02.10.2014.
Start arrow Publicystyka
Publicystyka
CERKIEW NARZĘDZIE W RĘKACH PUTINA Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
11.08.2012.

 

CERKIEW NARZĘDZIE W RĘKACH PUTINA

 

GAZETA POLSKA

 

 

Zdaniem środowisk opozycyjnych prawosławie w Rosji jest dziś przede wszystkim narzędziem indoktrynacji rosyjskiego społeczeństwa i służy ekspansji władzy kagiebistów, a jego wymiar religijny został sprowadzony do efekciarskiej, pustej fasady. Kościół pod przywództwem Cyryla porównuje się wręcz do „ideologicznego wydziału Komitetu Centralnego KPZR” i oskarża o bezgraniczną podległość władzy kremlowskiej.

 

„Cieszy nas to, że podczas działań Waszych współpracowników szczególną uwagę poświęcacie sprawom duchowo-moralnym. Jestem przekonany, że konstruktywna współpraca Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i Służb Federalnych posłuży umocnieniu moralno-patriotycznego ducha obrońców Ojczyzny”. Ten fragment niedawnego listu patriarchy Cyryla I do szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandra Bortnikowa z okazji 60-lecia urodzin generała doskonale oddaje charakter stosunków łączących Rosyjską Cerkiew Prawosławną z władzą kremlowskich kagiebistów.

 

Ich symbolem jest jedna z najważniejszych świątyń prawosławia – cerkiew św. Zofii, położona niedaleko Łubianki, którą w 2002 r. uroczyście poświęcono jako oficjalną świątynię pracowników Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Wśród funkcjonariuszy KGB/FSB zasiadających na Kremlu sformowała się nawet grupa „prawosławnych czekistów” z Władimirem Jakuninem na czele, która zabiega o wsparcie finansowe i dba o dobre kontakty z przedstawicielami hierarchii.

 

Cyryl I, czyli agent „Michajłow”

 

W zgodnej opinii niemal wszystkich rosyjskich środowisk opozycyjnych Rosyjska Cerkiew Prawosławna stanowi dziś wyłącznie „narzędzie w rękach Putina”, sam patriarcha jest zaś uważany za członka ekipy pułkownika KGB – przy czym określenie to należy do łagodniejszych epitetów. Niektórzy z rosyjskich duchownych, jak 74-letni Wiaczesław Winnikow, nazywają kościół pod przywództwem Cyryla „Kościołem Szatana” i mówią wprost o „zorganizowanej grupie przestępczej pod nazwą Rosyjski Kościół Prawosławny”.

 

Zwraca się uwagę, że Władimir Michajłowicz Gundiajew – wieloletni agent KGB o pseudonimie Michajłow, znany dziś jako patriarcha Cyryl I, od początku swojej kariery był związany ze służbami sowieckimi. Prześledzenie jego autentycznej biografii nie jest jednak łatwe, bo od roku 2000 – tj. od początku „epoki Putina” – publikacje na ten temat ukazują się tylko za granicą, w Rosji zaś są objęte cenzurą. Gdy w początkach lat 90., które przez „Michajłowa” są uznawane za najgorsze w historii Rosji, doszło do próby lustracji i badania akt KGB, natychmiast interweniował Patriarchat Moskiewski. Powołano wówczas (podobnie jak to miało miejsce w III RP) specjalną kościelną komisję do zbadania faktów współpracy duchownych ze służbami specjalnymi. Na jej czele stanął biskup kostromski Aleksy. Do dziś ani komisja, ani kolejne Synody Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego nie wydały żadnego komunikatu w tej sprawie. Jak twierdzi opozycja, Cyryl zareagował szybko na to zagrożenie i zajął się gromadzeniem tajnych materiałów na swój temat, tworząc obszerne prywatne archiwum. Dzięki temu jego oficjalny życiorys przypomina dziś hagiografię świętego mędrca i ma niewiele wspólnego z prawdą.

 

Problemy z biografią Cyryla dotyczą już lat najwcześniejszych. Zwraca się np. uwagę, że młody Gundiajew musiał cieszyć się niezwykłą przychylnością władzy radzieckiej, skoro został przedterminowo zwolniony ze służby wojskowej i za sprawą metropolity Nikodema (agenta KGB o pseudonimie „Światosław”) prosto z Armii Czerwonej trafił do Leningradzkiego Seminarium Duchownego.

 

To metropolita Leningradu i Nowogrodu Nikodem przez lata czuwał nad karierą Gundiajewa, zabiegając o szybkie otrzymanie przezeń święceń kapłańskich, posady wykładowcy w Leningradzkiej Akademii Teologicznej czy roli reprezentanta rosyjskiej Cerkwi w Międzynarodowym Forum Młodzieży Prawosławnej. Dzięki Nikodemowi zaledwie 23-letni Gundiajew, występując jako osobisty sekretarz biskupa, mógł wyjeżdżać bez problemów za granicę i cieszył się zaufaniem komunistycznej władzy.

 

Znany jest dokument z 16 kwietnia 1960 r., w którym szef KGB Aleksander Szelepin rekomenduje Komitetowi Centralnemu KPZR metropolitę Nikodema na stanowisko przewodniczącego Wydziału Stosunków Zewnętrznych Cerkwi Prawosławnej i poleca mianowanie go przedstawicielem Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w Światowej Radzie Pokoju. KGB miało prawo nominacji na urzędy kościelne nie tylko w Cerkwi prawosławnej. Głosem doradczym dysponowała Rada do Spraw Religijnych, która – jak twierdzi Wasilij Mitrochin – stanowiła oficjalną twarz IV Departamentu KGB. Zdaniem Mitrochina, na czele wszystkich związków wyznaniowych w ZSRS stali oficerowie komunistycznych służb specjalnych.

 

Ponieważ Cyryl I, pozostając przez wiele lat pod opieką „Światosława”, przeszedł identyczną drogę kariery, można przypuszczać, że jej poszczególne etapy – od działalności w Światowej Radzie Kościołów i kierowania wydziałem zewnętrznych stosunków cerkiewnych, po stanowisko biskupa smoleńskiego i patriarchy moskiewskiego – musiały również przebiegać pod czujnym okiem KGB/FSB. W niektórych publikacjach podkreśla się, że – ze względu na doświadczenie operacyjne – Gundiajewa w sposób szczególny łączy serdeczna przyjaźń z płk. Putinem i jest to „więź dwóch profesjonalistów – kolegów pracujących w różnych oddziałach służb sowieckich”.

 

W wydanej na Zachodzie książce „Wieże tajemnic” były funkcjonariusz IV Departamentu KGB (zajmującego się Cerkwią) Wiktor Szejmow twierdził, że agentura w Kościele prawosławnym była czymś więcej niż tylko źródłem informacji. Był to aktyw KGB, zaliczany do nieumundurowanych pracowników tej organizacji. Inny były oficer KGB, Anatol Szuszpanow, w wywiadzie udzielonym przed laty rosyjskiemu tygodnikowi „Argumenty i Fakty” przyznał, że agenci – duchowni Cerkwi prawosławnej – byli de facto pracownikami KGB.

 

Interesy hierarchy, czyli od papierosów do klubu nocnego

 

Karierze Cyryla towarzyszyły także liczne skandale finansowe i zarzuty korupcyjne. Jeszcze przed objęciem stanowiska patriarchy Moskwy jego osobisty majątek oceniano na 4 mln dolarów. Gundiajew prócz apartamentu w Moskwie ma także posiadać dom w Szwajcarii (gdzie co roku jeździ na narty) oraz liczne konta bankowe i nieruchomości rozsiane po całym świecie. Na początku lat 90. duchowny zajmował się handlem wyrobami tytoniowymi, wwożonymi do Rosji bez cła i składowanymi w Monasterze Daniłowskim, oraz obrotem ropą naftową, wykorzystując w tym celu instytucje religijne i korzystając z ulg i odpisów podatkowych. Był m.in. założycielem banku komercyjnego oraz funduszu „Nika”, który posłużył do importu do Rosji ogromnych ilości papierosów w ramach „pomocy humanitarnej”. Zyski z tych przedsięwzięć ocenia się na setki milionów dolarów, a działająca pod koniec lat 90. komisja nadzwyczajna, licząc straty państwa z tytułu przywilejów celnych w latach 1994–1996, stwierdziła, że wyniosły one prawie 33 mld rubli.

 

W 2000 r. pojawiły się w prasie informacje o działalności Gundiajewa na rynku... handlu owocami morza. Spółka, w której ówczesny biskup smoleński miał udziały (JSC „Region”), zajmowała się połowem krabów królewskich i krewetek, a zyski z tego interesu szacowano na co najmniej 17 mln dolarów. Kilka lat temu w jednym z wywiadów Cyryl ironicznie stwierdził, że jego wrogowie są tak zaciekli, iż próbowali go oskarżać o próbę zniszczenia wielu cennych gatunków krabów. Obecne pomysły biznesowe Gundajewa dotyczą rozwoju spółek medialnych oraz budowy sieci nocnych klubów, w których rosyjska młodzież poznawałaby „alternatywne sposoby spędzania czasu po zmierzchu”.

 

Zwalczanie Pussy Riot

 

Od kilku miesięcy opozycyjne media stawiają patriarsze zarzuty związane z aresztowaniem trzech młodych kobiet z zespołu punkowego Pussy Riot. W lutym br. wykonały one w soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie utwór, w którym prosiły Bogurodzicę, by przepędziła z Rosji Władimira Putina. Władze Cerkwi oskarżyły artystki o „sprofanowanie świątyni, obrażenie uczuć religijnych i szerzenie nienawiści”. W atak na Pussy Riot włączył się osobiście Cyryl I, grzmiąc o „upadku obyczajów” i „bezczeszczeniu narodowych świętości” oraz domagając się surowego ukarania sprawczyń. Mimo listu protestacyjnego rosyjskich intelektualistów, podpisanego również przez dziesiątki tysięcy Rosjan, areszt wobec dziewczyn przedłużono do stycznia 2013 r., a za „czyn chuligański” grozi im kara siedmiu lat więzienia. Rosyjska opozycja, krytykując obłudną postawę Cyryla, podkreśla, że sprawa ma wyłącznie kontekst polityczny i świadczy o bezwzględnym podporządkowaniu Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej interesom kremlowskich kagiebistów.

 

Powszechnie wyśmiewana i krytykowana Cerkiew broni się w niewyszukany sposób. Jej przedstawiciele powtarzają, że ataki na hierarchów to nic innego jak „akcja zaplanowana przez wrogów Rosji za granicą”, a przede wszystkim przez sprawcę wszelkiego zła, czyli Departament Stanu USA. Najnowsza uchwała soborowa Kongresu Narodu Rosyjskiego organizowanego przez Patriarchat Moskiewski, wydana po serii wielotysięcznych manifestacji opozycji, mówi o „próbie destabilizacji kraju przy udziale zewnętrznych wpływów i sił radykalnych”.

 

Ta retoryka, zaczerpnięta wprost z wystąpień obecnego prezydenta FR, ma być przestrogą, że przeciwnicy Putina są również wrogami Cerkwi i każdy, kto występuje przeciwko reżimowi kagiebisty, może liczyć na miano śmiertelnego wroga rosyjskiego prawosławia.

 

Miliardy dla Cyryla

 

Nie dziwi zatem, że strona Patriarchatu Moskiewskiego przypomina oficjalny biuletyn rządu Federacji Rosyjskiej. Listy gratulacyjne oraz życzenia od i do poszczególnych ministrów przeplatają się z informacjami o wzajemnych wizytach, naradach i spotkaniach. Najnowszym sukcesem Cyryla jest kwietniowe rozporządzenie premiera Rosji o uproszczeniu procedury przekazywania darowizn i nieruchomości na cele religijne. Reżim Putina nie żałuje również pieniędzy na finansowanie budownictwa sakralnego. Przed kilkoma miesiącami Putin chwalił się, że „jeśli w latach 2008–2011 przeznaczyliśmy kwotę 2,3 mld rubli na przywrócenie świetności budowli sakralnych i transferów do organizacji religijnych, to w ciągu najbliższych trzech lat będzie to prawie 3,5 mld rubli”.

 

W zamian za liczne przywileje Cerkiew, wspólnie z kagiebistami, buduje system autorytarnej władzy „opartej na tradycyjnych rosyjskich wartościach” i kontynuuje drogę wytyczoną wiernopoddańczym listem metropolity Sergiusza z roku 1926, w którym znalazł się m.in. nakaz: „Musimy nie słowami, lecz czynami pokazać, że jesteśmy wiernymi obywatelami Związku Sowieckiego, lojalnymi wobec władzy sowieckiej” oraz pouczenie, iż „Wszelki cios, skierowany przeciwko Związkowi Sowieckiemu – czy to wojna, czy bojkot, czy jakakolwiek klęska społeczna, czy zwykłe zabójstwo zza węgła, w rodzaju warszawskiego – uważamy za cios skierowany przeciwko nam”.

 

W obronie „unikalnej rosyjskiej cywilizacji”

 

Sergiaństwo – jak przeciwnicy obecnej Cerkwi nazywają sojusz prawosławia z władzą kagiebistów – święci dziś triumfy i pod kierunkiem Cyryla i Putina zmierza do najściślejszej fuzji tych dwóch porządków. W raporcie prestiżowego Instytutu Keston, zajmującego się od 1969 r. badaniem religii w krajach komunistycznych, mówi się o „narastaniu bezwarunkowej lojalności” i serwilizmie Cerkwi wobec Putina. Podstawowy dogmat kremlowskiej ideologii – koncepcja „wyjątkowości, unikalności rosyjskiej wizji demokracji i praw człowieka” – został uchwalony na Światowym Kongresie Narodu Rosyjskiego, zorganizowanym przez Patriarchat Moskiewski w 2006 r. Natomiast w pod koniec maja 2010 r., podczas spotkania Cyryla I z przedstawicielami putinowskiej partii „Jedna Rosja”, podpisano oświadczenie o współpracy, w którym zadeklarowano „narodowe porozumienie co do podstawowych wartości moralnych” oraz intencję „utrzymywania Rosji jako unikalnej cywilizacji, szczególnie w kontekście globalizacji i wdrażanie na szeroką skalę programu modernizacji kraju”.

 

Główną rolę w działaniach zagranicznych Cerkwi spełnia wydział kontaktów zewnętrznych – obsadzany od dziesięcioleci najwierniejszymi agentami KGB. Również dziś Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) posiada w nim liczną agenturę zapewniającą m.in. doskonałe kontakty z emigracją rosyjską. Przewodniczącym wydziału w latach 1960–1972 był patron Gundiajewa, metropolita Nikodem (agent „Światosław”), a przez 10 lat na jego czele stał sam agent „Michajłow”. To przedstawiciele tego wydziału odwiedzili Polskę we wrześniu 2009 r., tuż po wizycie Putina na Westerplatte, która zapoczątkowała proces „zacieśniania przyjaźni” z kremlowskim reżimem. Efektem tej wizyty był projekt wspólnego listu Episkopatu i Cerkwi „o poszanowaniu prawdy historycznej i wezwaniu Polaków i Rosjan do pojednania”. Kolejna wizyta, tym razem przewodniczącego wydziału, metropolity wołokołamskiego Hilariona, miała miejsce tuż po tragedii smoleńskiej, w czerwcu 2010 r. Powołano wówczas dwa zespoły: polski i rosyjski, które miały opracować tekst wspólnego orędzia.

 

Komu służy pojednanie

 

Jak wiemy, do jego podpisania dojdzie podczas czterodniowej wizyty Gudiajewa-Cyryla w Polsce, 17 sierpnia br., gdy przedstawiciele obu Kościołów uczynią to w obecności Bronisława Komorowskiego. Tekst orędzia wzywającego do „pojednania” zostanie następnie odczytany we wszystkich polskich kościołach.

 

Minister Anna Fatyga, pisząc niedawno o tym projekcie, zapytała: „Komu służy to pojednanie? Dlaczego, choć to ważne wydarzenie, nikt w tej sprawie nie zabiera głosu? Milczą historycy, religioznawcy, milczy laikat. Ta cisza jest przerażająca, dźwięczy mi w uszach”.

 

W istocie – cisza panująca wokół tego wydarzenia powinna nas przerażać, bo ponad wszelką wątpliwość akt ten ma groźny wymiar polityczny i służy interesom kremlowskich kagiebistów. Te zaś nigdy nie były i nie będą zgodne z dążeniami milionów Polaków.

 

Towarzyszące planowanemu orędziu Episkopatu i Cerkwi demagogia oraz religijna retoryka stanowią rodzaj zasłony, zza której wyziera twarz płk. Putina i intencje dalekie od „historycznego pojednania”. W sposób daleki od prawdy przedstawia się nie tylko postać patriarchy Cyryla, ale również pozycję i rolę Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Milczeniem pomija się fakt, że jest to instytucja podległa władzy Kremla, wspierająca fałszowanie historii stosunków polsko-rosyjskich, pochwalająca eksterminację narodu czeczeńskiego i „błogosławiąca” bandyckie działania służb Putina.

 

Do dziś nie znamy nawet treści wspólnego orędzia, a jego całkowite utajnienie – aż do chwili odczytania w kościołach – pozwala przypuszczać, że w proces ten zaangażowani zostali również ludzie służb specjalnych. Nie ma wątpliwości, że w takich kategoriach trzeba postrzegać wielu przedstawicieli rosyjskiej Cerkwi. W publikacji „GPC” z 17 lipca br. przypomniano zaś, że wizyta Gudiajewa jest wynikiem m.in. zabiegów byłego pułkownika SB Tomasza Turowskiego, który z nadania Radosława Sikorskiego zajmował się „pogłębianiem stosunków z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym”. Rzeczywisty wymiar tego „pojednania” uwidacznia się również w fakcie, że po jednej stronie sygnatariuszy znajdujemy agenta KGB „Michajłowa”, z drugiej zaś hierarchę, który – jak wynika z akt przechowywanych w IPN – zarejestrowany został jako tajny współpracownik SB o pseudonimie Zefir.

 

Mamy prawo pytać: jakie owoce może przynieść to „pojednanie” – jeśli nie poprzedził go rachunek krzywd, wyznanie win i akt skruchy? Na czym jest ono oparte, skoro w obecnych stosunkach polsko-rosyjskich nie ma nawet definicji oprawcy i ofiary, a do kłamstwa katyńskiego rosyjski reżim dołożył kłamstwo smoleńskie i złowrogą tajemnicę śmierci polskiej elity?

 

Jan Paweł II w Adhortacji Apostolskiej Reconciliatio Et Paenitentia przypominał, że „pojednanie nie może być mniej głębokie niż sam rozłam. Tęsknota za pojednaniem i ono samo będą w takiej mierze pełne i skuteczne, w jakiej zdołają uleczyć ową pierwotną ranę, będącą źródłem wszystkich innych, czyli grzech”.

 

Czy wspólne orędzie Cerkwi i Episkopatu może uleczyć ogromną ranę polskich dziejów związaną z krzywdami doznanymi od Rosjan – jeśli nigdy ich nie nazwano, nie policzono i nie przeproszono za nie? Jaki grzech ma uleczyć to „pojednanie”, skoro nie ma wyznania winy ani woli poprawy? I które rozłamy ma zasypać, jeśli zabroniono nam o nich nawet mówić?

Kategorie:

 

    Autor: Aleksander Ścios

 

LIST OTWARTY PORTALU

 

Blogmedia24.pl

 

Jego Ekscelencja

Ksiądz Arcybiskup Józef Michalik

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

 

Skwer Ks. Kard. S. Wyszyńskiego 6

 

01-015 Warszawa

skep1@episkopat.pl

 

Wasza Ekscelencjo,

Czcigodny Księże Arcybiskupie,

 

my, wierni Kościoła Katolickiego w Polsce, z niepokojem przyjęliśmy informację, ze podczas wizyty Cyryla I w Polsce ma dojść do podpisania Orędzia do Narodów Rosji i Polski – wspólnego dokumentu Rosyjskiej Cerkwi i Episkopatu Polski, nad którym prace trwały od ponad dwóch lat, a o którym wierni nie byli informowani przez swoich Biskupów.

 

Kościół Katolicki w Polsce był od wieków miejscem, gdzie wierni gromadzili się pod opiekę Maryji Królowej Polski, szukając wsparcia u swoich Pasterzy w momentach zagrożenia dla wiary i państwowości Polski.

I przez wieki znajdowali Pasterzy, którzy potrafili ich przeprowadzić w modlitwie i Opiece Boskiej przez wszystkie zakręty historii.

 

W Wielką Niedzielę abp Józef Michalik w orędziu wielkanocnym powiedział, że "zmartwychwstanie Chrystusa ma wielkie przesłanie do nas: Nie poddawajmy się!". Ktoś kto zagarnia historię, przeszłość już sięga ręka po przyszłość, działa na szkodę.

To jest siła narodu naszego. Trzeba umieć słuchać narodu. Bolesne jest to, że niejednokrotnie rządzący nie chcą tego narodu słuchać w różnych sytuacjach ."

 

Odwołując się do słów Waszej Ekscelencji, naszego Pasterza, prosimy o wysłuchanie naszej opinii i wycofanie się z podpisania tego niebezpiecznego dla przyszłości Polski wspólnego orędzia.

 

Bolejemy nad tym, że ponad dwa lata od śmierci polskiej elity, Episkopat Polski nie odważył się powiedzieć Polakom, że obecna władza ukrywa prawdę o tragedii smoleńskiej i w pakcie z Putinem pozbawia nas resztek godności i suwerenności. Przeciwnie, od dawna zauważamy szereg niepokojących sygnałów płynących od naszych duszpasterzy.

Nigdy nie usłyszeliśmy apelu o rzetelne wyjaśnienie przyczyn tragedii ani głosu w obronie tych, którzy zginęli na nieludzkiej ziemi. Nie powiedziano Polakom, kto ponosi moralną odpowiedzialność za wzniecanie kampanii nienawiści i nie wskazano winnych niszczenia naszej państwowości.

Gdy na Krakowskim Przedmieściu bito i lżono obrońców krzyża, a człowiek wybrany prezydentem rozpętał wojnę z symbolem chrześcijaństwa - w stanowisku Episkopatu z dnia 12 sierpnia 2010 r. napisano: „Modlącym się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu zwracamy uwagę, że w zaistniałej sytuacji stają się, mimo swej najlepszej woli, politycznym punktem przetargowym stron konfliktu”, a z ust najwyższych przedstawicieli Kościoła usłyszeliśmy o „fanatycznej sekcie broniącej krzyża” i „bezrozumnych zwierzętach”.

 

Zaledwie tydzień po tragedii, sekretarz Konferencji Episkopatu Polski. bp Stanisław Budzik wyraził nadzieję, „że wspólne przeżywanie katastrofy, jaka wydarzyła się pod Smoleńskiem będzie nowym otwarciem, kamieniem milowym na drodze porozumienia i pojednania polsko-rosyjskiego” i przypomniał, że hierarchowie polskiego Kościoła „zinterpretowali tragiczne wydarzenia pod Smoleńskiem jako okazję do pogłębienia dialogu polsko-rosyjskiego”.

 

Głos ten Polacy usłyszeli wówczas, gdy rosyjscy żołdacy niszczyli wrak samolotu, zacierali ślady po smoleńskiej tragedii i kłamliwie oskarżali polskich pilotów o spowodowanie katastrofy. Brzmiał tym bardziej obłudnie, że władze Rosji nie tylko „wspólnie przeżywały” śmierć naszej elity, ale zaprzeczały też odpowiedzialności za katyńskie ludobójstwo i wespół z rosyjską Cerkwią zawłaszczały miejsce kaźni polskich oficerów, stawiając na terenie Zespołu Memorialnego w Lesie Katyńskim Cerkiew Zmartwychwstania Chrystusa. Inicjatorem tej budowy był Cyryl I, a jej wykonanie sfinansował koncern Rosnieft, zarządzany przez ludzi KGB.

 

Symbolem wspólnych dążeń do zadekretowania „pojednania” z Rosją, była także decyzja władz Archidiecezji Warszawskiej o ulokowaniu w biurowcu należącym do Archidiecezji siedziby Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Ta rządowa instytucja została powołana natychmiast po tragedii smoleńskiej i na wzór komunistycznego TPPR –u, ma zajmować się „ratyfikację polsko-rosyjskiego dialogu i porozumienia”.

 

W trakcie pogrzebu pary prezydenckiej na Wawelu, kard. Stanisław Dziwisz przypomniał, że „przed blisko półwieczem biskupi polscy wykonali prawdziwie proroczy krok w kierunku Niemców, mówiąc do nich w imieniu narodu polskiego: ,,Wybaczamy i prosimy o wybaczenie!“ i dodał: „Musimy dorastać do wypowiedzenia tych samych słów wobec braci Rosjan.” „Orędzie skierowane do narodów Polski i Rosji będzie odpowiednikiem tego, co się stało w relacjach polsko-niemieckich w 1965 roku” stwierdził ks. Henryk Paprocki, rzecznik Kościoła prawosławnego w Polsce.

 

W naszym mniemaniu Orędzie do Narodów Rosji i Polski, będące zwieńczeniem wielu niebezpiecznych sygnałów płynących z ostatnich miesięcy, nie może być porównywane z listem do biskupów niemieckich z 1965 r. Próba narzucenia takiej interpretacji każe przypuszczać, że mamy do czynienia z aktem historycznego fałszerstwa, którego konsekwencje mogą być wręcz nieobliczalne i trwale zaważyć na przyszłości Polski i polskiego Kościoła.

 

Dość przypomnieć, że List biskupów polskich do niemieckich został poprzedzony autentycznym procesem pojednania i był odpowiedzią polskich hierarchów na wieloletnie starania strony niemieckiej. Wyprzedziły go działania kościołów niemieckich, w tym Kościoła ewangelickiego, który w swym memorandum z 1 października 1965 r. wzywał do zaakceptowania granic na Odrze i Nysie oraz do podjęcia dzieła pojednania Niemców ze wschodnimi sąsiadami. Wcześniejszym gestem intelektualistów ewangelickich było tzw. memorandum z Tybingi - przedstawione deputowanym Bundestagu w roku 1961, nawołujące zachodnioniemieckich polityków do odejścia od idei rewizji granic. Okazją do podjęcia procesu pojednania był przede wszystkim Sobór Watykański II, dając możliwość bezpośredniego spotkania przedstawicieli Episkopatów obu krajów.

Poprzedziły go wspólne wystąpienia w sprawie beatyfikacji franciszkanina — męczennika Auschwitz — o. Maksymiliana Kolbe czy pielgrzymki niemieckich chrześcijan do miejsc zbrodni hitlerowskich w Polsce. Słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – podpisane m.in. przez kardynała Stefana Wyszyńskiego i biskupa Karola Wojtyłę – były nie tylko aktem mądrości politycznej ówczesnych hierarchów Kościoła, ale wypływały z głębokiego przeświadczenia, że istnieją rzeczywiste warunki pojednania „w tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu”.

Jeśli ówczesne władze komunistyczne zareagowały z wściekłością na orędzie polskich biskupów – to również dlatego, że było ono wyrazem ewangelicznej i chrześcijańskiej postawy.

 

Każdy, kto zna stan dzisiejszych stosunków polsko-rosyjskich, musi wiedzieć, że nie spełniają one żadnego z warunków koniecznych do prawdziwego pojednania. W wymiarze politycznym, historycznym czy religijnym - nie sposób nawet wskazać wydarzenia na miarę inicjacji takiego procesu. Również Rosyjska Cerkiew Prawosławna jest daleka od budowania relacji opartych na prawdzie, a wobec reżimu kremlowskiego spełnia dziś rolę stronnika i wasala.

Symbolem obecnych relacji może być wypowiedź patriarchy Cyryla, który 4 listopada ubiegłego roku, w ustanowione przez Putina święto Jedności Narodowej, porównał wypędzenie Polaków z Moskwy w roku 1612 do zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami w 1945 roku.

 

Sam sygnatariusz orędzia, Cyryl I patriarcha Moskwy i Wszechrusi , Władimir Michajłowicz Gundiajew jest współpracownikiem KGB o pseudonimie „Michajłow".

 

Są to fakty znane wiernym Kościoła w Polsce, jak również fakt że Patriarcha, uważany w Rosji za członka ekipy Putina w przeszłości zajmował się m.in. obrotem wyrobami tytoniowymi, wwożonymi do Rosji bez cła i składowanymi w Monasterze Daniłowskim oraz handlem ropą naftową, czerpiąc z tych nielegalnych procederów milionowe zyski.

 

Na czym zatem miałoby opierać się owo „pojednanie’ między kościołami i narodami – jeśli nadal nie ma rachunku krzywd, poczucia winy ani woli poprawy? Jaki akt „wybaczenia” chcą nam przygotować polscy hierarchowie, gdy ukryto prawdę o przyczynach tragedii smoleńskiej, a Prawosławna Cerkiew wspiera człowieka odpowiedzialnego za śmierć naszych rodaków?

 

Czy polski Episkopat zapomniał już słów Jana Pawła II, że ,,pojednanie nie może być mniej głębokie niż sam rozłam“ i nie pamięta o hańbie pozorów pojednania?

 

Nie mamy wątpliwości, że wspólne orędzie hierarchów polskich i rosyjskich stanowi integralny element fałszywego procesu „pojednania” - narzuconego Polakom od dnia tragedii smoleńskiej i w sposób bezpośredni wpisuje się w plan uczynienia z naszego kraju rosyjskiego dominium. Jest inicjatywą, którą należy oceniać w perspektywie celów politycznych wyznaczonych przez grupę rządzącą.

 

Podpisując to orędzie, biskupi mogą być pewni przychylnej reakcji władzy, która spróbuje je wpisać we własną politykę.

Ale co się stanie z owcami powierzonymi Pasterzom, wiernymi którzy poczują się oszukani i opuszczeni?

 

W 1993 roku papież Jan Paweł II powiedział:

 

„Anty­chryst jest wśród nas. Nie możemy przy­my­kać oczu na to, co nas ota­cza. Musimy nazwać po imie­niu złego. Nie możemy prze­oczyć faktu, że wraz z kul­turą miło­ści i życia na świe­cie roz­po­wszech­nia się inna cywi­li­za­cja, cywi­li­za­cja śmierci, będąca bez­po­śred­nim dzie­łem sza­tana i sta­no­wiąca jeden z prze­ja­wów zbli­ża­ją­cej się Apokalipsy.“

 

Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. (Mt 5:33-37).

 

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, zatroskani o dobro Kościoła katolickiego w Polsce apelujemy o niepodpisywanie orędzia polsko-rosyjskiego. Jesteśmy przekonani o jego szkodliwości dla przyszłości Kościoła w Polsce, jak i dla przyszłości naszej Ojczyzny. Nadszedł moment, gdy na drodze fałszywego pojednania powinniśmy powiedzieć „Non possumus!”

 

 

 

W imieniu

 

katolickiego laikatu, świeckich prawdziwie zaangażowanych, zatroskanych o obecność wiary, Ewangelii, Chrystusa pośrodku nas i o przyszłość naszej Ojczyzny, zgromadzonych wokół portalu Stowarzyszenia Blogmedia24.pl

 

Prezes Zarządu

Elżbieta Szmidt

 

--

 

prosimy o propagowanie jego treści na innych portalach i zachęcania tych, którzy się zgadzają z treścią listu, o podpisywanie we własnym imieniu i wysyłanie na adres:

 

Jego Ekscelencja

 

Ksiądz Arcybiskup Józef Michalik

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

 

Skwer Ks. Kard. S. Wyszyńskiego 6

01-015 Warszawa

skep1@episkopat.pl

 

 

 

 

=========

Cerkiew, narzędzie w rękach Putina

http://www.gazetapolska.pl/21276-cerkiew-narzedzie-w-rekach-putina

 

Cyryl I w Polsce

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieton/6794,cyryl-i-w-polsce.html

 

 

 
BŁOGOSŁAWIONEMU JANOWI PAWŁOWI II W HOŁDZIE Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
10.08.2012.

ALEKSANDER SZUMAŃSKI

 

BŁOGOSŁAWIONEMU JANOWI PAWŁOWI II W HOŁDZIE

 

Nie często we współczesnej poezji występuje temat religii chrześcijańskiej. Młodzi poeci, niekiedy wybitnie uzdolnieni unikają tego tematu. Najczęściej we współczesnej polskiej poezji występują tematy „zastępcze”, niekiedy bardzo osobiste. To dobrze, iż uzdolnieni poeci kierują swoją liryką w ten sposób. Być może poszukują wsparcia duchowego u czytelników również przeżywających nie łatwe przecież obecne życie. Co dziwne, współczesna polska liryka, pomimo niekiedy swojego bogactwa autorskiego jakby zapominała o tej pięknej „Pieśni nad pieśniami” biblijnej formie poezji miłosnej.

 

Przecież poezja w swojej sztuce piękna nie wymaga od autorów w temacie poezji miłosnej, aby to uosobiało się w klasyce miłosnej. Miłość to oczywiste piękno w sztuce od zarania dziejów. Ale przecież poezja religijna to też forma miłości.

 

Z ogromną satysfakcją przyjąłem do recenzji krytycznej najnowszą książkę poetycką Joanny Bielobradek zatytułowaną jak w zapowiedzi „Błogosławionemu Janowi Pawłowi II w hołdzie”.

 

Joanna Bielobradek polska poetka, prozatorka, krytyk literacki, publicystka światowej prasy polonijnej mieszka w Chicago. Milionowa społeczność Polonii chicagowskiej życzliwie przyjmuje jej teksty pomieszczane również w miejscowej prasie. Kilka lat temu zamieściła w chicagowskim „Kurierze Codziennym” (red. nacz. marek Bober, wydawca Adam Ocytko) krytykę literacką związaną z poezją polską „Lekcja polskości”. Z satysfakcją przyjąłem tytuł, a czytając   tekst dopatrywałem się w nim nie tylko krytyki literackiej, ale również umiłowania wszystkiego co polskie. Romantyczna poezja znalazła się na krytycznym warsztacie romantycznej pisarki i krytyka literackiego.

 

„Błogosławionemu Janowi II w hołdzie” to nie tomik wierszy. To książka poetycka – wybór wierszy – zawierająca  146 utworów poetyckich. Nietuzinkowy to wybór, świadczący nie tylko o religijnej postawie autorki, ale o umiłowaniu bł. Jana Pawła II.

 

Zastanawia mnie forma poetycka tego wyboru wierszy. Autorka wolna i niezależna nie jest przywiązana do współczesnego kanonu literackiego. Często w jej poezji występuje klasyczny rytm i rym. Jak określiłem tę formę twórczości w ślad za moim mistrzem Julianem Tuwimem „sztuka rymotwórcza”.

 

Joanna Bielobradek stała się ważnym zjawiskiem w poezji polskiej. Poznaliśmy się w czasie trwania Światowego Forum Mediów Polonijnych. Miała swój wieczór autorski z towarzyszeniem muzyki Fryderyka Chopina. Wybrała tę formę uwznioślenia poezji czytanej. Czytała czysto, z dobrą dykcją i zachowaniem właściwej prezentacji tekstów wierszowanych, po aktorsku.

 

Jej wiersze np. z tomu „Wiersze pisane w Ameryce” to utwory całkowicie nowe w naszej poezji. Z jednej strony bardzo kobiece, zmysłowo – psychologiczne, z drugiej strony o kapitalnym darze obserwacji życia w Ameryce i w Polsce. Na wszystkich spotkaniach autorskich z polską publicznością wiersze Joanny Bielobradek przyjmowane były zawsze życzliwie i wywoływały długie i gorące dyskusje.

 

„Błogosławionemu Janowi Pawłowi II w hołdzie” to już poezja katharsis  jako miłość i śmierć  tematycznie od wieków związane z tą forma sztuk pięknych, głęboko religijna, mądra i zarazem istotnie komunikatywna. Poetka głęboko przeżywa życie i śmierć polskiego papieża, darząc go miłością i zaufaniem, widząc w nim siłę nadawaną bieżącym i przyszłym pokoleniom. Czytanie tych wierszy to jakby obcowanie z duszą naszego narodu i gorące pragnienie racjonalistki dotarcia do istoty wiary, która czyni człowieka lepszym, szlachetniejszym.

Na jednym z wieczorów autorskich Bielobradek w Chicago, jeden z uczestników spotkania (poeta) powiedział:

„…kiedy czytam pani wiersze, nie istnieję. To prawie nie fair”.

 

Bielobradek odpowiedział:

… co tam ja! Beata Obertyńska to dopiero wielka pisarka. Największa!

 

Autorka w swojej sztuce unika rymów gramatycznych, najczęściej posługując się wytrawnym asonansem. Tworzy również prozą liryczną.

 

„Błogosławionemu Janowi Pawłowi II” to wiersze również religijne, pisane z myślą o bł. Janie Pawle II, a przeto oryginalne.

 

Modlitwa warszawska

 

A kiedy

Wrzeźbił się

W Tatry

I w wiatr

Omijany

Przez wieki Słowianin

Stał się

 

                                                                       Aleksander Szumański

                                                                       sierpień 2012  

 

 
MY POLACY TWÓRCY HOLOCAUSTU MORDERCY 3 MILIONÓW ŻYDÓW Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
09.08.2012.

Aleksander Szumański       

 

MY POLACY TWÓRCY HOLOCAUSTU MORDERCY

                        3 MILIONÓW ŻYDÓW

      

   

Dr Alina Cała pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” ( „Rzeczpospolita” 25. 05. 2009 - „Polacy jako naród nie zdali egzaminu” stwierdza, iż Polacy są odpowiedzialni za śmierć wszystkich zamordowanych 3 milionów polskich Żydów.

 

Dalej w owym wywiadzie uważa, iż  Polacy są odpowiedzialni za Holocaust.

 

Paweł Śpiewak dyrektor owego instytutu jest dla Polaków „łaskawszy”, twierdząc, iż Polacy zamordowali ”tylko” 120 tysięcy Żydów.

 

Atak na Polskę i Polaków trwa nie od dzisiaj. Ten atak został ostatnio „wzbogacony” przez agenturę wewnętrzną, „razwiedkę” . Dla ścisłości podam encyklopedyczną definicję „razwiedki:

 

„Razwiedka (z ros. разведка wywiad) – w Polsce potoczna nazwa nadana służbom specjalnym Federacji Rosyjskiej. Mianem tym nazywa się Służbę Wywiadu Zagranicznego Rosji (SVR), Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB), wywiad i kontrwywiad wojskowy GRU. W publicystyce (m.in. u Stanisława Michalkiewicza i publicystów związanych z tygodnikiem „Najwyższy CZAS!”) spotykane jest także rozciągnięcie tej nazwy na służby specjalne PRL, podległe operacyjnie służbom radzieckim (ze szczególnym uwzględnieniem ich kontynuatorki WSI).

 

Powstały (niestety udane) inicjatywy zniszczenia kresowych mediów. Wykonawstwo tej haniebnej akcji powierzono Ministerstwu Spraw Zagranicznych – czytaj – Radosławowi Sikorskiemu.

 

Wszystkie dokonane zbrodnie (w tym Katyń – NKWD) znane były doskonale aliantom II wojny światowej – Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym, a jednak zgodziły się na oddanie Polski powtórnie mordercom NKWD z odebraniem Polsce jej historycznych ziem - Kresów ze Lwowem.

 

Unicestwienie mocy narodu można dokonać przez mord fizyczny jego siły intelektualnej, jak czynili to bolszewicy i hitlerowcy, można też naród unicestwić mordem intelektualnym pozbawiając go  możliwości edukacji i odcinając mu środki przekazu.

 

Tak właśnie postępuje obecnie rządząca ekipa Donalda Tuska, redukując liczbę szkół, likwidując godziny nauczania historii i wprowadzając własne „porządki edukacyjne i medialne” na polskich przecież Kresach.

 

Kresowych Polaków obecnie nazywa się w tej ekipie  „Polonią”, nie bacząc na to, iż są to obecni, czy dawni obywatele polscy. Tej „Polonii” kresowej zamyka się radiowe i gazetowe środki komunikacji medialnej, kłamiąc niewiarygodnie, o akcji jednorazowej zmiany płatnika, konkursach i innych oszustwach wymierzonych w naszych kresowych ziomków. Z dotychczasowych dotacji wynoszących ok. 6 milionów PLN pozostaje niepełne 2, 5 miliona.

 

 Minister spraw zagranicznych dopieszcza na swoich placówkach dyplomatycznych szajki esbeckie i śmieje się w kułak pytany o środki na utrzymanie mediów kresowych. Sejm RP. nie wypowiada się w sposób jednoznaczny na ten dramat intelektualny i edukacyjny Polaków zamieszkujących polskie przecież Kresy.

 

Tymczasem czynione są już próby zawładnięcia polskimi mediami na Kresach przez służby specjalne Rosji występujące w roli bogatych „życzliwych” gentelmenów.

 

Chętnie natomiast zamiata się pod dywan przez Sejm RP uchwalenie 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian, łącznie ze wszystkimi aferami korupcyjnymi rządu Tuska i blisko 200 tysiącami naszych rodaków zamordowanymi bestialsko przez bandy ukraińskie OUN – UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Nacjonalistom ukraińskim z partii „Swoboda” szczególnie zależy na zamknięciu Radia Lwów i innych polskich kresowych mediów.

 

Sikorski podał rękę banderowcom, „wygrywając” jeszcze miliony złotych umożliwił szajkom kremlowskim w „zagospodarowaniu” kresowych mediów.

 

Upominając się o media polonijne na Kresach przypominamy jak ze szczególnym okrucieństwem Ukraińcy  UPA –OUN mordowali polskie dzieci:

 

- rozdzierali nóżki z morderczym hasłem – „tyś polski orzeł”,

- rozdzierali usta z hasłem „Polska od morza do morza”,

-żywym dzieciom wyrywali kończyny, języki, wykłuwali oczy, tak umęczone wbijali na widły, rąbali siekierami, przecinali na pół piłami, rozpruwali brzuchy, wydłubywali oczy, wrzucali je do studzien, bili aż do zabicia, krzyżowali na otwartych drzwiach, gwałcili i obcinali genitalia, nie mówiąc o masowych rabunkach.

 

Dzieci patrzyły na kaźń rodziców, rodzice na mękę swoich dzieci.

 

Ekipa Tuska stworzyła nową formę okupacji Polski. Obce narodowi siły wewnętrzne i zewnętrzne dążą aby utracił on źródło swojej spoistości i przestał być wrażliwy na własną tożsamość ukształtowaną przez wiekowe dziedzictwo kulturowe i religijne. Te same siły zawładnęły Kościołem od wewnątrz.

 

Radosław Sikorski zespolony z tymi siłami, pozbawiając kresowian środków edukacyjnych już „dorżnął watahę!”

 

Skandal z ubeckim Ministerstwem Spraw zagranicznych trwa! ( patrz „Esbecka szajka pod okiem Sikorskiego” – „Gigantyczna afera w polskiej dyplomacji” „Gazeta Polska” 1 sierpnia 2012.

 

Konsulat polski w Łucku sprzedaje polskie wizy m.in. prostytutkom! (patrz „Konsulat w Łucku – bezprawie i samowola” – „Gazeta Polska” 8 sierpnia 2012).

 

Sikorski promuje za granicą książkę utwierdzającą stereotyp Polaków jako antysemitów, szmalcowników, rabusiów majątków żydowskich.

 

Ambasady polskie promują antypolskie tytuły, na siedem głównych opracowań pięć mówi o polskich szmalcownikach, rabusiach żydowskich majątków i antysemitach. A w dodatku wydawcą książki jest oficyna „Rytm” byłego oficera SB Mariana Kotarskiego vel Pękalskiego. Tytuł „Piekło wyborów”.

 

Na stronie internetowej Światowego Kongresu Żydów został zamieszczony artykuł Menachema Rosensafta, nowojorskiego prawnika, wzywający Amerykanów pochodzenia żydowskiego do bojkotu Polski, polegającego na wstrzymaniu wydawania dolarów w Polsce, ponieważ nie została dotąd rozwiązana kwestia restytucji w Polsce mienia żydowskiego.

 

Szef tej organizacji Michael Schneider uważa jednak, że najpierw należy prowadzić w tej sprawie rokowania z polskim rządem, czyli domyślnie dopiero potem bojkotować Polskę .

Sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów mówi, iż jego organizacja docenia fakt okazywania przyjaźni przez polski rząd Izraelowi, licząc, że rząd Polski usiądzie do stołu i rozpocznie rokowania o sposobie restytucji przejętego mienia, lub wypłaty ofiarom Holocaustu i ich spadkobiercom odpowiedniego odszkodowania.

 

Mamy nadzieję na szybkie i pomyślne decyzje rządu polskiego w sprawie uchwalenia odpowiedniej ustawy o restytucji mienia żydowskiego w Polsce, tym bardziej, iż problem ten wisi nad Polską od czasu zakończenia II wojny światowej – przekonuje Schneider.

 

Takie argumenty przedstawił oficjalnie kilka tygodni temu Światowy Kongres Żydów. Stanowisko tej wpływowej organizacji poparł również rząd Stanów Zjednoczonych wzywając oficjalnie polskie władze do restytucji mienia żydowskiego.

 

Całkowicie zostały zignorowane ustalenia, iż restytucja mienia pozostawionego w Polsce przez osoby, które później otrzymały obywatelstwo amerykańskie została uregulowana przez układ z 16 lipca 1960 r.

 

Stroną zobowiązaną do zaspokojenia roszczeń obywateli amerykańskich wobec rządu polskiego, pochodzących sprzed tej daty jest rząd amerykański.

 

Obowiązki państwa polskiego do restytucji mienia utraconego przez obywateli polskich na terenie przejętych przez Litwę, Białoruś i Ukrainę terenów II Rzeczypospolitej zostały określone w Układach republikańskich z 1944.

 

Przypomnę  iż w dniach 2 – 4 lipca 2010 r. a więc również w czasie trwania ciszy wyborczej przyjechała do Polski ponad setka politycznych VIP-ów, wśród nich sekretarz stanu USA Hillary Clinton, aby spotkać się z p.o. prezydenta RP Bronisławem Komorowskim.

 

Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski wizytę potwierdził, nie podał jednak celu wizyty. Cel wizyty był oczywisty. Pani Hillary Clinton wysłana została przez wpływowe samozwańcze grupy organizacji żydowskich w USA, aby załatwiła z / nowym!/ prezydentem RP wypłatę majątku Narodu Polskiego na rzecz owych grup w kwocie przekraczającej 67 miliardów dolarów USA, a więc 4,2 razy więcej niż wynosi deficyt budżetowy / 52 miliardy zł – 16 miliardów dolarów amerykańskich /, przy długu zagranicznym państwa polskiego wynoszącym ponad 185 miliardów euro.

 

Bezprecedensowa wizyta przypadająca w czasie kampanii prezydenckiej i ciszy wyborczej dla pokazania się Komorowskiemu 100 politycznym VIP-om na czele z sekretarzem stanu USA Hillary Clinton stanowiła jawne pogwałcenie suwerenności Polski z obrazą przez USA polskiej racji stanu.

 

Nie informowanie opinii publicznej o zaplanowanej wizycie i jej nie przypadkowy przecież termin stanowił następny krok w serwilistycznej, aroganckiej, antypolskiej, polityce rządu Donalda Tuska.

 

Wizytę Hillary Clinton w tym wyborczym terminie należy uznać za niedopuszczalną i bezpardonową ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski z arogancją prezydenta Stanów Zjednoczonych włącznie.

 

Wizyta lipcowa 2010 była integralnie powiązana również ze spotkaniem w USA Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego z grupą czołowych przedstawicieli tzw. lobby żydowskiego- samozwańczych organizacji żydowskich w USA w marcu 2008 r.

 

Podczas tego spotkania w Nowym Jorku z przedstawicielami organizacji żydowskich w USA premier Donald Tusk obiecał rozwiązanie jeszcze w roku 2008 ciągnącego się od lat problemu restytucji prywatnego mienia żydowskiego w Polsce. Informację potwierdził szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak, który towarzyszył szefowi rządu podczas wizyty w USA.

 

Premier Tusk poruszając problem prywatnej własności był bardzo otwarty i potwierdził to o czym zapewniał min. Łaszkiewicz, który powiedział, iż ten rząd zobowiązuje się do rozwiązania problemu.

 

Premier powiedział, że do września 2009 r. ustawa o reprywatyzacji zostanie uchwalona i szybko jeszcze w roku 2009 wprowadzona w życie. Wiceprezes Światowego Kongresu Żydów / WJC / Kalman Sułtanik oświadczył, iż premier zapowiedział poddanie pod głosowanie ustawy o reprywatyzacji mienia żydowskiego jeszcze do września 2008 roku.

 

Informacja PAP z marca 2008 r. nie wyjaśniła pod jakie głosowanie nieistniejąca ustawa o reprywatyzacji mienia żydowskiego ma być poddana. PAP nie wyjaśniła również, iż w przypadku mienia pożydowskiego każdą indywidualną sprawę wyjaśnia postępowanie sądowe z udziałem kuratora reprezentującego interesy byłego właściciela.

 

Premier polskiego rządu deklarując wypłatę amerykańskim organizacjom żydowskim za mienie pożydowskie w żądanej wysokości 67 miliardów dolarów nie oświadczył publicznie z jakich środków owe pieniądze /odszkodowania ? / będą pochodzić.

 

Z budżetu państwa?

 

Zapewne Tusk zmierza do przekazania majątku narodowego do kas lobby żydowskiego w USA, w czym miało dopomóc mu 100 VIP-ów z Hilary Clinton na czele.

 

Deficyt budżetowy państwa polskiego wynosi 52 miliardy zł czyli ok. 15 miliardów dolarów USA. Tusk podjął więc zobowiązanie skarbu państwa w wysokości przekraczającej 4,5 razy deficyt budżetowy państwa.

 

Istniał oczywiście plan pokazania Komorowskiego w uściskach z Hillary Clinton, aby w ten sposób zapewnić mu zwycięstwo w II turze wyborów prezydenckich. Jarosław Kaczyński w razie zwycięstwa nie byłby właściwym prezydentem RP do tych haniebnych rokowań.

 

Po Katyniu 2010 do zdobycia więc przez „Neokonfederację Targowicką” pozostał wówczas jeszcze wyłącznie Pałac Namiestnikowski.

 

17 września to data o której się nie pamięta, która  okrywa tajemnicą niewyobrażalne morze cierpień, a także straszliwą rzeczywistość polityczną.

 

Bez 17 września nie byłoby 1 września, nie byłoby II wojny światowej, ludobójstwa, deportacji, Holocaustu i rozbioru Polski między III Rzeszę Niemiecką a ZSRS, przy walnej pomocy faszystów ukraińskich z OUN-UPA.

 

Na tą rzeczywistość składają się trzy symbole: Auschwitz-Katyń-Wołyń, podporządkowane sojuszowi sowiecko-niemieckiemu, który leżał u podstaw źródeł nieszczęść Europy XX wieku i II wojny światowej rozpętanej za przyczyną tego sojuszu.

 

Gdyby nie porozumienie tych dwóch potęg, gdyby Hitler nie miał gwarancji Stalina, iż wspólnie zniszczą Polskę, zapewne wojny by w tym czasie nie wywołał. Gdyby z kolei Stalin nie wkroczył 17 września, istniałaby szansa dalszego polskiego oporu przeciwko wojskom niemieckim na tzw. przedmościu rumuńskim, a wtedy cała II wojna światowa, cała wojna obronna Polski we wrześniu 1939 roku potoczyłaby się inaczej.

Okupacja tej części Polski która znalazła się po 17 września w rękach sowieckich [ok. 52% Polski], została wykorzystana przez sowietów nie tylko do wymordowania narodu polskiego i jego elit, ale także jako laboratorium przyszłych kadr, które kształtowały tzw. Polską Rzeczpospolitą Ludową [ PRL].

 

Ludzie ci rządzący z ramienia Moskwy przez ponad 50 lat Polakami, wywodzili się często spośród kolaborantów na rzecz sowietów, oraz zdrajców narodowych.

 

Ich potomkowie dotrwali niekiedy u steru władzy do dnia dzisiejszego, zajmując ważne miejsca w strukturze społecznej i celowo blokują ujawnianie całej prawdy o 17 września 1939 czyli o IV rozbiorze Polski.

 

W PRL propaganda głośno mówiła o faszystowskich Niemczech i napaści z 1 września oraz nazistowskich zbrodniach, ale tematem tabu, tematem zakazanym była napaść ZSRS na Polskę i data 17 września oraz zbrodnie sowieckie w Polsce, Katyniu , aneksja połowy Polski przez ZSRS na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow.

 

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku zaczęto więcej mówić o IV rozbiorze Polski i jego skutkach, ujawniać zdrajców i kolaborantów sowieckich, oraz tragiczne losy Polaków pod okupacją sowiecką.

 

Niestety obecne salony polityczne milczą w imię pseudo dobrego sąsiedztwa i tzw. poprawności politycznej o udziale naszych sąsiadów w IV rozbiorze Polski.

 

Nie wypada mówić o napaści Litwy [ za zgodą ZSRS] i aneksji Wilna, czy udziale Słowacji w agresji na Polskę, czy napaści zbrodniczego Legionu Ukraińskiego, nie mówiąc już o  agenturze w Polsce spod faszystowskiego znaku OUN-UPA, odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków na Wołyniu, Podolu, Małopolsce Wschodniej i we Lwowie, oraz winnej wszczęcia rebelii wewnątrz państwa polskiego we wrześniu 1939 roku na rzecz III Rzeszy Niemieckiej, a później na rzecz ZSRS.

 

A dzisiaj?

 

Ambasador Stuart E. Eizenstat, specjalny doradca sekretarz stanu Hilary Clinton do spraw epoki Holocaustu wyraził "rozczarowanie" nie wdrożeniem do tej pory ustawy o restytucji mienia żydowskiego i dodał, że ma nadzieję, iż polski rząd będzie "kontynuował działania, które tak wiele razy obiecywał i że zrobi krok naprzód w sposób, na który stać go finansowo, w sposób sprawiedliwy wobec społeczeństwa polskiego i tych polskich obywateli oraz osób o polskich przodkach którzy stracili własność zarówno w epoce komunistycznej, jak i nazistowskiej”.

 

POlactwo „lekką ręką” pragnie przeznaczyć 67 miliardów dolarów dla lobby żydowskiego – nielegalnych organizacji w USA znajdujących się wspólnie i w porozumieniu z rządem amerykańskim w bestialskim ataku na Polskę i Polaków.

 

Aby wyłudzić 67 miliardów dolarów od Polski przeprowadza się żydowskie akcje bojkotu Polski i Polaków, oskarżając ich o zbrodnie morderstwa Żydów, kolportuje się z polecenia „Radka – dorżnąć watahę” antypolskie książki przez ambasady i konsulaty polskie. Likwiduje się polska prasę kresową i Radio Lwów. To nie jest wiele różnorakich działań, to jedna wielka rozprawa z Polską i Polakami, przez siły zewnętrzna i antypolskie siły wewnętrznych aparatczyków typu „Radek – dorżnąć watahę”.

 

Aby przygotować właściwy grunt do tej haniebnej, bez podstawy prawnej procedury, jako przednią wartę wysyła się różnych antypolskich „strategów” typu Pawła Śpiewaka, Aliny Całej, „Radka” Sikorskiego, Jana Tomasza  Grossa, Grudzińskiej Gross, czy nie żyjącego „drogiego Bronisława”, który w wywiadzie z Anną Krall powiedział: „Polacy? Ja ich nienawidzę”.

 

Menachem Rosensaft nowojorski prawnik, założyciel i przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Dzieci Ofiar Holokaustu, którego rodzice przeżyli Auschwitz i Bergen-Belsen, wyraził opinię:

 

„10 lipca 1941 Polacy we wschodnim polskimi miasteczku Jedwabne zgonili i zmasakrowali ponad 300 żydowskich sąsiadów ( Jan T. Gross podaje podał liczbę ofiar 1600). Prowadzeni przez swojego burmistrza, ci w większości chodzący do kościoła chrześcijanie zgonili żydowskich mężczyzn, kobiety i dzieci do stodoły i spalili ich tam żywcem. W lipcu 1946 tłum w polskim mieście Kielce zabił 42 Żydów, którzy powrócili tam po Holocauście”.

 

W styczniu 1996 roku polski minister spraw zagranicznych Dariusz Rosati przyznał w liście do Światowego Kongresu Żydów że - jak to nazwał - "niesławny pogrom kielecki " był "aktem polskiego antysemityzmu".

 

I dalej Rosensaft:

 

„Pomiędzy pogromami w Jedwabnem i Kielcach, niezliczeni Polacy czerpali profity z niemieckiego "Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej".

 

Polaków którzy ukrywali Żydów ryzykując własnym życiem ogromnie przewyższali liczebnie ci, którzy denuncjowali Żydów nazistom, grabili ich mienie i bezwstydnie wprowadzali się do domów żydowskich rodzin, które zostały deportowane do obozów śmierci i obozów koncentracyjnych.

 

Dodatkowo, Polacy codziennie korzystają z zysków z własności wartej miliony dolarów, którą Żydzi posiadali w Polsce przed 1939 rokiem”.

 

„Podczas gdy inne dawne kraje komunistyczne wschodniej i centralnej Europy podjęły znaczące, nawet jeżeli nie w pełni satysfakcjonujące działania, by zamknąć rachunki ze swoimi byłymi obywatelami, Polska powłóczy nogami przez ponad 20 lat, z kolejnymi prezydentami, premierami i innymi oficjelami obiecującymi wdrożenie ustawy, które to obietnice nigdy się nie materializują”.

 

„Polskie władze muszą zostać zmuszone do zrozumienia , że to co urasta do wielkiego złodziejstwa i sprzeniewierzenia jako narodowa polityka ma konsekwencje. Dopóki Polska nie wdroży znaczącego prawa, które odnosi się do roszczeń majątkowych ofiar Holocaustu i ich potomków, wspólnota żydowska ogólnie oraz ocaleni i ich rodziny w szczególności powinny wstrzymać zasilanie polskiej gospodarki pieniędzmi z turystyki i w inny sposób. Moralna perswazja w sposób jasny nie zadziałała.

 

Może potraktowanie Polski w ten sam sposób w który ona traktuje Żydów i innych obrabowanych ze swojej własności okaże się bardziej skuteczne”.

 

„To wszystko z trudem czyni z Polaków niewinnych obserwatorów”.

 

Polski publicysta Stanisław Michalkiewicz w felietonie wygłoszonym na antenie Radia Maryja dnia 29 marca 2006 powiedział:

 

"Żeby łatwiej rozmiękczyć Polaków i w ten sposób wyciągnąć od Polski co najmniej 60 miliardów dolarów, trzeba z jednej strony oczerniać nas przed światem jako naród morderców, a z drugiej – doprowadzać nas do stanu bezbronności wobec żydowskich żądań poprzez systematyczną tresurę w tak zwanej tolerancji i w tak zwanym dialogu. Owa tolerancja, to nic innego, jak przyjęcie żydowskiego punktu widzenia, zaś dialog – to nic innego, jak potulne spełnianie wszystkich zachcianek przedsiębiorstwa holokaust."

Na antenie Radia Maryja powiedziano:

"Zgodnie z prawem polskim, a konkretnie – z przepisami dekretu z 8 października 1946 roku – prawo spadkowe – jeżeli do 1 stycznia 1949 roku nie zostało przed polskim sądem wydane postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku – to taki spadek, jako tzw. utracony, przypada Skarbowi Państwa. Oznacza to, że menadżerowie przedsiębiorstwa holokaust zwyczajnie chcą od państwa polskiego te miliardy dolarów wyłudzić."

Audycja ta wywołała wiele komentarzy. W reakcji na dyskusję w mediach Marek Edelman postanowił wypowiedzieć się w tej sprawie i wystosował list otwarty do władz RP:

 

"Po 16 latach w Polsce istnieje radiostacja Radio Maryja, która w swoich programach politycznych szerzy ksenofobię, szowinizm i antysemityzm, niektóre jej audycje nie odbiegają od hitlerowskiego Sturmera.

 

Pan Premier, Pan Marszałek, ministrowie i niektórzy posłowie występują w tej rozgłośni, co podnosi jej rangę, czyni wiarygodną i sprawia wrażenie, że Państwo solidaryzuje się z linią polityczną Radia Maryja. W społeczeństwie niestety zdarzają się występy rasistowskie, jak np. na stadionach lub graffiti na murach, które sieją nienawiść rasową, szowinizm i antysemityzm. Doświadczenie uczy, że od nienawistnych słów do zbrodniczych czynów jest czasem niedaleka droga."

 

Do felietonu Michalkiewicza ustosunkował się również ojciec Tadeusz Rydzyk w specjalnym oświadczeniu:

"Jeżeli ktoś został dotknięty wypowiedziami u nas, jednego spośród znanych polskich felietonistów, to jest nam bardzo przykro."

 

Prokuratura rejonowa w Toruniu umorzyła śledztwo w sprawie felietonu, nie dopatrzywszy się w nim znamion przestępstwa.

 

Należy w tym miejscu przypomnieć uściski Tuska z Putinem tuż po Katyniu 2010 i tuskowe wcześniejsze wyznania:

 

- ” Jak wyzwolić się od tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło – ponuro - śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać. Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski – tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem”.

 

Przypomnę:

Komorowski, kandydat na prezydenta wszystkich Polaków, w Gruzji po nieudanym zamachu na Lecha Kaczyńskiego powiedział: „jaki prezydent, taki zamach”. Zwracając się do PIS Tusk oświadczył: „zginiecie jak dinozaury”.

 

Trwa walka z Kościołem:

 

http://www.youtube.com/watch?v=QlSsg7QkjrY

 

 

Sikorski: „dorżnąć watahę”.

 

Czy to były proroctwa, czy już wiedza?

„Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek”

– / Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski/.

 

                                                                                              Aleksander Szumański

 

 

 

-
 
WTÓRNA CZARNA KSIĘGA KRESÓW Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
05.08.2012.

  ALEKSANDER SZUMAŃSKI

KORESPONDENCJA ZE LWOWA

 

WTÓRNA CZARNA KSIĘGA KRESÓW

 

  Po zmowie niemiecko – sowieckiej Polska we wrześniu 1939 roku przestała istnieć jako niepodległe, suwerenne państwo. Po dokonanym przez Stany Zjednoczone ,Wielką Brytanię i Związek Sowiecki  w Teheranie, Poczdamie i Jałcie IV rozbioru Polski, po zakończeniu II wojny światowej  Polska utraciła Kresy Wschodnie na rzecz Związku Radzieckiego.

 

Gdy w kilkanaście dni po napadzie Hitlera na Polskę powstała słynna "Sonderaktion Krakau" / 6 listopada 1939 roku / w czasie której aresztowano i w większości zadręczono i zamęczono w nazistowskim obozie koncentracyjnym profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Górniczo-Hutniczej i Politechniki Krakowskiej, stało się oczywiste, iż wróg unicestwia intelektualną siłę narodu, aby pozbawić go jego przywództwa.

 

Niedługo po "Sonderaktion Krakau" hitlerowcy przy udziale ukraińskich nacjonalistów dowodzonych przez Banderę i Szuszkiewicza zorganizowali 4 lipca 1941 na stokach Góry Kadeckiej - Wzgórz Wuleckich we Lwowie "Sonderaction Lemberg", gdzie stracono 45 profesorów lwowskich wyższych uczelni, a wśród nich trzykrotnego premiera II RP prof. Kazimierza Bartla. Ci intelektualiści, którzy uniknęli śmierci z rąk zbrodniczego hitlerowsko-ukraińskiego batalionu SS-Galizien "Nachtigall" / „Słowiki” / byli wyszukiwani, aresztowani i ginęli z rąk siepaczy.

 

 Szef grupy operacyjnej Einsatzkommando  sturmbannführer SS Brunon Müller powiedział wówczas polskim uczonym:

 

„Tutejszy uniwersytet rozpoczął rok akademicki bez wcześniejszego uzyskania zgody władz niemieckich. Jest to wyraz złej woli. Ponadto jest powszechnie wiadomo, że nauczyciele zawsze byli wrogo nastawieni do niemieckiej nauki. W związku z tym, wszyscy, poza trzema obecnymi kobietami (!), zostaną wywiezieni do obozu koncentracyjnego. Jakakolwiek dyskusja a nawet wypowiedzi na ten temat są wykluczone. Kto odważy się na opór wobec wykonania mojego rozkazu, zostanie zastrzelony”.

 

Hans Frank generalny gubernator w dniu 6 lutego 1940 roku  udzielił wywiadu dla „Völkischer Beobachter”:

 

„gdybym o każdych siedmiu rozstrzelanych Polakach chciał rozwieszać plakaty, to w Polsce nie starczyłoby lasów na wyprodukowanie papieru na takie plakaty”.

 

Pomimo takiej groźby profesor Stanisław Estreicher próbował wypowiedzieć się, ale nie został dopuszczony do głosu, a rektora Lehr-Spławińskiego uciszono stwierdzeniem, że to on będzie aresztowany jako pierwszy. Zgodnie z zapowiedzią zwolniono do domu dwie obecne na sali profesor: Helenę Willman-Grabowską i Jadwigę Wołoszyńską – po opuszczeniu terenu uniwersytetu powiadomiły one rodziny zebranych o aresztowaniach.

 

Łącznie w ramach akcji uwięziono 183 osoby z Uniwersytetu Jagiellońskiego – 142 wykładowców i 3 studentów,

    Akademii Górniczej – 21,

    Akademii Handlowej – 3,

    Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie – 1,

    Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – 1,

    szkół średnich – 6

 

oraz 6 innych przypadkowych osób.

 

Osadzono ich najpierw w więzieniu na Montelupich, rano nastąpiła kolejna zmiana miejsce zakwaterowania. Około dziewiątej załadowano transport i przeniesiono aresztowanych do koszar 20. pułku piechoty przy ul. Mazowieckiej (obecnie koszary 16 batalionu powietrznodesantowego przy ul. Wrocławskiej). Po zwolnieniu 11 osób, w tym Fryderyka Zolla(!)- (dziadka prof. Andrzeja Zolla – masona!), 27 listopada 1939 wywiezieni zostali przez Wrocław i Berlin do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.

 

W obozie koncentracyjnym Sachsenhausen profesorów "powitał" komendant tego obozu Rudolf Hoss: "wszyscy jesteście gównem Pangermańskiej Rzeszy. Obóz dla internowanych jest jedną kupą gówna, gdzie wszyscy macie zdechnąć. Jedyną drogą ku wolności jest dla was komin krematorium".

 

Wśród zatrzymanych byli też wiekowi, schorowani i emerytowani naukowcy, co w warunkach obozu koncentracyjnego doprowadzało do znacznego pogorszenia stanu zdrowia i przyspieszonej śmierci. Pierwszą ofiarą śmiertelną akcji był profesor Akademii Górniczej Antoni Meyer, który zmarł 24 grudnia 1939. Cztery dni później zmarł były rektor UJ Stanisław Estreicher. W następnych tygodniach zmarli m.in. zoolog Michał Siedlecki, anatom Kazimierz Kostanecki, historyk literatury Ignacy Chrzanowski.

 

Po międzynarodowych protestach (w tym przede wszystkim osobistej interwencji Benito Mussoliniego u Hitlera) 101 uwięzionych zostało 8 lutego 1940 r. zwolnionych. Niektórzy z nich wycieńczeni warunkami obozowymi lub z powodu znacznego pogorszenia stanu zdrowia zmarli w różnych okresach po zwolnieniu (jak np. 19 lutego 1940, w kilka dni po zwolnieniu, prof. Jan Włodek). Pozostałych (głównie młodszych naukowców), 4 marca, wywieziono do obozu koncentracyjnego Dachau, skąd po 19 miesiącach również większość zwolniono. Niektórzy z naukowców (Wiktor Ormicki) zostali zamordowani.

 

Wszystkie dokonane zbrodnie (w tym Katyń – NKWD) znane były doskonale aliantom II wojny światowej – Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym, a jednak zgodziły się na oddanie Polski powtórnie mordercom NKWD z odebraniem Polsce jej historycznych ziem - Kresów ze Lwowem.

 

Unicestwienie siły narodu można dokonać przez mord fizyczny jego siły intelektualnej, jak czynili to bolszewicy i hitlerowcy, można też naród unicestwić mordem intelektualnym pozbawiając go  możliwości edukacji i odcinając mu środki przekazu.

 

Tak właśnie postępuje obecnie rządząca ekipa, redukując liczbę szkół, likwidując godziny nauczania historii i wprowadzając własne „porządki edukacyjne i medialne” na polskich Kresach.

 

Kresowych Polaków obecnie nazywa się w ekipie Tuska „Polonią”, nie bacząc na to, iż są to obywatele polscy. Tej „Polonii” kresowej zamyka się radiowe i gazetowe środki komunikacji medialnej, kłamiąc niewiarygodnie, iż jest to akcja jednorazowej zmiany płatnika, konkursowa i tym podobne oszustwa dokonywane na naszych wschodnich ziomkach. Minister spraw zagranicznych dopieszcza na swoich placówkach dyplomatycznych szajki esbeckie i śmieje się w kułak pytany o środki na utrzymanie mediów kresowych. Sejm RP. nie wypowiada się w sposób jednoznaczny na ten dramat intelektualny i edukacyjny Polaków zamieszkujących polskie przecież Kresy.

 

Chętnie natomiast zamiata pod dywan uchwalenie 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian, łącznie ze wszystkimi aferami korupcyjnymi rządu Tuska i blisko 200 tysiącami naszych rodaków zamordowanych bestialsko przez bandy ukraińskie OUN – UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Upominając się o media polonijne na Kresach należy przypomnieć jak ze szczególnym okrucieństwem mordowali nacjonaliści UPA –OUN dzieci:

- rozdzierali nóżki z morderczym hasłem – „tyś polski orzeł”,

- rozdzierali usta z hasłem „Polska od morza do morza”,

-żywym dzieciom wyrywali kończyny, języki, wykłuwali oczy, tak umęczone wbijali na widły, rąbali siekierami, przecinali na pół piłami, rozpruwali brzuchy, wydłubywali oczy, wrzucali je do studzien, bili aż do zabicia, krzyżowali na otwartych drzwiach, gwałcili i obcinali genitalia, nie mówiąc o masowych rabunkach. Dzieci patrzyły na kaźń rodziców, rodzice na mękę swoich dzieci.

 

Ekipa Tuska stwarza nową formę okupacji Polski. Obce narodowi siły wewnętrzne i zewnętrzne dążą aby utracił on źródło swojej spoistości i przestał być wrażliwy na własną tożsamość ukształtowaną przez wiekowe dziedzictwo kulturowe i religijne. Te same siły zawładnęły Kościołem od wewnątrz.

 

Czyżby Radosław Sikorski zespolony z tymi siłami, pozbawiając kresowian środków edukacyjnych chce „dorżnąć watahę”?

 

                                                                           Aleksander Szumański

 

 

 

 

 
STUDZIENKA BADYLAKA Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 2
Autor: Aleksander Szumanski   
04.08.2012.

STUDZIENKA BADYLAKA

 

 Walenty Badylak (ur. 1904, zm. 21 marca 1980) – żołnierz AK oraz Kedywu, emerytowany krakowski piekarz, przykuł się łańcuchem do historycznej studzienki na krakowskim rynku vis- a-vis „Hawełki”, oblał  benzyną i dokonał aktu samospalenia.

 

Informacje o jego śmierci ukazały się wyłącznie w prasie lokalnej, w bardzo lakonicznej formie, donoszono o śmierci psychicznie chorego emeryta. Krakowianie stawiali w miejscu zdarzenia znicze i kwiaty (które w nocy nieznani sprawcy zabierali) oraz śpiewali pieśni religijne.

 

 

Studzienka Badylaka – studzienka imienia Walentego Badylaka, znajdująca się na Rynku Głównym w Krakowie powstała jako upamiętnienie czynu Walentego Badylaka, który w proteście przeciwko przemilczeniu przez władzę zbrodni katyńskiej, przywiązał się łańcuchami do hydrantu przy zachodniej części krakowskiego Rynku Głównego i dokonał 21 marca 1980 roku aktu samospalenia.

 

Jego czyn został upamiętniony w 1990 roku tablicą pamiątkową, którą odsłonił wnuk Walentego, ksiądz Wojciech Badylak.

 

Tabliczka zawieszona na studzience głosi:

 

Studzienka Imienia Walentego Badylaka

 

Walenty Badylak ur. 1904 zm. 1980

 

W tym miejscu w dniu 21 marca 1980 roku Walenty Badylak żołnierz Armii Krajowej dokonał dramatycznego aktu samospalenia w proteście przeciwko demoralizacji młodzieży zniszczeniu rzemiosła oraz przeciwko zmowie milczenia wokół zbrodni dokonanej na polskich oficerach w Katyniu przez komunistyczno-bolszewickich ludobójców.

Nie mógł żyć w kłamstwie zginął za prawdę

 

Jeszcze przed Sierpniem 1980 zorganizowane działania mające na celu upamiętnienie ofiary Walentego Badylaka podejmowali działacze środowisk opozycyjnych Krakowa, m.in. z Chrześcijańskiej Wspólnoty Ludzi Pracy, z Konfederacji Polski Niepodległej oraz ze Studenckiego Komitetu Solidarności.

 

 O samospaleniu Walentego Badylaka został nakręcony film "Święty Ogień".

 

„[…]jeden po drugim szli na stos, a każdy pośród mąk konania

Pytał czy z dali nie brzmi głos, głos odrodzenia, zmartwychwstania,

Czy już nie szumi dębów gaj, czy obiat się nie wznoszą dymy,

Czy nie odżywa świat ich bóstw?...I w ogniu marli tak olbrzymy.

Aż arcykapłan został sam... Widział męczeńską śmierć współbraci,

A nie miał dotąd żadnych wróżb, że ich ofiarę los opłaci,

Że się marzony spełni cud. Jednak nie wahał się ni chwili.

Może tam już się budzi lud? Może śmierć jego - los przesili?

I wstąpił na ofiarny głaz [...]”.

 

Zenon Przesmycki „Miriam”

„Święty ogień”

22 czerwca 2012 r. SOLIDARNI KRAKÓW 2010 skierowali do przewodniczącego Komisji Kultury, Promocji i Ochrony Zdrowia Rady Miasta Krakowa Jerzego Fedorowicza list:

 

 

 

Szanowny Pan

Jerzy Fedorowicz

Przewodniczący Komisji

Kultury, Promocji i Ochrony Zdrowia

Rady Miasta Krakowa

Pl. Wszystkich Świętych 3-4

31-004 Kraków 

 

 

 

Szanowny Panie Przewodniczący, Wysoka Komisjo!

 

Krakowski Oddział Stowarzyszenia Solidarni 2010 wnioskuje niniejszym pismem o umieszczenie na Studzience im. Walentego Badylaka kamiennej tablicy z czytelnym napisem informacyjnym w języku polskim i angielskim oraz o zabezpieczenie miejsca przed profanacją.

 

W chwili obecnej o tragicznej śmierci Walentego Badylaka informują metalowa tabliczka zawieszona na studzience, tablica wmurowana obok w płytę Rynku oraz napis na cokole Studzienki. Ich stan nie jest naszym zdaniem zadowalający. Po pierwsze, brakuje informacji o wydarzeniu w obcym języku. Informacja taka w najpopularniejszym obecnie języku angielskim powinna znaleźć się na Studzience, aby tysiące zagranicznych turystów spacerujących po naszym Rynku mogło dowiedzieć się o tym wydarzeniu. Po drugie, napis na cokole jest niepraktyczny, gdyż jest bardzo słabo czytelny. Wreszcie tablica wmurowana w płytę Rynku zawiera błąd ortograficzny związany z zapisem daty cyframi rzymskimi: jest „21.III.1980 roku”, a powinno być „21.III 1980 roku”. W związku z powyższym zgłaszamy wniosek o umieszczenie na Studzience kamiennej tablicy informującej możliwie dokładnie o samospaleniu Walentego Badylaka i motywach jego dramatycznej decyzji. Napis powinien być dobrze widoczny i sporządzony w dwóch językach: polskim i angielskim (załączamy projekt tłumaczenia). Wskazujemy przykładowe rozwiązanie, aby tablicę wmurowaną w płytę Rynku umieścić pionowo na cokole Studzienki, oczywiście po wcześniejszym usunięciu błędnego zapisu. Drugą tablicę w języku angielskim należałoby posadowić obok niej.

 

Jednocześnie pragniemy wyrazić oburzenie zachowaniem niektórych turystów przebywających w pobliżu Studzienki. W związku z tym, iż dostęp do niej jest z każdej strony otwarty, pijani ludzie urządzają sobie w tym miejscu przystanek na swoich piwnych wycieczkach, kładąc się i skacząc po Studzience (załączamy stosowne zdjęcia). Tym samym dochodzi do sprofanowania miejsca, gdzie Walenty Badylak oddał życie za prawdę o zbrodni katyńskiej i które powinno być miejscem szczególnego szacunku i zadumy nad terrorem reżimu komunistycznego. Nie godzimy się na takie zachowanie na symbolicznym grobie cichego bohatera. Dlatego wnosimy o zabezpieczenie Studzienki przed dalszym bezczeszczeniem przez nieodpowiedzialnych ludzi np. w formie stylowego łańcucha, chroniącego dostęp bezpośrednio do cokołu Studzienki.

 

Na koniec chcielibyśmy w kilku słowach wspomnieć postać Walentego Badylaka. Ten skromny człowiek, żołnierz Armii Krajowej – jak głosi napis na Studzience – „nie mógł żyć w kłamstwie”. Nie potrafił pogodzić się z przemilczaniem zbrodni katyńskiej i lansowanej w czasach komunistycznych tezy o rzekomej odpowiedzialności niemieckich okupantów. Jego dramatyczny akt należy więc postrzegać przez pryzmat hołdu pamięci, jaki należy się pomordowanym przez NKWD polskim oficerom. Jest to ważne szczególnie obecnie, gdy podejmuje się śmiałe próby rozmycia odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej. Tym bardziej więc należy przypominać, także gościom zza granicy, że za prawdę ludzie dokonywali u nas aktów samospalenia. „W proteście przeciwko demoralizacji młodzieży, zniszczeniu rzemiosła oraz przeciwko zmowie milczenia wokół zbrodni dokonanej na polskich oficerach w Katyniu przez komunistyczno-bolszewickich ludobójców”. Na szczęście pamięć o ludziach, których komunizm doprowadził do próby samobójczej jest żywa: w Pradze, na Placu Św. Wacława stoi symboliczna rzeźba Jana Palacha, który w 1969 r. podpalił się w tym miejscu protestując przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego przeciwko Praskiej Wiośnie; Ryszard Siwiec z tych samych powodów podpalił się rok wcześniej na Stadionie Dziesięciolecia, o czym można przeczytać w podręczniku szkolnym „Od niepodległości do niepodległości. Historia Polski 1918-1989”. Niech dramatyczny krzyk Jana Palacha, Ryszarda Siwca, Walentego Badylaka i innych sprawiedliwych, którzy własną i cudzą wolność ukochali ponad wszystko, rozlega się donośnie z naszego Rynku. Niech usłyszą go wszyscy!

 

Pozostajemy w nadziei na przychylenia się władz Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa do niniejszej inicjatywy obywatelskiej.

 

 

W imieniu Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Solidarni 2010  

 

 

Tadeusz Kaznowski

 

adres do korespondencji:

 

Tadeusz Kaznowski

Al. A. Dygasińskiego 5

  31-820 Kraków

 

 

Załączniki:

1.            Zdjęcia Studzienki.

2.            Projekt tłumaczenia napisu.

 

Urząd Miasta Krakowa – Zastępca Prezydenta Miasta Krakowa 27 lipca 2012 roku udzielił odpowiedzi:

 

Pan Tadeusz Kaznowski

Stowarzyszenie Solidarni 2010

Oddział Krakowski

al. Adolfa Dygasińskiego 5

31-820 Kraków

 

W odpowiedzi na pismo z dnia 22 czerwca 2012 r., przekazane w dniu 6 lipca 2012 r.

przez Przewodniczącego Rady Miasta Krakowa Prezydentowi Miasta Krakowa, dotyczące

umieszczenia na studzience im. Walentego Badylaka kamiennej tablicy z czytelnym napisem

informacyjnym w języku polskim i angielskim oraz zabezpieczenia miejsca przed profanacją,

uprzejmie informuję:

 

Wytyczne do projektu przebudowy studni zostały określone w roku 2001 przez

Głównego Plastyka Miasta w porozumieniu ze służbami konserwatora zabytków,

Wojewódzkim Komitetem Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Komitetem Uczczenia

Pamięci Tragicznej Śmierci Samospalenia śp. Walentego Badylaka. Na tym etapie rozważano

również umieszczenie napisu w języku angielskim.

Po konsultacjach z Komitetem pomysł ten został odrzucony. W roku 2002 została uzgodniona z Komitetem Uczczenia Pamięci Tragicznej Śmierci Samospalenia śp. Walentego Badylaka przebudowa studni na płycie Rynku Głównego. Protokołem odbioru z dnia 25 marca 2002 r. prace zostały odebrane (przy udziale Pana Jacka Stokłosy, Głównego Plastyka Miasta, Pana Jana Janczykowskiego,

przedstawiciela Oddziału Ochrony Zabytków, oraz Pana Tomasza Ciupaka, przedstawiciela

Wydziału Spraw Administracyjnych).

Podczas ostatniej wymiany nawierzchni Rynku Głównego studzienka, przy której śp.

Walenty Badylak dokonał aktu samospalenia, została wyremontowana, otrzymała nowe

kamienne ocembrowanie ze stosownym napisem.

Zdaniem Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie, zmiana istniejącej

informacji nie jest konieczna. W Polsce nie ma zwyczaju umieszczania napisów na

pomnikach i tablicach w innym języku niż ojczysty. Przedmiotowa studzienka znajduje się

w ciągłym użytkowaniu, dlatego ogrodzenie jej nie jest możliwe, utrudniałoby korzystanie ze

studzienki.

 

                                                                                                  ZASTĘPCA PREZYDENTA

                                                                                                     MIASTA KRAKOWA

                                                                                                                  Tadeusz Trzmiel

Otrzymują:

1. Adresat

2. Pan Bogusław Kośmider, Przewodniczący Rady Miasta Krakowa

3. Pan Jerzy M. Fedorowicz, Przewodniczący Komisji Kultury, Promocji

i Ochrony Zabytków Rady Miasta Krakowa

4. Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu

5. Wydział Kultury i Dziedzictwa Narodowego

6. Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji SA

7. aa

 

Zabytkowa Studzienka im. Walentego Badylaka przez lata wrosła w pejzaż Krakowa. Umiejscowiona w sercu tego miasta na płycie Rynku Głównego, tuż obok miejsca gdzie granitowa tablica przypomina przysięgę Tadeusza Kościuszki.

 

Rynek Główny w Krakowie to również serce Polski.

 

Nie należy zapominać iż niemal wszystkie kamienice i pałace wokół Rynku to kilkusetletnie obiekty zabytkowe. Mieszczą się w nich m.in.: Muzeum Historyczne Miasta Krakowa i Międzynarodowe Centrum Kultury . Najbardziej znane restauracje to Wierzynek (nr 15) i Hawełka – Tetmajerowska (nr 34) vis – a vis Studzienki Badylaka. Inne: Wentzl (nr 19), Redolfi (nr 38) i Pod Słońcem (nr 43). Kawiarnia Vis a Vis pod nr 29 była ulubionym miejscem Piotra Skrzyneckiego, twórcy Piwnicy Pod Baranami. Jego figura w charakterystycznym kapeluszu na głowie przesiaduje nadal w tym lokalu lub też w kawiarnianym ogródku na Rynku.

 

Na Rynku znajdują się:

 

    Kościół św. Wojciecha

    Wieża ratuszowa

    Sukiennice

    Pomnik Adama Mickiewicza

    Płyta upamiętniająca wejście Polski do Unii Europejskiej

    Płyta upamiętniająca Insurekcję Kościuszkowską

    Płyta upamiętniająca Hołd Pruski 1525 roku

    Studzienka im. Walentego Badylaka

 

Natomiast wokół Rynku znajdują się:

 

    Kościół Mariacki

    szereg zabytkowych kamienic

    pomnik Piotra Skrzyneckiego

 

 

Rynek Główny to największy z placów Krakowa, a zarazem największy rynek w średniowiecznej Europie. Kraków lokowano na prawie magdeburskim 5 czerwca 1257, a dokonał tego książę krakowski Bolesław Wstydliwy.

 

Rynek został wytyczony przez ówczesnych wójtów Gedko Stilvoyta, Jakuba z Nysy i Dytmara z Wrocławia w oparciu o regularną siatkę mierniczą jako kwadratowy plac o boku nieznacznie przekraczającym 200 metrów, z deformacjami wynikającymi z konieczności dostosowania do pozostałości osadnictwa (kościół Mariacki i kościół św. Wojciecha). Powstał z myślą, aby miejscowi oraz podążający szlakami handlowymi kupcy mieli dość miejsca, by móc sprzedawać tu swe towary. Pozostałością licznych niegdyś kramów kupieckich są znajdujące się w centrum Rynku Sukiennice.

 

Rynek Główny skupiał znaczną część krakowskich, średniowiecznych rezydencji (kamienica Margrabska, pałac Pod Krzysztofory, pałac Zbaraskich, Szara Kamienica) oraz znajdowały się tu również okazałe pałace związane z władzą miejską i królewską (kamienica Hetmańska i kamienica Montelupich). Posiadanie rynkowej kamienicy było bowiem dowodem prestiżu patrycjuszy, urzędników królewskich oraz szlacheckich rodów.

 

Rynek znajdował się na osi tzw. Drogi Królewskiej, wiodącej od Barbakanu na Wawel, którędy odbywały się uroczyste wjazdy króla i legacji zagranicznych.

 

 

W 1898 r. powstał pomnik Adama Mickiewicza.

 

W 1940 r. niemieccy okupanci przemianowali Rynek Główny na Adolf-Hitler Platz.

 

I w takim oto miejscu historycznym w sposób bezpardonowy władze Krakowa dopuszczają do bezczeszczenia pomnika naszej historii jaką jest Studzienka Walentego Badylaka, miejsca uświęconego  za Wolność Naszą I Waszą.

 

Odpowiedź Urzędu Miasta Krakowa na patriotyczny list Solidarnych Kraków 2010 jest jedynie aktem złej woli.

 

Takim aktem złej woli  wpisały się już władze Krakowa nie po raz pierwszy:

 

- 14 maja 2010 roku w rocznicę pielgrzymki Jana Pawła II  usunięto z krakowskich Błoń krzyż papieski, pomimo wcześniejszych zapewnień o jego pozostawieniu.( Patrz akcja ścinania krzyży).

 

- 12 czerwca 2010 zakazana msza. Prof. Jacek Majchrowski usiłował nie dopuścić do odprawienia mszy św. w krakowskim patriotycznym Parku dra Henryka Jordana z okazji błogosławieństwa ks. Jerzego Popiełuszki, co mu się zresztą nie udało. Byłem na tym nabożeństwie z całą rodziną. Moje wnuki były oburzone.

 

- Skandal w wykonaniu krakowskiego Nadzoru Budowlanego sprzed kilku lat na krakowskim Kazimierzu do dzisiaj nie został wyjaśniony, a więc zwyczajem nabytym zamieciony pod dywan przez odpowiedzialne władze.

Skandal dotyczy samowoli budowlanej nadbudowy zabytkowej kamienicy przy Szerokiej 12 w Krakowie. Podgórska prokuratura prowadzi śledztwo w tej sprawie od września 2005 roku . Dochodzenie ma wyjaśnić, czy urzędnicy wydający pozwolenia i nadzorujący inwestycję popełnili przestępstwo.

W pomieszczaniach samowoli budowlanej prowadzi się hotel, sprzedaż wódy i władze Krakowa łącznie z prokuraturą bimbają sobie ze społeczeństwa już całe lata.

- Władze Krakowa nie wyrażają przez całe lata zainteresowania tym faktem.

 

Patrz szczegóły:

 

http://niepoprawni.pl/blog/2171/nadzor-budowlany-z-donosicielstwem-w-tle

 

Czas na zmiany.

 

                                                            Aleksander Szumański

 

 

 

 

-

 

 

 

 

 

 

 

 

 
PARK DRA HENRYKA JORDANA ZAPRASZA Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
Autor: Aleksander Szumanski   
31.07.2012.

http://wkrakowie2012.wordpress.com/2012/07/30/zaproszenie-na-uroczyste-odsloniecie-pomnika-danuty-siedzikowny-inki/

 
««  start « poprz. 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 481 - 490 z 729
 
Copyright © 2014 . All rights reserved