; gdy zaś oporu już nie ma, idziemy naprzód.

 

 

Alina Cała urodzona w 1953 roku narodowości polskiej, sygnatura teczki IPN BU 001134/3443 

historyk, pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego zajmująca się historią stosunków polsko-żydowskich w XIX i XX w., w tym dziejami antysemityzmu, stereotypami narodowościowymi, ruchami ideologicznymi wśród Żydów i historią Żydów po 1945 roku. Córka Krystyny Kulpińskiej-Całej.                                                                                                                   

 

Alina Cała „zasłynęla” oszczerczym wobec Polski i Polaków wywiadem opublikowanym na łamach dziennika „Rzeczpospolita”, który koszer-media rozdmuchały na cały świat. My Polacy, według Całej, jesteśmy współodpowiedzialni za Holokaust, jako mordercy trzech milionów Żydów.

 

Alina Cała jest pracownikiem Żydowskiego Instytutu Historycznego, który z polskiego, czyli naszego budżetu, dostaje 4 miliony złotych.

 

Za taką kasę utrzymywanych jest w nim wiele ciepłych posadek, jak np. Haliny Grubowskiej  (Chany Grynberg), która nie żenując się swoją niewiedzą w czasie rozmowy z klientami odkłada słuchawkę. Równocześnie żali się przed petentami, iż otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 500,00 PLN.

 

Mnie w publikacji, nadrzędnie  interesuje jednak to, jakim sposobem Cała obroniła pracę doktorską, skoro kilkanaście miesięcy wcześniej decyzją Rady Naukowej Instytutu Historii PAN została skreślona z listy słuchaczy studium doktoranckiego za brak postępów w pracy naukowej, co w istocie  wynika z akt IPN-u.

 

 A skoro jednak tytuł doktora otrzymała, to musiał  to być wielki szwindel. Będziemy ( Lustratorzy) więc sprawę nadal drążyć, a póki co publikujemy zawartość jej IPN-owskiej teczki.

 

 

Warszawa, dnia 7.04.1978 r.

 

Tajne spec. znaczenia

 

WNIOSEK

 

o opracowanie kandydata na tajnego współpracownika

 

1. Po przeanalizowaniu materiałów operacyjnych postanowiłem opracować kandydata na t. w. ob. CAŁA Alina c. Czesława i Krystyny Kulpińskiej ur. 19.05.1953 r. Warszawa, zam. Warszawa ul. Krasińskiego 18 m 81.

 

2. Uzasadnienie wytypowania kandydata na t. w.

 

W/wymieniona posiada bezpośrednie dotarcie do szeregu osób związanych ze środowiskiem „Graczy" a m.in. do figuranta prowadzonej sprawy W. Onyszkiewicza. Jest też doktorantką w ochranianym operacyjnie obiekcie - Instytucie Historii PAN. Posiada szerokie możliwości operacyjne i w wypadku pozyskania może być cennym źródłem informacji.

 

 

3. Sposób opracowania

 

Rozpoznanie osoby kandydatki realizowane będzie przez osobowe źródło informacyjne posiadające do niej bezpośrednie dotarcie. Przy opracowaniu zostaną zastosowane też środki techniki operacyjnej. Zostaną wykorzystane też przy opracowaniu kandydatki źródła informacji w jej miejscu pracy. Wszechstronnemu rozpoznaniu także zostanie poddana rodzina kandydatki.

 

Bolesta

 

nazwisko i podopis

 

pracownika operacyjnego

 

4. Uwagi i opis zatwierdzającego

 

Zgadzam się na opracowanie.

 

Proszę opracować plan.

 

 

 

Warszawa, dn. 30.03.1979

 

Tajne

 

Egz. poj.

 

Notatka służbowa

 

Sporządzona na podstawie akt paszportowych nr EAWA 257413 dot.

 

CAŁA Alina Magdalena c. Czesława i Krystyny Kulpińskiej, ur. 19.05.1953 r. w Warszawie, narodowość i obywatelstwo polskie, panna, wykształcenie wyższe, historyk-etnograf, bezpartyjna, doktorantka w Instytucie Historii PAN, zam. Warszawa ul. Krasińskiego 18 m. 81. nr dow. os. SI 7212118 KSMO Warszawa

 

Rysopis

 

Wzrost - 158 cm, oczy - niebieskie, włosy - blond

 

Wyjazdy zagraniczne

 

Włochy 1967 r., 1968 r., 1978 r., Bułgaria 1973 r.

 

Obecny wyjazd na zaproszenie CAMPITELLI Giowanna Alberta ur. 15.03.1951 r. zam. Pizzo, s. Giovanni Laterano 40, 00 184 Roma, zatrudniona jako nauczycielka w Rzymie

 

Rodzina

 

Ojciec - Cała Czesław ur. 14.09.1920 r. zam. Warszawa ul. Krasińskiego 18 m. 81 zatr. W MNSWiT jako v-ce dyrektor departamentu.

 

Matka - Krystyna Cała zd. Kulpińska. Ur. 11.06.1923 r.

 

(nie czytelne)

 

Powyższe dane z dn. 28.03.1978 r.

 

Grzegorz Bolesta

 

 

 

Tajne spec. znaczenia

 

UW

Ja sama nie brałam nigdy udziału w pracy przy drukowaniu z tego też względu moja osoba nie zawsze chętnie była widziana w w/w opisywanym okresie. Nie znam przyczyn dlaczego przerwano drukowanie w mieszkaniu Regulskiej. Przypuszczam, że było zaniepokojenie zbyt długim drukowaniem „Robotnika" w jednym punkcie. Sądzę też, że było to sterowane odgórnie, jako że równolegle /jak słyszałam od Witolda Łuczywo/ zaczęto drukowanie materiałów w innym mieszkaniu. Słyszałam, że prace te wykonują dziewczyny. Postaram się dyskretnie dowiedzieć gdzie się to odbywa.

 

 

 

Do Dyrektora Biblioteki

 

Narodowej

 

W Warszawie

 

Zwracam się z uprzejmą prośbą o poparcie mojego (nieczytelne) na IX Światowy Kongres Studiów Judaistycznych w Jerozolimie w sierpniu br. Zostałam zaproszona na ten Kongres przez Uniwersytet Hebrajski by wygłosić na nim referaty swój napisany przez prof. dr Z. Sokolewicz, która z powodów osobistych na Kongres nie może pojechać.

 

Zaznaczam, że mój wyjazd nie łączy się z żadnymi kosztownymi obciążeniami instytucji, w której pracuję. Zamierzam wyjechać w ramach urlopu wypoczynkowego, na własny koszt. Zwrócenie się Biblioteki do Ministerstwa Kultury w tej sprawie jest niezbędną formalnością umożliwiającą uzyskanie (nieczytelne).

 

Uniwersytet Warszawski jest bardzo zainteresowany wizytą w Kongresie - a byłabym jedną z nielicznych reprezentantką naszego kraju i jedyną, która wygłosić ma referat.

 

Alina Kusińska

 

 

 

BIBLIOTEKA NARODOWA

 

Warszawa, dn. 10.VI.1985 r.

 

00-979 Warszawa

 

Ul. Hankiewicza 1

 

Departament Bibliotek,

 

Domów Kultury i Działalności Społeczno-Kulturalnej

 

Ministerstwo Kultury i Sztuki

 

Krakowskie Przedmieście 15/17

 

Biblioteka Narodowa przesyła dokumentację dotyczącą starań dr Aliny Całej-Kusińskiej, pracownika Zakładu Czasopism Biblioteki Narodowej, o wyjazd do Izraela na koszt własny.

 

Dr Alina Cała-Kusińska została zaproszona przez Uniwersytet Hebraistyki do udziału oraz wygłoszenia referatu na IX Światowym Kongresie Studiów Judaistycznych w Jerozolimie.

 

Wyjazd popierany jest przez Prorektora Uniwersytetu Warszawskiego prof. dr hab. Jerzego Skowronka.

 

Poparcie przez Ministerstwo kultury i Sztuki tej sprawy ma ułatwić dr A. Całej-Kusińskiej uzyskanie paszportu prywatnego.

 

Zastępca Dyrektora

 

Biblioteki Narodowej

 

mgr Wanda Piusińska

 

 

 

Warszawa 1985.07.25

 

Tajne Specjalnego Znaczenia

 

Egz. Nr 1

 

WYCIĄG

 

z informacji „Górskiego" z dnia

 

23 lipca 1985 roku

 

... dr Alina CAŁA czyni usilne starania o wyjazd na IX Światowy Kongres Nauk Judaistycznych w Jerozolimie, który odbędzie się w dniach 4-12 sierpnia br. Składa dokumenty na wyjazd prywatny, lecz otrzymała odmowę z Biura Paszportów MSW. W czerwcu złożyła podanie do Ministerstwa Kultury i Sztuki prosząc o poparcie i wydanie paszportu służbowego na wyjazd do Izraela. Na kongresie w/w zamierza wygłosić referat pt. „Kwestia asymilacji Żydów w Królestwie Polskim 1864-1897". Bardzo jej na tym zależy, aby referat był wygłoszony na forum międzynarodowym. Wyjazd swój do Izraela uzasadnia tym, że specjalizuje się w problematyce mniejszości żydowskiej w Polsce. Wiąże z tym tematem dalszy rozwój kariery naukowej.

 

Wyjazd A. Cała do Izraela popiera dyrektor Zespołu w Urzędzie ds. Wyznań mgr Tadeusz DUSIK.

 

Organizatorzy Konferencji pokrywają jej wszystkie koszty pobytu oraz zrefundują wydatki za bilet lotniczy Warszawa-Bukareszt-Tel Awiw i z powrotem.

 

Za zgodność z oryginałem

 

ppłk Wł. Lucypera

 

Wykonano w 2 egz.

 

Egz. Nr 1 SUSW

 

Egz. Nr 2 a/a

 

Oprac. i Wyk.; Wł. K.

 

 

 

Warszawa, 16 czerwca 1987 r.

 

Tajne Spec. Znaczenia

 

Egz. Nr 1

 

Ministerstwo

 

Spraw Wewnętrznych

 

NACZELNIK

 

WYDZIAŁU III-2 SUSW

 

w Warszawie

 

Z posiadanych sprawdzonych informacji wynika, że dr Alina CAŁA w 1985 roku brała udział w Międzynarodowym Kongresie Nauk Judaistycznych w Izraelu. Podczas pobytu kontaktowała się z prof. Jakubem GOLDBERGIEM z Uniwersytetu w Jerozolimie. Przy jego pomocy otrzymała 6 miesięczne stypendium naukowo-badawcze i przebywała w Instytucie Żydowskim IVO w Nowym Jorku u dr. Lucjana Dobroszyckiego, emigranta z Łodzi. Z L. Dobroszyckim kontaktowała się w 1986 r. w Warszawie.

W dniach 20-21.05.br. odbyła się sesja naukowa na temat „Stosunki Polsko-Żydowskie" zorganizowana przez Uniwersytet Jagielloński i Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie. W sesji

brał udział m.in. prof. Jakub Goldberg. W dyskusji dr A. Cała oskarżyła naród polski o antysemityzm. Wystąpienie to spotkało się z krytyką niektórych uczestników sesji.

                   Zezwolenie na kopiowanie treści tylko i wyłącznie z podaniem źródła

                                                                  http://www.lustracja.net

 

 

 

Wywiad w „Rzeczpospolitej” przeprowadzony przez Piotra Zychowicza  z Aliną Całą:

 

                    „POLACY JAKO NARÓD NIE ZDALI EGZAMINU”

 

W pewnym sensie Polacy są odpowiedzialni za śmierć wszystkich 3 milionów Żydów – obywateli II RP – mówi historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego Alina Cała.

 

Rz: Czy Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust?

 

Alina Cała: W pewnym stopniu tak. Przyczyną tego był przedwojenny antysemityzm, który nie przygotował ich moralnie do tego, co miało się dziać podczas Zagłady. Nośnikiem tego antysemityzmu były dwie instytucje. Ugrupowania tworzące obóz narodowy oraz Kościół katolicki. Ten ostatni mniej więcej od 1935 roku zaczął sprzyjać endecji. W efekcie wysokonakładowe pisma konfesyjne zaczęły głosić propagandę antysemicką. Choćby „Mały Dziennik” Kolbego(o. Maksymiliana Kolbe).

 

Rz: Od endeckiego ekonomicznego antysemityzmu czy kościelnego antyjudaizmu do ludobójczego rasizmu Adolfa Hitlera chyba jest daleka droga.

 

AC: Wcale nie taka daleka. Wszystkie rodzaje antysemickiego dyskursu w latach 30. zaczęły się zlewać. Antysemityzm ekonomiczny był uzasadniany rasizmem, a antyjudaizm katolicki stał się rasistowski, pochwalający politykę Hitlera. W programie Obozu Wielkiej Polski już w 1932 roku zawarto postulaty podobne do tych, które później się znalazły w ustawach norymberskich. Obóz Narodowo-Radykalny wysunął projekty masowych deportacji, połączonych z żądaniem, żeby to Żydzi sfinansowali swoje wygnanie. Właśnie to zrobili hitlerowcy.

 

Zagłada została sfinansowana z majątków zrabowanych Żydom. Oenerowcy i klerykalni antysemici domagali się tworzenia otoczonych murem gett. Ich życzenie spełnili okupanci.

 

Rz: Endecy nie postulowali zabijania ludzi.

 

AC: Ale inicjowali niektóre antyżydowskie rozruchy, zarówno w latach 1918 – 1920, jak i podczas fali ponad 100 pogromów w latach 1935 – 1937. W pogromach tych ginęli ludzie. Po rozpoczęciu okupacji doszło w Polsce do spontanicznych pogromów, takich jak wielkanocne rozruchy w Warszawie w 1940 roku, przygotowany przez organizację związaną z ONR Falanga Bolesława Piaseckiego.

 

Rz: A nie przez Niemców?

 

AC: Nie. Wydarzenie to jest związane z próbą kolaboracji podjętą wówczas przez grupę działaczy Falangi. Piasecki pozostał w cieniu, a jego rola nie jest do końca wyjaśniona.

 

Rz: Ci działacze Falangi zostali rozstrzelani w Palmirach.

 

AC: Zostali wykorzystani do mokrej roboty i usunięci. Chwalimy się, że byliśmy państwem bez Quislinga. Ale chętni byli, to Niemcy nie chcieli współpracy z Polakami.

 

Rz: Ale mówi pani, że to Niemcy wykorzystali Polaków do mokrej roboty.

 

AC: Ten pogrom odbył się oczywiście ze wsparciem logistycznym Niemców. Bojówkarze byli podwożeni ciężarówkami Wehrmachtu. Ale bez przedwojennego antysemityzmu do tego wydarzenia by nie doszło.

 

Rz: Jego skala była jednak niewielka. Kilka pobić czy nawet zabójstw to chyba za mało, żeby mówić o współudziale w Holokauście.

 

AC: Z moralnego punktu widzenia przemoc to przemoc. Ale przecież ta fala pogromów to nie wszystko. Spójrzmy na problem ratowania Żydów podczas Zagłady. Polak, który przed wojną był bombardowany kościelną i endecką agitacją antysemicką, musiał mieć rozterki, czy ratowanie Żydów jest moralne.

 

Rz: A może rozterki te brały się nie z czyjejś agitacji, tylko z powodu terroru okupanta. Kara śmierci dla całej rodziny za ukrywanie Żyda... Proszę się postawić w sytuacji matki, która ryzykuje życie dzieci dla obcego człowieka.

 

AC: Za ukrywanie polskiego patrioty, członka ruchu oporu, też groziła śmierć. A jednak łatwiej to było zorganizować i więcej ludzi się na to zdobywało. Bo tu nie było już żadnych moralnych rozterek. Poza tym niektórzy Polacy brali aktywny udział w Zagładzie. Choćby sprawa buntu w Sobiborze. Więźniowie, którym udało się przedrzeć do lasu, zostali wyłapani przez chłopów. W ogóle sołtysi w okupowanej Polsce mieli obowiązek denuncjowania wszystkich ukrywających się Żydów i partyzantów. Tych ostatnich jednak na ogół nie denuncjowano, a Żydów często. Jest bardzo niewiele przypadków, żeby cała wieś wzięła na siebie odpowiedzialność za ukrywającego się Żyda.

 

Rz: Być może ludzie po prostu obawiali się donosu.

 

AC: No, ale o czym świadczy ten lęk przed donosem sąsiada?

 

Rz: O tym, że niegodziwcy są w każdej społeczności.

 

 

Więc stawiam pytanie – ilu Żydów zabili Polacy, czy 3 miliony według Żydowskiego Instytutu Historycznego ( dr Alina Cała) czy 120 tysięcy według jego dyrektora (prof. Paweł Śpiewak), czy też „zaledwie” kilkanaście tysięcy ( Jan Tomasz Gross )  

 

Stawiam więc panu profesorowi Pawłowi Śpiewakowi publiczne pytanie:

 

Ilu Żydów w czasie okupacji niemieckiej w gettach w Polsce zabili Żydzi „Ordnerzy” obnoszący się w czapach hitlerowskich z żółtym otokiem „ułańskim” i pałami w brudnych grabach. Aby uchronić Polaków przed następnym profesorskim łgarstwem przytoczę fragment kim byli „odmani”:

 

Jüdischer Ordnungsdienst (dosł. Żydowska Służba Porządkowa, potocznie policja żydowska albo tzw. „odmani”) to w okresie II wojny światowej podległe częściowo Judenratom, kolaborujące z nazistowskimi Niemcami, żydowskie jednostki policyjne wewnątrz gett, obozów pracy oraz obozów koncentracyjnych. Wykorzystywano je do rekwizycji, łapanek, eskortowania przesiedleńców oraz akcji deportacyjnych.

 

Od grudnia 1940 pierwszym nadkomisarzem Żydowskiej Służby Porządkowej (SP) getta warszawskiego był Żyd Józef Andrzej Szeryński, który przeszedł na chrześcijaństwo i zmienił nazwisko z Szenkman, Szynkman bądź Szeinkman. Szeryński był znany ze swojego antysemityzmu i jest podawany w literaturze jako przykład "nienawidzącego siebie Żyda" (ang. Self-hating Jew).

 

Według historyka Raula Hilberga w getcie warszawskim służbę pełniło ok. 2500 żydowskich policjantów (komisarzem był Józef Andrzej Szeryński, a przejściowo Jakub Lejkin), w getcie łódzkim było 1200 osób, a w getcie lwowskim - 500 policjantów z Ordnungsdienstu. Jednostki te, pozbawione prawa posiadania i używania broni palnej, uzbrojone jedynie w pałki, były umundurowane oraz oznaczone odpowiednimi opaskami.

 

Funkcjonariuszami byli zwykle młodzi ochotnicy, zajmujący się utrzymaniem porządku w getcie, choć uczestniczący także w patrolach po getcie prowadzonych przez niemieckich żołnierzy oraz wartach przy wejściach do dzielnicy żydowskiej. Szczególnie negatywnie wśród mieszkańców gett odbierano udział funkcjonariuszy w pacyfikacji dzielnicy oraz ich pomoc w organizacji wywozu ludzi do obozów zagłady. „Odmani” pałami (bez pomocy schutzpolizei) też mordowali swoich ziomków Żydów.

 

Ilu Żydów „odmani” zapałowali w getcie lwowskim?

 

Było kilkuset policjantów żydowskich, którzy ściśle współpracowali z niemiecką i ukraińską policją. Ich szef, Goliger, szczególny drań i pijak, został zamordowany we własnym łóżku przez Żydów wracających z władzą sowiecką. Był kahał, który dokładnie ściągał z Żydów kontrybucję, konfiskował im futra, biżuterię, dzieła sztuki, meble i wszystko to dostarczał Niemcom, co wcale nie uchroniło urzędników kahału od zagłady, a nawet od wieszania jego prezesów Parnasa i Rothfelda na balkonach budynku kahału przy ulicy Bernsteina we Lwowie.

 

Getto lwowskie (niem. Ghetto Lemberg; Lemberger geto) – getto dla ludności żydowskiej we Lwowie zorganizowane przez okupacyjne władze hitlerowskie w czasach II wojny światowej.

 

W chwili wkroczenia wojsk niemieckich do miasta w czerwcu 1941 we Lwowie mieszkało ok. 160 tys. Żydów. 14 lipca komendant wojskowy miasta wydał nakaz noszenia przez ludność żydowską białej opaski z błękitną gwiazdą Dawida. 22 lipca tego roku starosta miejski Hans Kujath ogłosił decyzję o powołaniu Judenratu – początkowo Niemcy chcieli powołać na to stanowisko profesora prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza Maurycego Allerhanda, jednak po jego odmowie funkcję tę objął Józef Parnas. W skład Rady Żydowskiej weszli oprócz Parnasa również adwokat Adolf Rotfeld (wiceprzewodniczący), Henryk Landsberg, Edmund Szercer i lekarz Izydor Ginsberg (stan na jesień 1941).

 

Właściwa historia getta lwowskiego zaczyna się 18 września 1941, gdy gubernator galicyjski Karl Lasch wydał decyzję o utworzeniu dzielnicy żydowskiej w północnej części miasta – na Zniesieniu (w innych źródłach pisze się o 7 września, 8 października lub 8 listopada). Do 15 grudnia 1941 ludność żydowska miała się przenieść do specjalnej dzielnicy - łącznie w jej granicach zgromadzono 136 tys. osób narodowości żydowskiej (wcześniej na terenie dzielnicy mieszkało 20-30 tys. lwowian). Podczas akcji przesiedleńczej zabito ok. 5 tys. Żydów.

 

W październiku 1941 władze niemieckie zamordowały przewodniczącego Judenratu Józefa Parnasa za odmowę współpracy w dostarczaniu ludności żydowskiej do obozów pracy. Na stanowisko przewodniczącego powołano dr. Awrama Rotfelda. W tym samym miesiącu przy ul. Janowskiej utworzono obóz pracy.

 

W pierwszym roku władze niemieckie organizowały specjalne akcje, które miały doprowadzić do zmniejszenia się liczby ludności żydowskiej w getcie (m.in. akcje pod mostem, futrzana, przesiedlania, błyskawiczna).

 

Akcja przesiedlania nastąpiła w marcu 1942, gdy wywieziono do Bełżca 15 tys. nieprzydatnych do pracy ludzi (tzw. element aspołeczny). Akcja błyskawiczna odbyła się 24 czerwca 1942 – w ciągu jednego dnia zabito od 6 do 8 tys. Żydów, którzy mieszkali poza granicami getta (za pozwoleniem władz niemieckich).

 

W sierpniu 1942 miała miejsce z kolei tzw. wielka akcja – ok. 50 tys. Żydów wysłano do obozu w Bełżcu. Po tej operacji na terenie getta mieszkało już tylko 50 tys. Żydów.

 

30 sierpnia 1942 generał Fritz Katzmann wydał rozporządzenie o zmniejszeniu obszaru getta – obejmowało ono teraz obszar ograniczony ulicami Zamarstynowską (od wschodu), wałem kolejowym prowadzącym od mostu na Zamarstynowskiej do ul. Tetmajera (od południa), ul. Tetmajera (od zachodu) i budynkiem na ul. Zamarstynowskiej 105 (od północy).

 

Na początku września 1942 Niemcy dokonali pokazowego zabójstwa przewodniczącego Judenratu Henryka Landsberga oraz kilku innych jego członków – ciała powieszonych wystawione były przez kilka dni na widok publiczny.

 

W listopadzie (lub we wrześniu:[2]) teren getta otoczono żelaznym ogrodzeniem. W tym samym miesiącu Niemcy zorganizowali tzw. akcję listopadową, wywożąc do obozu janowskiego od 5 do 7 tys. Żydów. Na jesieni wybuchła w getcie epidemia tyfusu (codziennie umierało ok. 50 osób).

 

W styczniu 1943 podjęto decyzję o przekształceniu dzielnicy w obóz pracy (tzw. Judische Lager, Julag) i poddaniu jej pod zarząd SS. Dalsze 10 tys. Żydów wywieziono do obozu koncentracyjnego. W dniach 30 stycznia – 4 lutego 1943 dokonano ostatecznej rozprawy z Judenratem zabijając jej ostatniego przewodniczącego Edwarda Eberzona.

 

Ostateczna likwidacja getta dokonała się w dniach 1-16 czerwca [943, gdy pozostałych przy życiu mieszkańców wywieziono do obozów koncentracyjnych na terenie Generalnego Gubernatorstwa. W trakcie likwidacji getta doszło do trwającego dwa tygodnie powstania pozostałej przy życiu ludności żydowskiej. Po wywiezieniu mieszkańców do obozu janowskiego Lwów został ogłoszony miastem wolnym od Żydów (Judenfrei, Judenrein).

 

W 1992 władze miejskie Lwowa postanowiły o upamiętnieniu ofiar getta lwowskiego. Odsłonięto wówczas pomnik dłuta J. Szmuklera i L. Szternsztajna.

 

Oblicza się, że ze 120 tys. Żydów przetrzymywanych w getcie tylko około 200 osób dotrwało do końca wojny.

 

Pod koniec lipca władze niemieckie nałożyły na lwowskich Żydów kontrybucję w wysokości 20 mln rubli. By skłonić ludność żydowską do uległości w spełnianiu żądań w dniach 25-28 lipca 1941 przeprowadzano pogrom (zwany wielką akcją lub dniami Petlury ze względu na udział ludności ukraińskiej w mordzie): zniszczono miejskie synagogi i cmentarze, a śmierć poniosło ok. 2 tys. Żydów. 28 lipca przewodniczący Judenratu wezwał ludność do zapłacenia kontrybucji.

Ilu Żydów zostało okrutnie pomordowanych również przez ukraińskie bojówki OUN – UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej?

                                                                                             cdn.

 

 
ILU ŻYDÓW ZAMORDOWALI POLACY? CZ.I Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
15.07.2012.

ILU ŻYDÓW ZAMORDOWALI POLACY? CZ.I

 

Znalezione w sieci wg. Bogusława Wolniewicza

 

1. Propaganda przeciw Polsce trwa, narasta i ma nas złamać moralnie – przy zupełnej obojętności polskiej profesury, a często z jej gorliwym udziałem. Oto świeży przykład: według „Gazety Wyborczej” (8.12.2011) Parlament Europejski nagrodził książkę Anny Bikont „My z Jedwabnego” nagrodą 2011 roku, uznawszy, że ten nikczemny paszkwil na Polskę „promuje europejskie wartości”. Przekład francuski La Crime et la Silence: Jedwabne 1941 ukazał się rok temu w Paryżu, wkrótce ma się ukazać angielski. Jak widzimy, szkalowanie Polski wchodzi już do zestawu „europejskich wartości”. Ilu naszych profesorów zabrało w tej sprawie publicznie głos?

Zniesławiająca nas propaganda stosuje różne instrumenty. Jednym jest polityczna pornografia typu Jerzego Kosińskiego, Anny Bikont, Jana Tomasza Grossa, Aliny Całej i wielu innych; a także jej wzmacniacze, jak książka Jean-Yves Potela La Fin de l’innocence: la Pologne face à son passé juif, Paryż 2008 (przekład polski „Koniec niewinności: Polska wobec swojej żydowskiej przeszłości”, Kraków 2010). Drugim instrumentem jest fałszowanie obrazu II wojny światowej na potrzeby tejże propagandy. Trzecim są fikcyjne liczby i fingowane wyliczenia, które tamtym służą za pudło rezonansowe i porękę. O tym chcę coś rzec.

 

2. Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie ma od 3.10.2011 nowego dyrektora: z nominacji ministra kultury został nim Paweł Śpiewak. Z tej okazji dziennik „Rzeczpospolita” (26-27.11.2011) zrobił z nim wywiad, którego głównym akcentem jest pewna liczba. Nowy dyrektor, powołując się na książkę o stosunku polskich chłopów do Żydów wydaną przez Barbarę Engelking, oznajmił tam: „z tych badań wynika, że z rąk Polaków zginęło w czasie wojny 120 tys. Żydów”. Dalej zaś powołuje się już na tę liczbę jak na ustaloną („skoro historycy wyliczyli, że było 120 tys. ofiar żydowskich …”) i wzywa Polaków do „prawdziwej refleksji” nad nią.

(Wezwanie Śpiewaka jest w konsonansie z wypowiedzią prezydenta Komorowskiego, który 1 listopada na spotkaniu z naczelnymi rabinami Europy zapewniał ich solennie swą nieporadną polszczyzną, że budowane przez Polskę w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich „ma stać się pełnym krytycznej refleksji miejscem o polsko-żydowskich relacjach”, jak podaje onet.pl za PAP-em).

Liczba „120 tys.” jest nowa. Rok temu Gross wymieniał „200 tys.”, z czego się potem wycofał do „kilkudziesięciu tysięcy”; a teraz znowu zwyżka. Skąd Śpiewak tę liczbę ma? Wziął ją z centralnej wytwórni antypolskich oszczerstw, jaką jest Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Polskiej Akademii Nauk, czynne od ośmiu lat. Kieruje nim Barbara Engelking-Boni, psycholożka i żona ministra Michała Boniego. Centrum stosuje różne chwyty politycznego marketingu, a jednym z nich jest żonglerka sfingowanymi liczbami. Rzuca się taką liczbę na próbę i patrzy, co będzie: gdy trafia na opór, to się cofamy i znów patrzymy; gdy zaś oporu już nie ma, idziemy naprzód.

 

3. Właściwy cel owego Centrum ujawnił niechcący jeden z jego tuzów, niejaki Jan Grabowski, wykładowca Uniwersytetu w Ottawie. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” (8-9.01.2011), przy której była też Engelking, powiedział: „Jedwabne to nie był incydent. Mordowanie Żydów miało miejsce wszędzie, jak Polska długa i szeroka” (przez Polaków, rzecz jasna, bo to o nich tu mowa). Ważne, by te liczby były duże, im większe tym lepsze, ale co najmniej „dziesiątki tysięcy”; inaczej nie będzie efektu. A ponieważ takich liczb nie ma, więc się je finguje.

W latach 2007-2010 Centrum realizowało „program badawczy” o nazwie „Ludność wiejska w GG wobec Zagłady i ukrywania się Żydów 1942-1945”, finansowany przez The Rotschild Foundation Europe, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego RP, oraz Conference on Jewish Material Claims against Germany. Owocem są trzy książki wydane w 2011 roku przez Centrum. Ich tytuły mówią za siebie: B. Engelking „‘Jest taki piękny, słoneczny dzień …’: Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945”; J. Grabowski „Judenjagd: polowanie na Żydów 1942-1945”; praca zbiorowa (red. B. Engelking) „Zarys krajobrazu: Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945”. Trzeba do nich dodać także „Złote żniwa” J. T. Grossa, też 2011, któremu Centrum służy za zaplecze i legitymację.

 

4. Jak działa Centrum, to pokazuje wywiad z jego szarą eminencją Aliną Skibińską, od 1996 r. pracowniczką Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie i jego przedstawicielką na Warszawę. Wywiad z nią ma tytuł „Chłopi mordowali Żydów z chciwości” („Rzeczpospolita” 13.01.2011) i usilnie broni Grossa. Na pytanie „czy Gross te 200 tysięcy wymyślił”, Skibińska odpowiada: „Nie, to jest oparte na pewnej kalkulacji. Szacuje się, że około 10 procent polskich Żydów uciekło [Niemcom]. Daje to więc co najmniej 250 tysięcy osób. Spośród tych […] po wojnie zarejestrowało się nie więcej niż 60 tysięcy”. – „Co się stało ze 190 tysiącami?” pyta dziennikarz, – „Zginęli”, odpowiada Skibińska. Potem kręci, że nie wszyscy wprawdzie z rąk Polaków, ale wielu. A ilu? – „Kilkadziesiąt tysięcy. I raczej więcej niż mniej – na pewno nie 20 tysięcy”.

Skąd taka pewność u tej Skibińskiej i owe „10 procent”? Engelking-Boni w rozmowie z PAP-em 10.02.2011 tak tłumaczy ową liczbę Żydów, którzy próbowali się ratować: „historyk Szymon Datner oceniał, że było ich około 10 proc., czyli około 250 tysięcy Żydów. 40 tys. z nich przeżyło wojnę”. (Miesiąc wcześniej u Skibińskiej było 60 tys., ale tę rozbieżność pomińmy.)

 

5. Praźródłem Śpiewaka jest więc Datner. Bezpośrednim zaś źródłem jest wstęp do wymienionego „Zarysu krajobrazu” napisany przez Krzysztofa Persaka z IPN-u, przedtem wydawcę wraz z P. Machcewiczem krętackiej pseudomonografii „Wokół Jedwabnego” (omawiamy ją w naszej „Ksenofobii i wspólnocie” wydanej z Z. Musiałem, s. 233-240). Wątpliwy to zresztą historyk, skoro niemiecki kryptonim eksterminacji Żydów w GG „Aktion Reinhard” pisze stale błędnie „Reinhardt”.

We wstępie Persaka (ss. 24, 26/7) czytamy: „idąc tropem Szymona Datnera historycy przyjmują zwykle, że próbę ucieczki z gett podjęło 10 procent Żydów. […] Podejmijmy próbę bilansu ‘brakujących’ Żydów dla obszaru [akcji Reinhard]. Liczba żydowskich mieszkańców wynosiła [tam] przed akcją […] łącznie około 1,6 mln. Domniemana liczba uciekinierów to zatem mniej więcej 160 tys. osób. […] Liczbę ocalałych można szacować na nie więcej niż 30-40 tys. Oznaczałoby to, że liczba ofiar polowania na Żydów […] wynosiła co najmniej 120 tys.”.

Persak dodaje: „nie wiemy […] ilu mają na sumieniu Polacy”, ale jego zdaniem „nie wydaje się przesadne oszacowanie, że [były to] dziesiątki tysięcy”. Jak widać, Śpiewak przelicytował nawet Persaka, całe te 120 tys. przypisując ryczałtem Polakom i pod firmą ŻIH puszczając tę liczbę w świat. Złą wolę tu widać, ale nam chodzi o co innego: o te 10%, na których całe to żydowskie oszczerstwo stoi.

 

6. U Śpiewaka są też jawne sprzeczności. Oświadcza np. na wstępie, że „żydokomuna to wielki krwawy mit”. Za chwilę zaś, pytany o powód tak licznej obecności polskich Żydów na kierowniczych stanowiskach w UB, tłumaczy: „bo byli bardziej oddani partii, a przecież UB potrzebował zaufanych”. Przyznaje tym sam, że żydowscy mordercy Polaków – ci Romkowscy i Fejginy, Kochany i Mietkowscy – to byli zaufani komuny. Zarzut „żydokomuny” tego właśnie dotyczył: że Żyd to zaufany komuny. Entuzjastyczny akces Żydów do komunizmu i ich wielki udział w jego zbrodniach nie jest mitem, lecz ponurym faktem, z którym nie potrafią sobie dziś radzić inaczej, niż kręcąc i kłamiąc.

 

7. Odesłania do Datnera są zawsze bezkrytyczne i niejasne. Nie cytuje się słów, jakimi ów procent wymieniał; ani nawet miejsca, gdzie u niego są. By tę sprawę wyjaśnić, spędziłem pół dnia w Bibliotece Narodowej i okazało się, co zawsze podejrzewałem: u Datnera tych „10 procent” nie ma. Sfingowano je później.

Także Persak nie cytuje Datnera, tylko odsyła do pracy G. Berendta w tomie „Polska 1939-1945”, red. W. Materski i T. Szarota, 2009, s. 69. Tam się jednak Datnera też nie cytuje, tylko odsyła sumarycznie do jego pracy „Zbrodnie hitlerowskie na Żydach zbiegłych z gett”, w Biuletynie ŻIH za 1970 rok. Datner zaś pisze: „w jednej z prac liczbę ocalałych Żydów oszacowałem […] na ok. 100 000 osób. Równie orientacyjnie oceniamy, że co najmniej drugie tyle ofiar zostało wychwytanych przez organa okupacyjne i padło ofiarą zbrodni”, po czym odsyła do swojej książki „Las sprawiedliwych” 1968, ale bez strony.

Ta niewielka książka Datnera (podtytuł: „Karta z dziejów ratownictwa Żydów w okupowanej Polsce”, KiW, ss. 117) jest źródłem ostatnim; a ściślej są nim słowa (s.5): „Częstokroć zastanawiały mnie okoliczności dzięki którym dziesiątki tysięcy Żydów uniknęły zagłady. Liczbę ocalonych [w Polsce] trudno sprecyzować. Przypuszczam, że najbliższą prawdy jest liczba między 80 000 a 100 000 osób”. Jednak już dwie strony dalej (s.7) liczbę tę wydatnie zmniejsza: „przed zagładą i w czasie jej trwania nieustalona bliżej liczba Żydów, szacowana na dziesiątki tysięcy, szukała ratunku”. (Ocalonych nie mogło być chyba więcej niż tych, co ocalenia szukali.) Datner nie próbuje tu niczego oceniać procentowo, nie robi żadnych wyliczeń. Wypowiada luźne „przypuszczenie” i to wszystko. Z tego ogólnikowego i niezobowiązującego przypuszczenia zrobiono potem na kolanie konkretną i okrągłą liczbę „10 %”, nadzwyczaj poręczną propagandowo. Liczba ta jest czystym zmyśleniem, a branie jej za punkt wyjścia do jakichkolwiek wnioskowań czy dyskusji dyskwalifikuje je z góry metodologicznie. Prawdziwy historyk nie wychodzi od procentowych fikcji.

 

8. Czytając Datnera, trafiłem na informacje i wypowiedzi wskazujące w całkiem innym kierunku niż paszkwile Centrum. Warto je przypomnieć.

W pracy „Zbrodnie …” Datner podaje oryginalny tekst rozporządzenia Hansa Franka z 5.X.1941 zabraniającego pomocy Żydom. Wielu o nim w Polsce słyszało, mało kto je zna. Brzmiało tak: „§ 4b: (1) Żydzi, którzy […] opuszczają wyznaczoną im dzielnicę, podlegają karze śmierci. Tej samej karze podlegają osoby, które takim Żydom świadomie dają kryjówkę. (2) Pomocnicy podlegają tej samej karze jak sprawca, czyn usiłowany będzie karany jak czyn dokonany.”

W świetle tego rozporządzenia trzeba czytać, co Datner pisze o ówczesnych postawach duchowieństwa i polskiej wsi. O pierwszej: „Piękną kartę w dziele ratowania Żydów zapisało duchowieństwo katolickie, zarówno świeckie, jak i zakonne”. („Zbrodnie …” s. 133). O drugiej: „Przeszło dwadzieścia lat temu, w 1945 r., autor niniejszej pracy pisał: ‘W województwie białostockim kilkuset Żydów, którzy uratowali się, zawdzięcza to przede wszystkim odwadze, ofiarności i miłosierdziu polskich chłopów’”) – „Las …”, s. 7 – i odsyła do swojej pracy „Walka i zagłada białostockiego getta” (Centralna Żydowska Komisja Historyczna, Łódź 1946, s. 23). Podaje również ustaloną do wtedy listę nazwisk trzystu Polaków zamordowanych przez Niemców za pomoc Żydom.

Szymon Datner (1902-1989) opisał, co widział i przeżył, bo niemiecką okupację przetrwał na tamtych terenach. W jego słowach coś chwyta nas za serce: polski Żyd mówi tu o Polakach ludzkim głosem, życzliwie. Tak już nawykliśmy, że z tamtej strony płynie ku nam jedynie fala oszczerstw i mowa nienawiści – jak chociażby w tych oskarżycielsko-szczujących tytułach „Złote żniwa”, „Polowanie na Żydów”, „Koniec niewinności” – iż głos Datnera dobiega do nas jakby z innego świata, z jakiejś dawno zatopionej Atlantydy. Zestawmy go bowiem z głosem Centrum PAN. Na zakończenie cytowanego wywiadu ze Skibińską oburzony już dziennikarz mówi do niej: „[Gross] przedstawia Polaków jako dzikie plemię antysemitów, współodpowiedzialne za Holokaust”. Na co ona: „Obawiam się, że muszę się z Grossem zgodzić”. A nowy dyrektor ŻIH skwapliwie jej basuje, choć był zięciem Datnera.

Polska profesura milczy. Milczą zwłaszcza członkowie Polskiej Akademii Nauk, którzy in corpore własnymi nazwiskami poczynania tego pseudo-naukowego „Centrum PAN” firmują. Obojętność to czy strach? Nie oglądając się więc na nich, trzymajmy się prostej zasady: bez własnego sprawdzenia nie wierzyć niczemu, co z tego „Centrum” wychodzi. A te „10%” i „120 tys.” włóżmy między bajki.

 

Jüdischer Ordnungsdienst (dosł. Żydowska Służba Porządkowa, potocznie policja żydowska albo tzw. „odmani”) to w okresie II wojny światowej podległe częściowo Judenratom, kolaborujące z nazistowskimi Niemcami, żydowskie jednostki policyjne wewnątrz gett, obozów pracy oraz obozów koncentracyjnych. Wykorzystywano je do rekwizycji, łapanek, eskortowania przesiedleńców oraz akcji deportacyjnych.

 

Od grudnia 1940 pierwszym nadkomisarzem Żydowskiej Służby Porządkowej (SP) getta warszawskiego był Żyd Józef Andrzej Szeryński, który przeszedł na chrześcijaństwo i zmienił nazwisko z Szenkman, Szynkman bądź Szeinkman. Szeryński był znany ze swojego antysemityzmu i jest podawany jako przykład "nienawidzącego siebie Żyda"

 

Według historyka Raula Hilberga w getcie warszawskim służbę pełniło ok. 2500 żydowskich policjantów (komisarzem był Józef Andrzej Szeryński, a przejściowo Jakub Lejkin), w getcie łódzkim było 1200 osób, a w getcie lwowskim - 500 policjantów z Ordnungsdienstu. Jednostki te, pozbawione prawa posiadania i używania broni palnej, uzbrojone jedynie w pałki, były umundurowane oraz oznaczone odpowiednimi opaskami.

 

Funkcjonariuszami byli zwykle młodzi ochotnicy, zajmujący się utrzymaniem porządku w getcie, choć uczestniczący także w patrolach po getcie prowadzonych przez niemieckich żołnierzy oraz wartach przy wejściach do dzielnicy żydowskiej. Szczególnie negatywnie wśród mieszkańców gett odbierano udział funkcjonariuszy w pacyfikacji dzielnicy oraz ich pomoc w organizacji wywozu ludzi do obozów zagłady.

 

Ilu Żydów „odmani” zapałowali w getcie lwowskim?

 

Było kilkuset policjantów żydowskich, którzy ściśle współpracowali z niemiecką i ukraińską policją. Ich szef, Goliger, szczególny drań i pijak, został zamordowany we własnym łóżku przez Żydów wracających z władzą sowiecką. Był kahał, który dokładnie ściągał z Żydów kontrybucję, konfiskował im futra, biżuterię, dzieła sztuki, meble i wszystko to dostarczał Niemcom, co wcale nie uchroniło urzędników kahału od zagłady, a nawet od wieszania jego prezesów Parnasa i Rothfelda na balkonach budynku kahału przy ulicy Bernsteina we Lwowie.

 

 

 

 

 
LUDOBÓJSTWO NA WOŁYNIU KONCERT "TRZY ZIEMIE" Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
13.07.2012.

 

       KONCERT „TRZY ZIEMIE”

 

LUDOBÓJSTWO NA WOŁYNIU I W MAŁOPOLSCE WSCHODNIEJ

 

Aleksander Szumański

 

 11 lipca 2012 w gościnnej sali teatralnej Młodzieżowego Domu Kultury w podziemiach kościoła św. Jadwigi w Krakowie odbył się koncert upamiętniający 11 lipca Dzień Męczeństwa Kresowian, w 69 rocznicę tej niebywałej zbrodni popełnionej przez Ukraińską Powstańczą Armię - Organizację Ukraińskich Nacjonalistów.

 

 

Koncert zorganizował Karol Wróblewski prezes  Fundacji Ocalenia Kultury Kresowej w Krakowie.

W koncercie wystąpili laureaci konkursów festiwali piosenki lwowskiej i bałaku lwowskiego organizowanych przez fundację.

 

 

Koncert nawiązywał do utworu Feliksa Konarskiego (Ref-Rena) „Trzy ziemie” i tak też został zatytułowany.

 

Trzy ziemie – Wileńska, Wołyńska i Lwowska – to część utraconej ojczyzny – Genesis naszego tułactwa. W utworze tym Feliks Konarski zawarł wszystko co grało w jego duszy - zadumę i żałość, ból i troskę, złość i przekleństwo, skargę i trwogę, ale także tryumf.

 

Należy w tym miejscu przypomnieć ,iż Feliks Konarski jest twórcą tekstu „Czerwone maki na Monte – Cassino”. Pieśń ta powstała w nocy z 17 na 18 maja 1944 roku na kilka godzin przed zdobyciem klasztoru.

 

Początkowe dwie zwrotki powstały w nocy z 17 na 18 maja 1944 roku w siedzibie Teatru Żołnierza Polskiego przy 2 Korpusie Sił Zbrojnych w Campobasso, gdzie artyści występowali dla 23 Kompanii Transportowej.

 

Konarski, słysząc daleki grzmot dział zapowiadających drugie polskie natarcie na klasztor, napisał naprędce tekst i obudził Alfreda Schütza, kompozytora i dyrygenta, również żołnierza 2 Korpusu, który w kilka godzin napisał muzykę.

W czasie spektaklu słowno- muzycznego „Trzy ziemie” wysłuchaliśmy:

 

Preludium e-moll Fryderyka Chopina w wykonaniu Ireny Paprockiej,

 

„Ave Maryja“ Cacciniego w wykonaniu 11 – letniego Pawła Paprockiego,

 

„Śliczna gwiazdo miasta Lwowa” w wykonaniu Dominika Kuśnierczyka,

 

Franciszka Makucha prezentującego wiersze: Krzysztofa Kołtuna z tomiku

 

„Psałterz z Porycka”, „Trzy ziemie” Feliksa Konarskiego, „Pieśń o fladze” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego,

 

„Śliczna gwiazdo” sł. – Jerzy Masior,  muz. – Aleksander Porzucek,

 

oraz „Wierne Madonny” Jerzego  Michotka w wykonaniu Dominiki Pater,

 

„Ave Maryja” Gounoda, oraz „„Ave verum” pieśń Wolfganga Amadeusza Mozarta w wykonaniu Ireny Paprockiej,

 

„Matka białoczerwona”  wiersz Aleksandra Szumańskiego w wykonaniu autora.

 

Artystom przy fortepianie towarzyszyła Irena Paprocka.

 

Konferansjerkę prowadził Aleksander Szumański.

 

W tekstach prezentowanych w czasie koncertu usłyszeliśmy:

 

Kierowana z zagranicy działalność ORGANIZACJI UKRAIŃSKICH NACJONALISTÓW  w okresie międzywojennym polegała na aktach terrorystycznych, dywersyjnych i sabotażowych skierowanych przeciwko polskiej władzy. Zamordowany został m.in. poseł Tadeusz Hołówko, minister Bronisław Pieracki i szereg policjantów. Z rąk Romana Szuchewycza / Tarasa Czuprynki / zginął kurator szkolny Stanisław Sobiński.

 

ORGANIZACJA UKRAIŃSKICH NACJONALISTÓW  posiadała na terenie Polski swoje laboratoria chemiczne w których produkowano bomby i posiadała składy broni, prowadziła na szeroką skalę akcje sabotażowe – jej członkowie podpalali folwarki, niszczyli zboże, linie telefoniczne i telegraficzne. Celem zdobycia pieniędzy dokonywali napadów rabunkowych na urzędy i ambulanse pocztowe, a nawet na pojedynczych listonoszy. Obok tego dokonywane były zabójstwa, również Ukraińców, którzy lojalnie wykonywali obowiązki wobec państwa polskiego. Z rąk ukraińskich zginął poeta ukraiński Sydir Twerdochlib, dyrektor gimnazjum ukraińskiego we Lwowie – Iwan Babij, dyrektor seminarium nauczycielskiego w Przemyślu – Sofron Matwijas, ginęli wójtowie ukraińscy.

 

„Celem strategicznym maksimum nacjonalizmu ukraińskiego jest zbudowanie imperium ukraińskiego i ekspansja w nieskończoność. Sprowadza się to do zbudowania jednonarodowego / sobornego / państwa ukraińskiego na wszystkich ukraińskich terytoriach etnograficznych. Przy czym przynależność do ukraińskiego terytorium etnograficznego OUN określa w sposób arbitralny:

 

chodzi o państwo obszarze 1.200.000 km kwadratowych, sięgające od "/KRYNICY W KRAKOWSKIEM NA ZACHODZIE DO GRANIC CZECZENII NA WSCHODZIE. WEDŁUG OCEN OUN, W SKŁAD OBECNIE ISTNIEJĄCEGO PAŃSTWA UKRAIŃSKIEGO MAJĄ BYĆ WŁĄCZONE TERYTORIA NALEŻĄCE OBECNIE DO POLSKI /PODLASIE, CHEŁMSZCZYZNA ŁEMKOWSZCZYZNA, NADSANIE/". Dla porównania według stanu na dzień 31 grudnia 2010 r. geograficzna powierzchnia terytorium Polski wynosi 312.600 km kwadratowych.

 

11 lipca 1943 roku. Niedziela. Pogoda deszczowa. Prawosławne i greko-katolickie święto Apostołów Piotra i Pawła. Była to najkrwawsza niedziela w naszej historii. Pod względem zasięgu terytorialnego, liczby ofiar i   barbarzyństwa oprawców - zbrodnie dokonane w tę niedzielę  przewyższają wszystkie inne dokonane kiedykolwiek na  ludności polskiej w ciągu jednego dnia. O świcie (godzina 3.00 nad ranem) 11 lipca 1943 roku oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości, głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim pod hasłem „Śmierć Lachom”. Po otoczeniu wsi, by uniemożliwić mieszkańcom ucieczkę, doszło do nieludzkich rzezi i zniszczenia. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni. Polskie wsie po wymordowaniu ludności były palone, by uniemożliwić ponowne osiedlenie. Była to akcja dobrze przygotowana i zaplanowana. Na cztery dni przed rozpoczęciem akcji we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków.

W 1942 roku Niemcy szacowali liczbę Polaków na Wołyniu na 306 tysięcy, co stanowiło 14,6 % ogółu ludności. Szacuje się że 11 lipca zamordowano od 10 do 15 tys. Polaków.

 

Wspólną cechą ukraińskiego ludobójstwa było niesłychane okrucieństwo, połączone z rabunkiem mienia i paleniem gospodarstw, a także niszczeniem materialnych śladów polskiej obecności na Wołyniu, jak kościoły, kaplice, dwory i całe majątki, sady, ogrody, parki.

 

Niewyobrażalna wprost nienawiść, dla której nie może być żadnego uzasadnienia we wspólnej polsko-ukraińskiej przeszłości, znajdowała wyraz nie tylko w bezwzględnym unicestwianiu Polaków, ale i demonstrowaniu w trakcie lub bezpośrednio po zbrodni triumfu oraz profanowaniu zwłok.

 

D z i e c i W o ł y n i a , zupełne sieroty, które najpierw przeżyły wstrząs, patrząc na okrutną śmierć swoich rodziców i rodzeństwa, a następnie, częstokroć ranne, opuszczały rodzinne miejsca i przeżywały koszmar ucieczki, tułaczki i samotności. To, że niektóre, mając po kilka lat, same docierały do odległych miejscowości, należy zaliczyć do cudów.

 

Dzieci Wołynia to dzieci okaleczone i trwale zeszpecone na skutek barbarzyńskich metod zabijania, inwalidzi do końca życia wskutek uszczerbków fizycznych i psychicznych, bowiem straszliwe przeżycia doprowadzały nieraz do zupełnego rozstroju psychicznego. Makabra ukraińskiego ludobójstwa odbierała mowę czasowo lub trwale, niektóre dzieci przedwcześnie umierały.

 

Dzieci Wołynia to dzieci odebranego dzieciństwa, koszmarnych wspomnień i ograniczonych możliwości życiowych. Dzieci ocalałe dzięki ukraińskim rodzinom wspominają, jak Ukrainki broniły je przed upowskimi bojówkarzami, jak uczyły pacierza po ukraińsku, by potrafiły udawać ukraińskich rówieśników.

 

Przytoczone przypadki są podstawą przekonania, że musiało być więcej małych sierot, które znalazły się w ukraińskich rodzinach, a te mogły je wychować jako swoje, nie zdradzając się, że to polskie dzieci , bowiem Polacy byli szukani przez upowców także w ukraińskich domach. Te sporadyczne fakty ratowania życia, wbrew szalejącemu barbarzyństwu i z narażeniem swego życia, zasługują na najwyższe uznanie.

 

Bardzo bolesne są kłamstwa historyczne, przewrotne fałszerstwa, fabrykowanie faktów, wroga do Polaków interpretacja historii przez część współczesnych pseudo-historyków ukraińskich, którzy swoimi publikacjami mącą, próbują usprawiedliwić to ludobójstwo a nawet gloryfikować tych którzy dopuścili się tych czynów.

Powoływanie się na opracowania Łebeda, Hryciaka, Osadczuka, Serczyka, Olszańskiego, Torzeckiego, Drozda, nie ma nic wspólnego z prawdą historyczną. Na szczęście są  prace wybitne, naukowe który przybliżają nas do tej prawdy a autorzy tych prac kierują się bezstronnością, uczciwością i moralną odpowiedzialnością.      

 

Monumentalna praca Ewy Siemaszko i Władysława Siemaszko   ,,Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945” to dzieło, doskonale dokumentujące całokształt tej zbrodni. Jest to praca ostateczna, w sensie pełnego, dogłębnego i obiektywnego przebadania tematu z prawidłowo wysuniętymi wnioskami . Już nikt oprócz notorycznych falsyfikatorów nie będzie miał cienia wątpliwości, nikt nie będzie mógł kwestionować faktów planowego i szczególnie barbarzyńskiego ukraińskiego ludobójstwa na wołyńskich Polakach, stanowiących tam zaledwie kilkanaście procent ludności, a w dodatku zupełnie bezbronnych. Nikt uczciwy, nie będzie mógł choćby tylko bezmyślnie, określać tych wydarzeń jako -,,wojnę domową”, ,,bratobójczy konflikt”, ,,zderzenie dwóch nacjonalizmów” ,,wojnę polski-ukraińską” itp.

 

Produkt dziesięcioletniego trudu – praca Ewy Siemaszko i Władysława Siemaszko – stanowi podstawowe dzieło, uzupełniające pokaźną lukę w historii Polski okresu II wojny światowej, a szczególnie historii ludobójstwa na Polakach.  Tego ludobójstwa już zakłamać się nie da!

 

        Dr. Lucyna Kulińska z Krakowa w artykule:

            „DLACZEGO POLACY TAK MAŁO WIEDZĄ O

               KRESOWYCH ZBRODNIACH 1939-1947”? – pisze:

 

„Uznając prawo innych narodów do upominania się o swoje krzywdy    dopuściliśmy do przemilczania i zapominania o tych krzywdach których polski naród doznał od swych sąsiadów i mniejszości etnicznych”.

 

Część społeczeństwa pozwoliła narzucić sobie kilka istotnych tez. Po pierwsze – że musimy „pojednać się” z „narodem ukraińskim”. Jest to nadużycie, ponieważ naród polski wcale nie potrzebuje żadnego „pojednania” z narodem ukraińskim bez ujawnienia prawdy historycznej. Naród polski chce pojednania, lecz w imię bezwzględnej prawdy. Ale Ukraińcy nie chcą wyrzec się swojej ideologii, która uznaje ludobójstwo za uprawnioną metodę uprawiania polityki, ani też nie zamierzają dokonać rachunku sumienia za zbrodnie.

 

Nigdy nie stanowili oni i nie będą stanowić większości ukraińskiego narodu.

Wśród historyków ukraińskich wyjątkiem godnym najwyższego uznania był Wiktor Poliszczuk, Ukrainiec z Wołynia, doktor nauk politycznych, wiele lat mieszkający w Kanadzie.

 

Bardzo cenne są jego prace, w szczególności : ,,Gorzka prawda”,

 

,,Zbrodniczość OUN – UPA” czy ,,Manowce polskich historyków”.

 

Cennym wyjątkiem jest mało znana w Polsce, wydana w Moskwie, 270 stronicowa praca ukraińskiego profesora Witalego Masłowskiego, zatytułowana ,,Z kim i przeciw komu wojowali ukraińscy nacjonaliści w latach II wojny światowej”. Autor opiera się częściowo na  źródłach archiwalnych oraz na literaturze głównie ukraińskiej i polskiej. Wielokrotnie cytuje, z dużym uznaniem Wiktora Poliszczuka. Prof. Masłowski został zamordowany w 1999r. we Lwowie przez tzw. ,,nieznanych sprawców”. Prawdomówne i wartościowe są pewne artykuły ogłoszone w dwóch czasopismach ukraińskich na Wołyniu, w latach dziewięćdziesiątych -,,Diatoh” / Równe / i ,,Sprawedływist” /Łuck/. Na przykład w pierwszym z nich w grudniu 1993r., w numerze 49, ukazał się artykuł którego tytuł mówi wszystko- ,,Tragedia Wołynia: ludobójstwo na ludności polskiej. Świadczą dokumenty”.    

 

11 lipca 1943r.w Kisielinie, około 80 osób które pozostały w kościele , zostało zamordowanych przez Ukraińców.

 

Rozebranych pod przymusem, rozstrzelano pod dzwonnicą i dobito bagnetami.

 

Na podstawie książki ,,Było sobie miasteczko”, powstał film pod tym samym tytułem, z muzyką Krzesimira Dębskiego.

 

Krzesimir Dębski- polski kompozytor muzyki współczesnej i filmowej, dyrygent i skrzypek jazzowy w wywiadzie udzielonym Zofii Wawrzyńskiej Bartczak powiedział m. in.:

 

>Sprawa ta jest dla mnie tym bardziej bolesna, że do tej pory nie jest znane miejsce, gdzie są pochowani moi dziadkowie.

 

 

Nie jest znany ich los - zostali uprowadzeni przez UPA i wszelki ślad po nich zaginął. Dziadek był lekarzem, babcia pielęgniarką. 

      

Sam słyszałem od Ukraińców- mamy kolegów ze szkoły  podstawowej, jacy byli wspaniali. Dziadek ,,judymował”- leczył za darmo, oboje pomagali biednym.

 

Mordercami byli współobywatele i sąsiedzi, często pozostający przez całe generacje w dobrych stosunkach, a nie okupanci i obcy.

 

Nie da się zrozumieć dlaczego Ukraińcy, nierzadko ludzie wykształceni, stosowali tak okrutne, wymyślne tortury, na swoich sąsiadach, bardzo często na swoich współmałżonkach, polskich rodzicach, i własnych dzieciach, których jedno z rodziców było Polakiem.

 

Instytut Pamięci Narodowej i Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu opracowała KRESOWĄ KSIĘGĘ SPRAWIEDLIWYCH 1939–1945 o Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji przez OUN i UPA .

 

Ukraińcy mordowali swoich polskich sąsiadów, niektórzy zaś udzielali Polakom pomocy. Postulat, by upamiętnić, często anonimowych, „sprawiedliwych” Ukraińców i chociaż w ten sposób wyrazić im wdzięczność za ocalenie, formułowano w Polsce od dawna. Zgłaszali go sami uratowani, a także inni uczestnicy wydarzeń, którzy przeżyli.

 

Dla uratowanych było jasne, że obok utrwalenia pamięci o pomordowanych, odtworzenia okoliczności ich śmierci i ewentualnego wskazania sprawców, należy uwiecznić heroiczny gest ratujących. Do sporządzenia księgi wykorzystano fundamentalne opracowania autorstwa Ewy Siemaszko i Władysława Siemaszko, H. Komańskiego i S. Siekierki oraz K. Bulzackiego. W każdym z nich zamieszczono też wybór tekstów źródłowych (57 świadectw z Wołynia oraz kilkaset z Tarnopolskiego i Lwowskiego).

 

Bohaterami księgi są w głównej mierze „cywilni” Ukraińcy – pomoc z ich strony w stosunku do ludności polskiej odnotowano w ponad 500 miejscowościach (spośród kilku tysięcy, w których ginęli Polacy).

 

Znanych Ukraińców z nazwiska jest około 900 osób z których 350 zapłaciło życiem za udzieloną pomoc. Anonimowych osób jest znacznie więcej.

Ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski:

 

 

„11 lipca 1943r.otoczono 167 kościołów. Nacjonaliści

wiedzieli że Polacy chodzą do kościoła i to wykorzystano.

Proszę sobie wyobrazić, ludzie są w kościele a tu nagle wpadają

bandy z siekierami i ich mordują. To co robili nacjonaliści

przekraczało wszelkie możliwe normy. Trzeba powiedzieć co się

stało i uczcić pamięć ofiar. Zapomnienie dla tych pomordowanych

to dla nich podwójna śmierć. Można by tu przytoczyć napis

z pomnika na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie:

 

   ,,Nie o zemstę, ale o pamięć wołają ofiary…”

 

Z otchłani naszej, polskiej historii, wciąż wydobywają się krzyki pomordowanych i pokrzywdzonych na Wołyniu, dzieci kobiet, starców - naszych rodaków. Pamiętamy o Was, płaczemy, i modlimy się do Naszego Boga Ojca aby nigdy nie powtórzyła się taka historia”.

 

Aleksander Szumański:

                      

                          Matka białoczerwona

                   

                    Popatrz Mamo na Łyczaków

                    Tam brzmi chór Czerwonych maków

                    Tam jest Polska, u twych stóp

                    Tam jest kraj jedyny Lwów.

 

                   

                    Nie płacz Mamo ja wnet wrócę

                    Lecz na chwilę odejść muszę

                    Nie płacz mamo w mej czerwieni

                    To Lwów tylko się zieleni.

 

                   

                     Lwów nasz żyje, Polski Rota

                     Nic, że dzisiaj krwi Golgota

                     Nic, że dzisiaj stąpasz cieniem

                     Ja to z Obrońcami zmienię.

 

                    

                     Nie płacz mamo na mą duszę

                     Ja na chwilę odejść muszę

                     By powrócić do twych stóp

                     I zobaczyć polski Lwów.

 

 

 

Datę 11 lipca przyjmuje się, jako rocznicę ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) oraz Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na polskiej ludności Wołynia i Małopolski Wschodniej w 1943 roku. W apogeum tego zorganizowanego ludobójstwa, tylko w dniach 11-16 lipca 1943 roku wymordowano około 20 tysięcy Polaków.

 

 

Zbrodnie na kresach swoim bestialstwem i okrucieństwem przewyższają wszystko to, co robili z Polakami podczas okupacji Niemcy i Sowieci, gdyż oprócz wyspecjalizowanych oddziałów zbrojnych w rzezi tej wzięło udział swoiste ukraińskie pospolite ruszenie.

 

 

Uzbrojeni w kosy, sierpy, widły, siekiery, motyki, cepy, młotki, noże, bosaki, piły, kije, orczyki i inny sprzęt gospodarski, Ukraińcy ruszyli aby zabijać swoich polskich sąsiadów. Nie brakowało wśród tej zbrodniczej tłuszczy; kobiet, wyrostków czy nawet dzieci pomagających w zbrodni i grabieniu dobytku pomordowanym. Mordowano na wiele przerażających sposobów:

 

 

1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy.

2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

5. Wyrzynanie na czole "orła".

6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

7. Wyłupywanie jednego oka.

8. Wybieranie dwoje oczu.

9. Obcinanie nosa.

10. Obcinanie jednego ucha.

 

 

 

Ofiarami byli wszyscy bez wyjątku, czyli mężczyźni, kobiety, dzieci, nie wyłączając noworodków oraz starców.

 

 

Mówi się nawet o 200 tysiącach ofiar, a różne opracowania historyczne podają takie oto liczby:

 

 

Grzegorz Motyka – około 100 tysięcy

Czesław Partacz – około 120 tysięcy

Ewa Siemaszko – 130 tysięcy

 

 

Ta zapomniana zbrodnia to wstyd i hańba dla III RP.

 

 

Jednak cały świat usłyszał po raz kolejny donośny głos o krytej strzechą, drewnianej stodole w Jedwabnem.

 

 

Na fali słynnego francusko-niemieckiego pojednania powstał tam wspólny podręcznik historii, z którego młodzież obu krajów uczy się na pamięć nazwy jednej jedynej wsi spalonej przez Niemców w okupowanej Francji.

 

Czy ktoś na świecie wie, że podczas niemieckiej okupacji spacyfikowano 817 miejscowości znajdujących się w obecnych granicach Polski?

 

 

Czy świat słyszał, że 84 z nich uległo całkowitemu spaleniu łącznie z wymordowaniem wszystkich mężczyzn bądź całej ludności bez względu na płeć czy wiek? Czy ktoś alarmuje świat, że w owych czasach płonęły również stodoły wypełnione Polakami?

 

 

21 lipca 2010 roku klub PSL złożył w sejmie projekt uchwały – „w sprawie ustanowienia Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian”

 

 

Data wniesienia: 21 lipca 2010 r.

 

 

Przedstawiciel wnioskodawców poseł Franciszek Jerzy Stefaniuk.

 

 

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddając trwały hołd ofiarom banderowskiego ludobójstwa na ludności polskiej kresów wschodnich ustanawia dzień 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian.

 

 

Uzasadnienie

 

 

"11 lipca przypada rocznica apogeum ludobójstwa dokonanego przez Organizacje Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińską Powstańczą Armię na ponad 200 tys. obywateli Polskich Wołynia i Małopolski Wschodniej.

 

 

Była to najokrutniejsza masowa zbrodnia, jaką odnotowano w historii naszych dziejów, bowiem zwyrodniali szowiniści ukraińscy mordowali bezbronną ludność polską. Nie oszczędzono nikogo, od niemowląt w łonie matek do starców.

 

 

To trzecie, obok sowieckiego i niemieckiego ludobójstwo na Narodzie Polskim do dziś nie zostało ukarane ani potępione. Natomiast za oceanem i na Ukrainie, a nawet w Polsce postawiono już setki pomników sławiących zbrodniarzy-terrorystów. Dzieje się w to w czasie, kiedy cywilizowany świat walczy z terroryzmem.

 

 

Tymczasem, mimo upływu 67 lat Ofiary tej zbrodni wciąż czekają na godne upamiętnienie ich męczeńskiej śmierci. Większość z nich nie miała pochówku, a ich szczątki poniewierają się w nieoznaczonych i nieznanych miejscach.”

 

 

15 lipcu 2009 roku Sejm RP przyjął uchwałę w sprawie tragicznego losu Polaków na Kresach Wschodnich, w której zawarta była dyspozycja:

 

„Tragedia Polaków na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej winna być przywrócona pamięci historycznej współczesnych pokoleń. Jest to zadanie dla wszystkich władz publicznych w imię lepszej przyszłości i porozumienia narodów naszej części Europy, w tym szczególnie Polaków i Ukraińców.

 

 

Przedłożony projekt uchwały stanowi wypełnienie tej dyspozycji."

 

 

Projekt spadł z porządku obrad Sejmu, a uchwała do dziś nie weszła w życie.

 

 

 

 
««  start « poprz. 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 481 - 490 z 701
 
Copyright © 2014 . All rights reserved